niedziela, 24 września 2017

Sierpniowe nowości, czyli co nowego w mojej toaletce?

24/09/2017


Jestem ciekawa czy też tak macie, że do Waszych kosmetyczek wpadają produkty, będące efektem nieplanowanych zakupów np. w drogeriach stacjonarnych czy w dyskontach. Zdarza się (choć rzadko), że w ciągu miesiąca nie natknę się na nic, co przyciągnie moją uwagę. Jednak w ubiegłym miesiącu było zupełnie odwrotnie - troszkę mi w taki właśnie przypadkowy, nieplanowany sposób kosmetyków przybyło. Wśród moich nowości są też kosmetyki, które wpadły mi w oko już jakiś czas temu. Zobaczcie o jakie produkty wzbogaciła się moja kosmetyczka w sierpniu.


W Rossmannie wyprzedawane były pojedyncze cienie L'oreal. Normalnie kosztowały ponad 40 zł, ja dorwałam je za 12. Wybrałam dwa, które rzeczywiście mi się przydadzą - matowy brąz oraz błyszczące, bardzo jasne złoto. Oba są świetnie - a błyszczący świetnie sprawdza się również jako rozświetlacz. 

Od mamy otrzymałam wodę perfumowaną Avon TTA Today. Nie polubiła się z jej zapachem, a ja chętnie przetestuję coś nowego. Jest to zapach zdecydowanie wieczorowy, elegancki, w którym głównymi nutami są frezja, hibiskus i piżmo. Na początku również myślałam, że nie jest to zapach dla mnie. Na szczęście w niekrótkim czasie się do niego przekonałam i mogę śmiało powiedzieć, że się polubiliśmy. Na pochwałę zasługuje również jego trwałość. 

Z katalogu Avon zamówiłam ciekawy lakier w odcieniu mocnej czerwieni (odcień ruby), który błyskawicznie wysycha i daje fajny piaskowy efekt.


Podczas zakupów w Biedronce warto zajrzeć do alejek z kosmetykami, bo czasami można natknąć się tam na jakiś ciekawy produkt. Ja w ostatnim czasie natknęłam się na żel peelingujący do twarzy Tołpy oraz dwie matowe pomadki Bell. 

Podczas dużej promocji na polskie marki w Hebe kupiłam czarną maseczkę detoksykującą marki Evree oraz booster Perfecty. Oba produkty "chodziły" za mną już długo.

.  
Podczas promocji w Rossmannie uzupełniłam zapas zmywaczy do paznokci: wzięłam już sprawdzony Isany oraz dla mnie nowość (dotąd nie używałam zmywaczy w tej formie) - zmywacz w pisaku marki Cztery Pory Roku. Kupiłam też już sprawdzoną odżywkę do włosów brązowych Isany, która pięknie podkreśla mój naturalny kolor. Od dawna myślalam o zakupie nawilżającej maseczki w płachcie Hada Labo Tokyo oraz nawilżającej maseczki marki Janda, więc je również wrzuciłam je do koszyka.

To już wszystkie produkty, które "przywędrowały" do mnie jeszcze w sierpniu. Znacie coś z moich nowości? Na początku września postanowiłam znacznie ograniczyć kosmetyczne zakupy, ponieważ moje zapasy są zbyt duże. Nie mówię, że nie kupię niczego, ale przed zakupem nowego produktu zastanowię się pięć razy. W następnych postach zaprezentuję pokaźny projekt denko oraz wyrażę swoje zdanie na temat trzymiesięcznej subskrypcji pudełek beGlossy.

Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 26 sierpnia 2017

Nowe kosmetyki pielęgnacyjne - zamówienie z bliskonatury.pl

26/08/2017


W ostatnim czasie po raz kolejny zrobiłam większe zamówienie w internetowym sklepie z kosmetykami naturalnymi bliskonatury.pl. Sklep wizualnie bardzo mi się podoba, ma bardzo szeroki asortyment, ciekawe promocje i gratisy do zamówień. Poniżej krótko przedstawię, w jakie produkty o dobrych składach się zaopatrzyłam.

W moim kosmetycznym zbiorze odczuwałam deficyt maseczek do twarzy. Skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na rewitalizująco-relaksującą maseczkę do twarzy z czerwoną glinką z czekoladą i pomarańczą marki Iossi. Ponadto do wirtualnego koszyka wrzuciłam karotenową maseczkę z witaminą A, E i F do cery wrażliwej marki Ava.

Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad zakupem serum Resibo. Jednak podobne opinie zbiera przeciwzmarszczkowe serum Biolaven z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym, więc póki co wybrałam je, ponieważ jest o wiele tańsze. 

