sobota, 7 października 2017

Oczyszczanie kosmetyczki, czyli ogromny projekt denko

07/10/2017


Dziś przygotowałam prezentację moich kosmetycznych zużyć. W sierpniu i wrześniu porządnie wzięłam się za zużywanie produktów, które trochę dłużej u mnie zalegały. Dna dobiło też wiele kosmetyków, które zużywam na bieżąco. Cieszę się, że moje zapasy powoli się zmniejszają, ponieważ muszę przyznać, że trochę męczy mnie nadmiar kosmetyków. Staram się sukcesywnie zużywać już otwarte produkty, nie otwierać kolejnych z tej samej kategorii, jeżeli podobny mam już w użyciu. Jak widać na załączonym obrazku, trochę pustych opakowań wyląduje za chwilkę w koszu... Zobaczcie, jakie produkty miałam przyjemność (lub nie) używać w ostatnim czasie.


Tołpa - odżywczy krem do rąk czarna róża. Ulubieniec. Za zapach - obłędny (z ładniejszym nie zetknęłam się w żadnym innym kosmetyku do pielęgnacji), działanie i całokształt. To była miniatura do torebki, kiedyś zużyłam już cały produkt. Bardzo ubolewam, że firma wycofała z produkcji prawie wszystkie kosmetyki z linii botanic, bo bardzo lubiłam kilka produktów z tej serii.

Dr Konopka's - tonik balansujący. Dobry tonik, przeznaczony dla skóry normalnej i tłustej. Nie powodował ściągnięcia skóry, miał bardzo dobry skład m.in. olej lawendowy, ekstrakt z szałwii. Pachniał naturalnie, lawendą.

Biolaven - próbka kremu na dzień. Fajny, dość lekki jednak nie wchłaniał się całkowicie do matu. W składzie ma m.in. olej z pestek winogron, olejek lawendowy, mocznik. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Traf chciał, że niedawno znalazłam go w pudełku beGlossy.


Colgate - płyn do płukania jamy ustnej. Był w porządku, nie miał zbyt ostrego smaku. Teraz używam płynu Sylveco i jest o wiele lepszy, więc do tego bym nie wróciła.

L'oreal - lakier do paznokci nr 408 exquisite scarlet. Był świetny, z top coatem utrzymywał się na paznokciach długo. Dodatkowo szybko wysychał. Jego odcień to kwintesencja czerwieni, szczególnie ładnie prezentował się na paznokciach u stóp. Niestety wydaje mi się, że lakiery z tej serii nie są już dostępne. 

Sylveco - próbka lekkiego kremu rokitnikowego. Świetny krem o działaniu przeciwstarzeniowym. Ładnie nawilżał i odżywiał, szybko się wchłaniał, sprawdził się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. W składzie ma m.in. olej rokitnikowy, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, ekstrakt z kory brzozy. Z pewnością jak zużyję moje zapasy, kupię pełną wersję.



Elmex - pasta do zębów do której stale powracam. Jest delikatna, ma fajny smak i niski stopień ścieralności.

Yves Rocher - żel pod prysznic o zapachu zielonej herbaty. Lubię żele tej firmy. Ten pachniał naturalnie, bardzo delikatnie. Konsystencję miał dość lejącą i średnio się pienił, przez co był średnio wydajny.

Sephora - maseczka pod oczy w formie nawilżonych płatków z tkaniny. Z przyjemnością użyłam, jednak uważam taki produkt za zbędny. Wolę po prostu krem pod oczy.



Green Pharmacy - płyn micelarny. Bezzapachowy, prawie tak dobry, jak ten Garniera. Duża pojemność za niską cenę. Skutecznie zmywał makijaż, polecam.

Isana - sól do kąpieli o zapachu mandarynki i maślanki. Fajny produkt, dawał dużą pianę, barwił wodę na żółto, a zapach unosił się w całej łazience. 

Chanel - próbka wody perfumowanej Gabrielle. Zapach typowy, ciężki, wieczorowy, nie zaskoczył mnie. Nie jest w moim stylu, kojarzy mi się ze starszymi paniami.



Dove - antyperspirant. Ulubieniec. Zawsze mam w zapasie choć jeden antyperspirant tej marki. Dobrze chroni, nie pozostawia śladów na ubraniach. Pachniał ładnie "czystością".

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Stosowałam to głównie podczas porannego oczyszczania. Bardzo go lubiłam. Ma naturalny skład. Do zmycia pełnego makijażu jest zbyt delikatny i nie daje sobie z nim rady. To już drugie zużyte przeze mnie opakowanie tego produktu i pewnie kupię go ponownie.

Yves Rocher - dwufazowy płyn do demakijażu oczu w wyciągiem z bławatka. Świetnie radził sobie z usunięciem tuszy, cieni, kredek. Jest to produkt bardzo podobny do dwufazy Sephory. Serdecznie polecam.