Często zdarza mi się wracać do produktów, które już wcześniej mi się sprawdziły, dlatego ponownie kupiłam korundowy peeling oczyszczający do twarzy marki Sylveco. To już moje trzecie opakowanie. Skoro o peelingach mowa, to wzięłam też peeling do stóp Banii Agafii. 

Nie zabrakło również u mnie nowości do pielęgnacji włosów - skusiłam się na nawilżający duet do włosów suchych i normalnych - szampon i odżywkę marki Vianek. 

Lubię testować pasty do zębów niedostępne w zwykłych drogeriach, dlatego kupiłam pastę Sylveco (z szałwią, miętą pieprzową i rozmarynem) oraz pastę Ecodenta (z wyciągiem z 7 ziół).

Jako prezenty do zamówienia otrzymałam płyn do płukania jamy ustnej Sylveco, hydrolat różany oraz kilka próbek.

Jestem bardzo zadowolona z zakupów i już się nie mogę doczekać testowania tych wszystkich cudowności.


-post nie jest sponsorowany-

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lipcowe nowości w kosmetyczce - kolorówka i pielęgnacja

7/08/2017

W moich lipcowych zakupach zdecydowanie przeważają produkty do makijażu. Lato to dla mnie czas w sam raz na większe rozświetlenie skóry twarzy, dlatego skusiłam się na dwa rozświetlacze: Dr Irena Eris Sun Shimmer oraz rozśwetlacz Misslyn w fajnym opakowaniu. Jeden i drugi sprawdza się świetnie. Wiele dobrego słyszałam o kremie BB koreańskiej marki Missha, więc na początek kupiłam mniejszą wersję w odcieniu 21. Zaopatrzyłam się również w sprawdzony korektor Catrice w odcieniu 020 light beige.

Odkąd tylko się pojawił, chciałam go mieć. Mowa o pudrze bananowym Wibo. Jestem już po pierwszych testach i póki co mogę powiedzieć, że jest fajny. Z katalogu Avon wybrałam pomadkę w ładnym delikatnym różowo-brzoskwiniowym odcieniu (seria Extra Lasting, odcień sunkissed ginger). Ostatnią nowością jest niezbędny gadżet do torebki - bibułki matujące - tym razem marki Marion. Wybrałam te, ponieważ w opakowaniu jest ich aż 100. Dla porównania - w opakowaniu bibułek Wibo jest tylko 40 sztuk, a cena niemal taka sama.


Wśród pielęgnacyjnych nowości zawitało do mnie tylko pięć produktów, co jest liczbą niewielką, jak na mnie. Z grupy produktów do pielęgnacji twarzy zaopatrzyłam się w tonik marki Eco-Lab. Miałam już jego inne dwie wersje, z których byłam zadowolona, więc do wypróbowania pozostał mi jeszcze ten. Kupiłam również płyn micelarny Biolaven, który był dołączony do magazynu Elle. W Yves Rocher kupiłam żel pod prysznic o zapachu orzechów macadamia, a lakier w oliwkowym odcieniu i lawendowy krem do stóp otrzymałam gratis. Przybył do mnie również krem do stóp marki Le Cafe De Beaute

Spośród wymienionych nowości: żel YR, krem do stóp YR, micel Biolaven, korektor Catrice oraz bibułki matujące są mi już znane. Lubię testować nowości, ale też coraz częściej zdarza mi się powracać do już sprawdzonych kosmetyków.

sobota, 29 lipca 2017

Projekt denko - czerwiec i lipiec

29/07/2017


To będzie chyba największa jak dotąd prezentacja moich kosmetycznych zużyć. Tak to czasami jest, że jak się kończy, to wszystko na raz. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami produktów, które zużyłam w czerwcu oraz w lipcu.


Tołpa - regenerujący płyn do higieny intymnej. Bardzo dobry. Był delikatny, nie podrażniał, plus za opakowanie  z pompką. Pewnie kupię go ponownie.

Golden Rose - krem BB w odcieniu 01 light. Nie mogłam się do niego przekonać. Jego odcień był jasny, delikatnie wpadał w różowe tony, co mi przeszkadzało. Krycie miał dość dobre, można było je stopniować. Niestety miałam wrażenie, że lekko zapychał skórę i podkreślał suche skórki. Plus za SPF 25. Nie jest to bubel, ale na pewno nie kupiłabym go ponownie.

Organique - cukrowa pianka peelingująca do mycia ciała. Działa jak bardzo delikatny peeling. Coś między żelem do mycia a peelingiem. Najpierw trzeba było przemasować nią suche ciało, a następnie zwilżyć wodą i ponownie masować do uzyskania piany. Produkt był w porządku, pachniał jak drink pinacolada, ale dla mnie był to raczej zbędny gadżet. 


Wibo - puder półtransparentny Fixing Powder. Stosowałam go do utrwalania makijażu i do ewentualnego zmatowienia skóry w ciągu dnia. Lubiłam go, dobrze współgrał z kremem BB. Jest on drobno zmielony i tani. To było moje drugie opakowanie. Być może kiedyś kupię go ponownie.

Inglot - próbka kremu BB Beautifier. Jest to nowość w asortymencie marki. Próbka wystarczyła mi aż na cztery użycia, więc mogę stwierdzić, że krem jest wydajny. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Był trwały, krycie miał dobre, ładnie stapiał się ze skórą i ładnie, naturalnie na niej wyglądał. Konieczne było przypudrowanie go, by się nie świecił. Gdybym nie miała innych, skłonna byłabym kupić pełną wersję.

Glamglow - ta błotna maseczka, to była petarda, prawdziwy zabójca dla wszelkich zanieczyszczeń obecnych na skórze. Mogę śmiało o niej powiedzieć, że rzeczywiście działa, widocznie oczyszcza. To była miniatura, może kupię większą wersję, bo warto.


Garnier - płyn micelarny. Tego produktu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ulubieniec od lat. Bez trudu zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, jest niedrogi i wydajny. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto go nie używał, radzę nadrobić zaległości ;)

Vianek - łagodzący tonik-mgiełka z ekstraktem z owoców róży. Niczym specjalnym się nie wyróżnił oprócz dobrego składu. Nie podrażniał, nie przesuszał. Nie lubię toników, które mają jakąś barwę, ten jest lekko żółty.

Sephora - maseczka w płachcie do twarzy. Tkanina była dobrze dopasowana, i mocno nawilżona, jednak produkt nie zrobił niczego specjalnego, nie zauważyłam żadnego efektu. 


Dr Sante - szampon do włosów osłabionych. Zwykły, niczym mnie nie zachwycił, ale też nie zrobił włosom krzywdy.

Isana - odżywka do włosów brązowych. Bardzo ją lubiłam. Dzięki niej moje naturalne niefarbowane ciemnobrązowe włosy były bardziej lśniące, kolor głębszy i bardziej podkreślony. Z pewnością kupię ją ponownie.

Blisko Natury - olej z zielonej herbaty. Najpierw stosowałam go jako pierwszy etap oczyszczania twarzy olejem, później do olejowania włosów. Był ok.


H&M - balsam do ust. Zużyłam prawie do końca. Wyrzucam, bo mam go zbyt długo. Był to zwykły, parafinowy balsam do ust pachnący wanilią, nic specjalnego.

Vichy - próbka kremu na dzień. Zrobił na mnie dobre wrażenie, ale nie na tyle, by kupić pełen wymiar.

Nacomi - wygładzający peeling do twarzy z korundem, olejem z dzikiej róży i borówką. Był dość mocny, drobno zmielony, widocznie oczyszczał. Niestety nie zużyłam go w całości, ponieważ w bardzo krótkim czasie po otwarciu zmienił kolor i się rozwarstwił.


Biolaven - płyn micelarny. Bardzo dobry produkt. Stosowałam go do porannego odświeżenia skóry. Miał przyjemny, lawendowy zapach. Nie wiem jak sprawdziłby się do zmycia pełnego makijażu. Mam kolejną butelkę, więc tym razem sprawdzę.

Nacomi - maska algowa do cery naczynkowej. Na początku nie byłam z niej zadowolona, ponieważ nie potrafiłam dobrze jej zrobić. Gdy doszłam do tego, jakie proporcje powinnam użyć, maseczka sprawdziła się idealnie. Trzeba pamiętać, by zrobić ją dość gęstą i nałożyć na twarz grubą warstwę - wtedy łatwo będzie ją zdjąć w jednym płacie. Za pierwszym razem nałożyłam zbyt cienką warstwę i zbyt rzadką. Miałam wtedy problem z jej zmyciem, a w niektórych miejscach (na brzegach) podrażniła mi skórę. Poprawnie nałożona sprawiła, że skóra była jaśniejsza, rozświetlona i bardziej nawilżona.

Le Chatelard 1802 - to były trzy mydełka w kostce, które zużyłam do mycia rąk. Dobrze domywały, nie przesuszały i ładnie pachniały. Dostępne są różne warianty zapachowe. Mój zestaw zawierał mydełko: fiołkowe, lawendowe i różane.