Nivea - próbka olejku w balsamie do ciała. Pachniał pięknie, szybko się wchłonął i dobrze nawilżył skórę. Być może kiedyś kupię pełen produkt.



Polny Warkocz - rumiankowa esencja micelarna. Używałam jako tonik podczas porannej pielęgnacji. Był to produkt dość nijaki. Nie zauważyłam żeby robił coś dobrego, ale też nie szkodził. Plus za piękną, szklaną buteleczkę. 

Nuxe - olejek pod prysznic. Bardzo gęsty, miał złote drobinki, które zostawały na skórze. 
Pachniał pięknie, bardzo ekskluzywnie. Lubiłam go, ale dla mnie takie produkty są zbędne, wolę zwykłe żele. Mimo to cieszę się, że mogłam go przetestować.  

Phenome - próbka przeciwzmarszczkowego kremu do cery suchej i wrażliwej. Zużyłam na dzień i na noc. Był świetny.



Resibo - krem odżywczy. Bardzo gęsty i bogaty o świetnym, naturalnym składzie. Odżywiał i nawilżał skórę. Stosowałam go tylko wieczorem. Fajnie, ze miał pompkę. Był w porządku, choć myślę, że najlepiej sprawdziłby się u osób z cerą suchą.

Too Faced - baza pod podkład Hangover Replenishing Face Primer. Powiedziałabym raczej, że jest to krem, który błyskawicznie wchłania się do matu. W składzie miał m.in. wodę kokosową. Generalnie nie używam baz (oczywiście oprócz tych pod cienie), ale miło było przetestować. Mam jeszcze jedną taką miniaturę w zapasie.

Yves Rocher - próbka wody perfumowanej Ouia L'amour. To nowość w ofercie marki. Zapach jest dość ładny, bardzo słodki, ale nie w moim stylu. Sama próbka miała formę nasączonej chusteczki, co jest wg mnie bez sensu. 

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczce o zapachu czarnej porzeczki. Serdecznie polecam, szczególnie na wyjazdy. Jedną taką chusteczką bez problemu zmyjemy lakier ze wszystkich paznokci. Ogromny plus za to, że produkt ładnie pachnie i pozostawia płytkę paznokcia nawilżoną. 


Garnier - odżywka do włosów z olejkiem arganowym i kameliowym do włosów zniszczonych i łamliwych. Ładnie pachniała, jednak szczególnego odżywienia i blasku na włosach po jej użyciu nie zauważyłam. Nie mniej jednak produkt był w porządku.

Farmona - odżywka z wyciągiem z bursztynu do włosów i skóry głowy. Używałam jako wcierkę do skóry głowy, jednak nie wiem czy spowodowała obiecywane pobudzenie wzrostu. Mimo, że nie stosowałam jej tak regularnie, jak zaleca producent, zaobserwowałam większą ilość krótkich włosków. 

Lancome - próbka wody perfumowanej La vie est belle. Nie rozumiem zachwytów nad tym zapachem. Dla mnie był zbyt ciężki i na dłuższą metę bardzo mnie męczył. Jednak muszę przyznać, że jego trwałość była powalająca.  



The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu jagód. Żele tej marki bardzo lubię. Są wydajne, dobrze się pienią, nie przesuszają skóry i pięknie pachną. Do składu można się przyczepić, ale mnie nie zaszkodził.

Yves Rocher - balsam do ud. Pachniał naturalnie pokrzywą. Szybko się wchłaniał. Lekko napinał skórę. Nie wiem czy ujędrniał, bo ciężko to stwierdzić, ale produkt był w porządku. Dostałam go jako gratis do zakupów i miło było go przetestować.

Carlo Di Roma - cienie do powiek. Były ze mną baaaardzo długo, za długo. Prawie do końca je zużyłam. Został mi jedynie cień niebieski, ale wiem że nie będę go używać, więc wyrzucam. 

Avon - próbka matowej pomadki w odcieniu rouged perfection. Seria tych matowych pomadek jest świetna. Są trwałe. Mam inne dwa odcienie, które bardzo lubię. Nie kupię pełnego wymiaru tylko ze względu na to, że ten odcień różu nie do końca mi pasuje.


Organique - immunoserum z zieloną i białą herbatą. Nie zużyłam tego produktu, ponieważ mi nie odpowiadał. Stosowałam go na dzień pod makijaż, ale średnio się sprawdzał. Konsystencję miał żelową, pachniał przyjemnie herbatą. Jest to taki produkt, że niby ok, ale coś z nim jest nie tak, lecz nie wiadomo co. Zwykle gdy jakiś kosmetyk do twarzy mi nie pasuje, staram się wykorzystać go np. do stóp. W tym przypadku nawet do tej części ciała się nie nadaje. Szkoda.

Bania Agafii - odżywczy szampon do włosów. Docelowo jest przeznaczony do włosów suchych, ale moim zdaniem jest to produkt silnie oczyszczający, który sprawia, że włosy stają matowe i szorstkie. Raz na jakiś czas w celu mocnego oczyszczania można taki szampon zastosować, ale nie jest to produkt do częstego stosowania.