Yves Rocher - szampon przywracający blask z wyciągiem z nagietka. Bardzo ten szampon lubię i chętnie do niego wracam. Dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, ładnie pachnie. Polecam.

Dove - antyperspiranty Dove sprawdzają się u mnie najlepiej. Wystarczająco chronią przez cały dzień. Zawsze mam choć jeden w moim kosmetycznym zbiorze. Najbardziej lubię wersję original, ale ten też był w porządku.


L'oreal - czarna maseczka oczyszczająca. Bardzo mnie zaskoczyła, fajnie oczyściła skórę twarzy. Miałam wcześniej saszetkę z maseczką w wersji zielonej, ale ta lepiej się u mnie sprawdziła, ponieważ była mniej inwazyjna.


Make Up For Ever - miniatura tuszu do rzęs Excessive Lash. Wrzucam go do listy zużyć ponownie, ponieważ wykorzystałam go jeszcze do rozczesywania rzęs, ponieważ jego szczoteczka jest świetna. Być może zostawię ją sobie i wykorzystam brwi.

Givenchy - Noir couture volume mascara- tusz do rzęs. Dobrze rozdzielał rzęsy, nie sklejał ich, nie osypywał się. Dobry, jednak nie dało się nim uzyskać efektu wachlarzu sztucznych rzęs, raczej podkreślał to co jest, dawał naturalny efekt. Kształt szczoteczki był niewygodny. Opakowanie przepięknie, aż żal wyrzucić. 

Lovely - matowa pomadka w płynie. Bardzo trwała o ładnym odcieniu brudnego różu. Utrzymywała się na ustach nawet kilka godzin. Za tą cenę - wypróbujcie koniecznie.


Bania Agafii - maska dziegciowa oczyszczająca. Świetna i bardzo tania. Dla cer mieszanych i tłustych myślę, że jest idealna. Po jej użyciu skóra wyglądała o wiele lepiej, była widocznie bardziej oczyszczona, a pory zwężone. Polecam.


Wibo - bibułki matujące. Bardzo przydatny gadżet, który zawsze mam w podręcznej kosmetyczce. Używam tych bibułek do ewentualnego pozbycia się nadmiaru sebum ze strefy T. Trochę szkoda, że w opakowaniu jest tylko 40 sztuk.

Joanna - balsam do suchych miejsc. Nie zdążyłam zużyć go w całości przed upływem daty ważności, ale produkt bardzo przydał mi się zimą podczas przeziębienia, na suche łokcie oraz czasami usta. Pięknie pachniał pomarańczami.


Sylveco - próbka łagodzącego kremu pod oczy. Kiedyś zużyłam już pełen wymiar. Jest to dobry, naturalny krem. U mnie sprawdził się dobrze podczas porannej pielęgnacji. Nie podrażniał, był delikatny i miał lekką konsystencję, zbyt lekką na noc.

Too Faced- baza pod cienie. Świetny produkt. Przed rozpoczęciem używania tej bazy uważałam tego typu produkty za zbędne. Zastępował mi je korektor. Teraz widzę, że różnica jest kolosalna. Cienie trzymają się na powiekach przez cały dzień, nie zbierają się w załamaniu, a właśnie takie mam wymagania względem baz. Jestem zachwycona tym produktem. To jest miniatura, która wystarczyła mi na bardzo długo. Kupiłam również pełen wymiar. Nie jest tania, ale wydajna, więc wystarczy na długi czas.

Organique - żel do mycia twarzy. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miał żelową konsystencję, dobrze domywał resztki makijażu, jak i idealnie odświeżał skórę rano. Nie podrażniał i nie przesuszał skóry. Produkt godny polecenia.

La Roche-Posay - miniatura kremu z filtrem SPF 50. Moja skóra bardzo się po jego użyciu świeciła. Miałam też wrażenie, że lekko ją zapchał. Mam jeszcze kilka takich małych próbek, więc ponownie go przetestuję. Ogólnie ma on bardzo dobre opinie, więc nie chcę go skreślać zbyt pochopnie.


Natura Siberica - balsam regenerujący do włosów z serii Loves Estonia. Był w porządku, konsystencją przypominał mi maskę mleczną Kallos - była dość rzadka. Zużyłam, jednak nie zauważyłam żeby zrobił coś specjalnego z włosami, ale też nie zaszkodził.

Himalaya - pasta do zębów. Dobra, delikatna, polecam.


Rimmel - puder transparentny Match perfection. Mój ulubieniec. Matowił skórę na około pół dnia. Ładnie zgrywał się z innymi produktami. Nie tworzył efektu pudrowości i był bardzo drobno zmielony. Kiedyś jeszcze go kupię.

I to już wszystkie produkty, które dobiły denka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tymi kosmetykami? A może do zakupu któregoś z nich Was zainspirowałam lub zniechęciłam? 

sobota, 15 lipca 2017

Nowości w kosmetyczce - czerwiec

15/07/2017


W czerwcu starałam się nieco ograniczyć kosmetyczne zakupy. W porównaniu do poprzednich miesięcy, udało mi się. 

Z katalogu Avon wybrałam żel pod prysznic pachnący jaśminem i zieloną herbatą. Mam o wiele za duży zapas produktów do mycia ciała, ale temu połączeniu zapachowemu nie mogłam się oprzeć. Zamówiłam również mgiełkę o zapachu truskawki z białą czekoladą - zapach tych mgiełek nie jest trwały, ale mam do nich sentyment, no i na lato przyda się coś lżejszego. Skusiłam się również na kokosowy peeling do stóp oraz perełki brązujące w nowym odcieniu - medium tan. Są świetne, jaśniejsze od większości bronzerów - idealne dla osób mających jasną karnację. 

W drogerii Natura kupiłam coś do makijażu, znów w formie perełek (mam ostatnio do nich słabość) - rozświetlający puder marki Sensique. 

W Hebe natrafiłam na fajną promocję na produkty Dove. Z racji tego, że regularnie używam ich antyperspirantów - kupiłam dwa, a szampon i dwa mydełka w kostce otrzymałam za grosz. 


Podczas zakupów ubraniowych na stronie Stradivariusa natknęłam się na zakładkę z kosmetykami. Z ciekawości wrzuciłam do koszyka krem do rąk o zapachu bawełny. Niestety składem nie powala - na trzecim miejscu ma parafinę, ale nie żałuję zakupu. Gdyby był to produkt do twarzy, nie używałabym go. Reszcie mojego ciała parafina nie szkodzi.

Ostatnim zakupem w minionym miesiącu była szczotka Tangle Teezer - w wersji mniejszej, z zamknięciem. Moja poprzednia (w baranki) jest już dość mocno zużyta, dlatego zdecydowałam się na zakup nowej. Mam ją zawsze w torebce.

I to już wszystkie kosmetyczne zakupy poczynione w czerwcu. Znacie coś z moich nowości?

niedziela, 2 lipca 2017

Paletka magnetyczna Inglot - jakie cienie w niej umieściłam?

2/07/2017


Jakiś czas temu kupiłam w Inglocie paletę magnetyczną Freedom System Flexi Palette. Wybór paletek tego typu na rynku kosmetycznym jest aktualnie dość spory. Wybrałam tą, ponieważ wizualnie bardzo mi się podobała (lubię biel) oraz odpowiadała mi jej wielkość.

Moim zdaniem warto stworzyć swoją samodzielnie skomponowaną paletę z cieniami do powiek. Jest to nie tylko praktyczne, ale też mamy możliwość doboru odcieni do naszych indywidualnych potrzeb. Jest to też doskonały sposób na lepszą organizację naszych kosmetyków. 

Dzięki temu, że wszystkie pojedyncze cienie umieścimy w jednej większej palecie, zwiększa się nasza świadomość tego, co mamy, częściej sięgamy po różnorodne odcienie, a ponadto zmniejszamy nasz bałagan - już nie mamy w szufladzie kilku czy kilkunastu małych pakowań z cieniami, tylko jedno. Oczywiście są osoby, które posiadają pokaźną kolekcję pojedynczych cieni. Ja posiłkuję się głównie cieniami umieszczonymi w gotowych paletach: np. Make Up Revolution, The Balm czy Urban Decay. Staram się, ich zbytnio nie gromadzić, ponieważ jak wiadomo, i tak większości cieni nie dam rady zużyć. 


Mój zbiór cieni, które umieściłam w palecie magnetycznej liczy dziesięć sztuk. Dla mnie ta ilość jest w sam raz. Tym bardziej, że tą paletę traktuję jako uzupełnienie innych - są w niej kolory, których nie mam w gotowych paletkach: odcienie bardziej szalone - po które sięgam nieczęsto, ale i takie, które zużyję najszybciej - czyli bazowe nudziaki. 

Cztery z nich docelowo były przeznaczone do umieszczenia w palecie magnetycznej (te z Inglota i Kobo). Resztę wyjęłam z ich pierwotnych opakowań. W jaki sposób wyjąć wkłady z cieniami, aby ich nie uszkodzić? Na nagrzaną prostownicę położyłam rozłożoną chusteczkę higieniczną, a na nią otwarte opakowanie z danym cieniem. Po chwili delikatnie sprawdzałam igłą czy klej się rozgrzał i czy wkład z cieniem można już wyjąć. Pozostało tylko podważyć, wyjąć i gotowe. Nie wiem czy ze wszystkimi cieniami dostępnymi na rynku można tak postąpić, ja tą "operację" wykonałam na cieniach My Secret, Pierre Renee i Miyo - wszystkie idealnie trzymają się palety.