Ava Laboratorium - maseczka karotenowa. Stylizowana na naturalną, bez parabenów, ale niestety w składzie ma parafinę. Nie na początku w składzie, ale jednak. Generalnie nie używam produktów do twarzy, które mają ten składnik, ale zrobiłam wyjątek. Nic mi się nie stało. Nie zauważyłam działania tej maseczki, więc nie polecam.



The Body Shop - pianka do mycia twarzy. Dobrze sprawdzała się do porannego mycia twarzy. Plus za wydajność. Do demakijażu była zbyt delikatna, nie domywała tak, jak powinna. Skład miała bardzo średni, niewspółmierny do ceny. Szczypała w oczy. Nie polecam. 

Apis - pasta do zębów. Jedna z moich ulubionych. Nie zawiera fluoru, ma przyjemny smak. Polecam koniecznie wypróbować.

Uriage - próbka balsamu do ciała. Pachniał pięknie, ładnie nawilżał, i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie parafina umieszczona na trzecim miejscu w składzie. Bardzo smuci mnie, że znana marka apteczna stosuje ten składnik w swoich produktach. Sprawdzałam kiedyś też kilka kremów do twarzy tej marki i niestety również miały w składzie olej mineralny. Wielka, wielka szkoda.

Janda - maseczka na każdą porę dnia zastrzyk nawilżenia. To jest hit! Jestem zachwycona tą maseczką, nawilżenie, jakie odczuwałam po jej użyciu było nieprawdopodobne. Muszę przyznać, że jeszcze żadna maseczka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Serdecznie polecam!


Revlon - podkład Colorstay do skóry suchej i normalnej w odcieniu 150. Już od roku (albo i dłużej) nie używam podkładów, dlatego bez sensu jest go trzymać w toaletce. Tym bardziej, że kupiłam go już bardzo dawno. Nie zmienił zapachu ani konsystencji, ale bałabym się go używać. Podkład jest świetny na większe wyjścia, ponieważ mocno kryje i wygląda na skórze bardzo ładnie. Jednak nawet gdybym stosowała podkłady, nie chciałabym codziennie męczyć skóry tak ciężkim produktem. Generalnie ten produkt to już klasyk, który polecam, ale do nadkładania "od święta".

Pantene - magiczna ampułka do włosów. Nie zauważyłam, żeby zdziałała cuda. Włosy wyglądały po jej użyciu normalnie. Nic szczególnego.

Dermika - próbka kremu-maski na noc. Miał bogatą, gęstą konsystencję. Ładnie odżywił skórę. Ogólnie był w porządku, ale lekkie i ledwo widocznie mieniące się złote drobinki są moim zdaniem  w takich produktach zbędne.


Iossi - serum do twarzy rozświetlające z dziką różą, geranium, cyprysem, witaminą E i C. To już moja druga zużyta buteleczka. Przed odkryciem tego produktu z daleka trzymałam się od wszelkich olejowych produktów do twarzy. Uważałam je za zbędne, bałam się że będą zapychać. Myliłam się. Stosowałam to serum zamiast kremu na noc, a moja skóra mi za to podziękowała: stała się bardziej odżywiona i rozjaśniona. Pojemność 10 ml wystarczyła mi na długo. Jeśli planujecie zakup tego produktu, pamiętajcie o niedługiej dacie ważności - trzeba go zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia, dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować większej pojemności. Teraz zacznę używać innego serum, ale z pewnością powrócę do oferty tej marki. Serdecznie polecam ten produkt. 

Nuxe - żel do mycia twarzy. Zapach miał piękny, ekskluzywny. Dobrze mył, lubiłam go. Polecam.

Pierre Rene - automatyczna kredka do ust w odcieniu 02. Przez to, że nie była sucha, stosowałam ją na całe usta, nie tylko jako konturówkę. Miała piękny, dzienny różowy kolor, była matowa, długo utrzymywała się na ustach. Polecam.

Delia - sól do kąpieli o zapachu jabłka w karmelu. Pachniała pięknie, zużyłam ją głównie do kąpieli stóp. Nie dawała dużej piany. Fajnie, że została umieszczona w pięknym, zamykanym pojemniku, który z pewnością do czegoś wykorzystam.

Uff... to już wszystkie produkty, które dobiły denka w dwóch minionych miesiącach. Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność, a jeśli tak, to czy macie o nich opinię podobną do mojej? 

6 komentarzy:

  1. No proszę i to się nazywa denko! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie rozumiem po co komuś takie wpisy, jak dla mnie są mała interesujące

    https://hyggelifestyle.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
  3. o w duuuu... Ja takiej ilości kosmetyków chyba w ciągu statnich dwóch lat nie zużyłam;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow i to jest denko :P Lubię kredki do oczu od Pierre Rene, do ust nie miałam, ale już mam ochotę :P

    OdpowiedzUsuń