Jeśli któryś z powyższych cieni Was zainteresował, niżej przedstawiam spis zawartości mojej palety:

1. Inglot nr 56 - oliwkowy z brokatowymi drobinkami
2. Kobo nr 145 sandy beach - matowy, cielisty
3. My Secret nr 517 - matowy ciemnozielony
4. Kobo nr 221 state blue - satynowy niebieski
5. Pierre Renee nr 37 true beige - cielisty z drobinkami
6. Inglot nr - matowy ciemny brudny róż z kolekcji What a spice
7. Miyo - biały satynowy
8. Pierre Rene nr 99 reality, fiolet satynowy 
9. My Secret nr 505 - matowy cielisty, świetnie napigmentowany cień bazowy. Uwielbiam, co widać po zużyciu
10. My Secret nr 520, matowy zgaszony cyjan

Co sądzicie o takich rozwiązaniach? 

czwartek, 15 czerwca 2017

Majowe nowości w mojej kosmetyczce

15/06/2017



Kolejny miesiąc minął błyskawicznie, mamy już połowę czerwca, a ja zalegam z prezentacją produktów, które trafiły do mojej kosmetyczki jeszcze w maju. Zapraszam do szybkiej lektury.

Nieczęsto się zdarza, że w moich nowościach pokazuję aż tak dużo kosmetyków do makijażu. Taki właśnie wyjątek miał miejsce w minionym miesiącu. Postanowiłam wypróbować dwa pudry matujące, które cieszą się bardzo dobrymi opiniami. Pierwszym jest puder ryżowy Ecocera - prasowany - idealny, bo bez problemu zmieści się w małej torebce. Drugi to puder sypki z Inglota. Ciekawa jestem jak się sprawdzą. 

Z bardziej podstawowych produktów po raz kolejny zaopatrzyłam się w korektor Maybelline Affinitone. Przetestowałam wiele, ale ten sprawdza mi się najlepiej. W ostatnim czasie w prezencie otrzymałam bazę pod cienie Urban Decay. Jak dotąd słyszałam jedynie pozytywne recenzje na jej temat, więc tym bardziej cieszy mnie to, że będę miała okazję ją przetestować. 

Uzupełniłam również moją paletę magnetyczną o kilka nowych cieni do powiek: dwa z Kobo (niebieski nr 221 i cielisty nr 145), ulubiony również cielisty nr 505 z My Secret oraz oliwkowy z drobinkami nr 56 z Inglota. W najbliższym czasie pokażę pełną zawartość mojej magnetycznej palety z cieniami. 


Miałam ostatnio ochotę na ładny, ciemnoczerwony lakier - na fajny odcień natrafiłam w Sephorze (odcień fancy me). Będzie w sam raz do malowania paznokci u stóp. 

Zdecydowałam się również na kosmetyk, który nie był mi niezbędny, ale już od dłuższego czasu strasznie mnie kusił. Mowa o nowości od Make Up Revolution - paletce do konturowania z bronzerem i rozświetlaczem, umieszczonych w przesłodkiej paletce wyglądającej jak czekolada. Prezentuje się pięknie, a jej jakość jest rownież niczego sobie. Jestem już po pierwszych testach i zakupu nie żałuję. 


Zamówiłam w ostatnim czasie pudełko Joy Box, głównie z uwagi na obecność w nim olejku z pestek śliwek z Ministerstwa Dobrego Mydła oraz olejku do demakijażu z Vianka. W pudełku była również odżywka do włosów Pilomax oraz olejek do ciała Kneipp. Były w nim również plastry do depilacji, których nie używam, więc oddałam. Mimo niewielkiej zawartości myślę, że za 29 zł pudełko się opłacało.


Podczas promocji w Hebe na produkty do pielęgnacji twarzy zaopatrzyłam się w dwa już mi znane płyny micelarne: z Tołpy i Vianka oraz arganowy krem pod oczy Nacomi.


W Sephorze, z okazji urodzin otrzymałam dwie maseczki do twarzy i pod oczy, a w Yves Rocher peeling do ciała z pudrem z pestek moreli. 

Zaopatrzyłam się też w moje ulubione antyperspiranty Dove. 

Podczas zakupów  w Rossmannie byłam zaskoczona widząc stojak z kosmetykami naturalnymi m.in. Vianka, Nacomi, Lavery, Organic Shop i Yope. Nie mogłam przejść obojętnie - kupiłam krem do rąk Yope o zapachu mięty i zielonej herbaty. Krem był o 8 zł tańszy w stosunku do cen w drogeriach internetowych. Dodam, że nie było na nie promocji. Cieszy mnie fakt, że produkty bardziej naturalne stają się coraz łatwiej dostępne w sklepach stacjonarnych.

To już wszystkie kosmetyki, o które wzbogaciła się moja kosmetyczka. Znacie coś z moich nowości? Lubicie?


sobota, 3 czerwca 2017

Projekt denko - kwiecień i maj

03/06/2017


Dziś zaprezentuję kolejny projekt denko, tym razem z dwóch miesięcy. Staram się sukcesywnie zużywać moje zapasy i jak widać, idzie mi całkiem nieźle. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami, tym bardziej, że wśród zużytych przeze mnie kosmetyków są prawie same dobre produkty.


Eveline - szybkoschnący lakier nawierzchniowy. Na początku bardzo go lubiłam. Rzeczywiście przedłużał trwałość lakieru i nabłyszczał paznokcie, jednak po wypróbowaniu top coatu z Avonu stwierdzam, że ten wypada przy nim bardzo słabo. Był w porządku, ale nie wrócę do niego.

Tołpa - nawilżający krem do rąk. Świetny, treściwy, szybko się wchłaniał o przyjemnym, delikatnym zapachu. Ogólnie lubię tą markę i ten krem również mnie nie zawiódł.

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Bardzo przyjemny produkt, nie ściągał. Nie wiem jak radziłby sobie ze zmyciem pełnego makijażu, ponieważ stosowałam go o poranku, do oczyszczenia twarzy z produktów pielęgnacyjnych, które nałożyłam wieczorem. Lubiłam go i kupiłam już kolejne opakowanie.


Bilka - żel do mycia twarzy. Kupiłam go na jakiejś stronie z kosmetykami naturalnymi. Niestety nie był tam podany skład i kupiłam w ciemno. Okazało się, że ten żel ma w składzie same SLS-y. Nie chciałam kosmetyku z tak słabym składem używać do mycia twarzy, więc zużyłam go do mycia rąk - w tej formie sprawdził się bardzo dobrze.

Uriage - miniaturka kremu. Dość treściwy, dla mnie zbyt tłusty. Nie wywarł na mnie specjalnie dobrego wrażenia - może lepiej sprawdziłby się u osoby ze skórą suchą.

Lab One - próbka szamponu do włosów suchych i zniszczonych. Był w porządku. 

Lovely - tusz do rzęs. Bardzo dobry i tani tusz, którego zużyłam już nawet nie wiem który raz (i mam w zapasie kolejny). Trwały, pogrubiający i wydłużający rzęsy. Dość szybko się kończy, ale za tą cenę nie ma co narzekać. Polecam.


Sephora - miniatura dwufazowego płynu do demakijażu oczu. Sprawdził się u mnie świetnie. Bez problemu zmywał cały makijaż oka, jednocześnie nie podrażniał. 

Pure - próbka serum pod oczy, która wystarczyła mi na tydzień codziennego wieczornego stosowania. Konsystencję miał dość lekką, jednak dawał odczuwalną dozę nawilżenia. Wrażenie bardzo pozytywne.

L'oreal - oczyszczająco-matująca maska glinkowa. Ten produkt zadziałał najmocniej ze wszystkich oczyszczających, z jakimi miałam do czynienia. Dla suchej skóry myślę, że byłby zbyt inwazyjny; dla skóry tłustej mógłby być ideałem. U mnie dobrze zadziałał w strefie t, jednak podrażnił lekko policzki - musiałam szybko zmyć. Ogólnie - dla mnie zbyt mocny.  

Calvin Klein - próbka wody perfumowanej Eternity Intense. Przyjemny, dzienny zapach, przypadł mi do gustu.


The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu miodu. Przepadam za żelami tej marki. Mimo niewielkiej pojemności są wydajne, dobrze się pienią, nie przesuszają skóry i przepięknie pachną. Polecam.

Organique - próbka balsamu modelującego. Nie lubię takich produktów. Wtarłam gdzie trzeba, zużyłam, tyle. 

Wibo - bibułki matujące, 40 sztuk. Bardzo przydatny gadżet do usuwania nadmiaru sebum ze strefy t w ciągu dnia. Oczywiście kupiłam już kolejne. 


Evree - próbka balsamu regenerującego do ciała. Intensywnie nawilżył, jednak jego zapach był okropny, dla mnie nie do zaakceptowania.

Bourjois - próbka podkładu w odcieniu 52 vanilla. Świetny, lekki, pięknie wyglądający na skórze. Kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Iossi - serum do twarzy rozświetlające. Moje totalne odkrycie. Chyba jak dotąd największe. Wcześniej nie lubiłam żadnych olejowych produktów do twarzy, uważałam je za zbędne, bałam się że będą zapychać. Mocno się myliłam. To serum stosowałam zamiast kremu na noc, a moja skóra mi za to podziękowała: stała się bardziej odżywiona, rozjaśniona. Pojemność 10 ml wystarczyła mi na trzy miesiące. W zapasie mam kolejne. Jeśli planujecie jego zakup, pamiętajcie o niedługiej dacie ważności - trzeba je zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia, dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować większej pojemności. Serdecznie polecam.

Make Up For Ever - miniatura tuszu to rzęs Excessive lash. Był bardzo dobry - pięknie rozdzielał, nie sklejał, szczoteczkę miał klasyczną i bardzo wygodną. Efektu sztucznych rzęs nie dałoby się nim uzyskać, ale bardzo dobrze podkreślał i pogrubiał. 


Garnier - płyn micelarny. Ulubieniec, do którego stale powracam. Bez problemu zmywa wszystkie zanieczyszczenia z twarzy. Nie podrażnia i jest niedrogi. Polecam, choć nie wiem czy jest kobieta, która jeszcze go nie używała.

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczce o zapachu czarnej porzeczki. Jednak chusteczka wystarcza na zmycie lakieru z 10 paznokci. Nie przesusza, rzeczywiście ładnie pachnie, a pozostawia paznokcie tak jakby naolejowane. Idealne w podróż.

H&M - lakier w kolorze pink macaroon. Dość słaby lakier - żeby w pełni pokryć płytkę paznokcia konieczne było nałożenie aż trzech warstw. Poza tym lakier długo wysychał i szybko pojawiały się odpryski. Nie polecam.


Blend-a-med - pasta do zębów. Zwykła, zużyłam, niczym specjalnym się nie wyróżniała.

Biochemia Urody - tonik bezalkoholowy z kwasem BHA 2%. W jego skład wchodził hydrolat lawendowy, ekstrakt z kory wierzby BHA 10% i kwas glicyryzynowy (ekstrakt z lukrecji). Dobry tonik, stosowałam go wieczorem, co kilka dni. Lekko ściągał skórę, co troszkę mi przeszkadzało. Był ok, jednak nie wrócę do niego.  

Yves Rocher - peeling do stóp. Fajny peeling, który pachnie prawdziwą świeżą lawendą. Polecam.

Vianek - próbka wzmacniającego kremu do twarzy na dzień z ekstraktem z owoców borówki dla cery wrażliwej i naczynkowej. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miał lekką konsystencję, która błyskawicznie się wchłaniała do matu. Może kiedyś kupię pełen wymiar. 


Vianek - odżywcze mleczko do demakijażu z ekstraktem z nasion lnu. Ogólnie nie lubię oczyszczać skóry mleczkiem. To należało zaaplikować na mokrą skórę i masować, następnie zmyć wodą. Mleczko nie domywało makijażu, a przecież to miał być jego główny cel. Konieczne było późniejsze umycie twarzy żelem czy pianką, bo miałam wrażenie, że skóra nie jest dostatecznie oczyszczona. Skład ma dobry, lubię tą markę, jednak nawet to nie przekonało mnie do tego typu produktów. Myślę, że ten produkt mógłby lepiej się sprawdzić u posiadaczek cery suchej, choć też niekoniecznie. 

Missha - maska w płachcie z ekstraktem z miodu. To moja druga maska tego typu. Wypadła lepiej niż poprzednia z Mizona (choć tamta też była dobra). Skóra po tej półgodzinnej przyjemności była odczuwanie bardziej nawilżona i miękka. Myślę, że jeszcze do niej wrócę.

Nuxe - krem do rąk. Ładnie nawilżał i przepięknie pachniał, tak charakterystycznie dla produktów tej marki. Szybko go zużyłam, bo była to miniaturka do torebki. Wrażenie pozostawił bardzo pozytywne.

Wibo - żel do brwi. Fajnie się sprawdzał. Nie był to killer do utrwalenia brwi, jednak dla mnie wystarczająco je ujarzmiał - plus za to, że był bezbarwny. Nie zużyłam całego, ponieważ zgęstniał i miał białe grudki.

Uff... i to już wszystkie produkty, które zużyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Znacie coś z produktów, które wykończyłam? Zgadzacie się z moją opinią na ich temat?