sobota, 4 marca 2017

Ogromny haul kosmetyczny, czyli co nowego w lutym?

4/03/2017


Kolejny miesiąc dobiegł końca, więc tradycyjne prezentuję moje kosmetyczne nowości. Trochę tego jest. Ostrzegam - znów troszkę poszalałam. Zapraszam na spowiedź z moich zakupowych grzeszków :)


W prezencie otrzymałam trzymiesięczną subskrypcję pudełek Be Glossy. Z pierwszego jestem bardzo zadowolona, ponieważ znalazły się w nim produkty "bliższe natury". Oprócz zniżek i próbek w pudełku znalazłam balsam do ciała Organique, pomarańczowy peeling cukrowy do ciała Nacomi, maski do twarzy L'oreal, tonik - mgiełkę do twarzy Vianka i serum antycellulitowe Farmony. Jedynie z ostatniego produktu nie jestem zadowolona, ale zużyję. Ze wszystkich pudełek Be Glossy, jakie miałam, to jest zdecydowanie najlepsze. Oby tak dalej.


Jakiś czas temu z okazji walentynek Shiny Box wypuściło kilka wersji pudełek specjalnych, których zawartość była ujawniona. Jako że w jednym z nich znalazło się serum rozświetlające Iossi (które mam i używam), a jego wartość w tej pojemności to około 49 zł, nie wahałam się. Całe pudełko z powyższymi produktami kosztowało właśnie tyle. Oprócz ulubionego i sprawdzonego serum w pudełku znalazł się łagodzący balsam do ciała marki Vianek (pachnie obłędnie), olejek różany Vis Plantis, szampon odbudowujący Dr Sante i mineralny bronzer Amilie. W zestawie były jeszcze inne kosmetyki, ale rozdałam je komu trzeba :)


Uzupełniłam moje zbiory o kilka niezbędników i kilka produktów, które od dawna mnie ciekawiły. W internetowym sklepie bliskonatury.pl kupiłam odżywkę do włosów z miodem i awokado marki Organic Shop, regenerujący szampon prowansalski Planeta Organica oraz trzech ulubieńców, do których chętnie wracam: płyn micelarny Vianek, maskę drożdżową do włosów z Receptur Babuszki Agafii i tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco. 


W Rosmannie do koszyka włożyłam odżywkę Garnier, żel do higieny intymnej Facelle i brokatowy lakier Lovely. W Ziaji zachęcona próbką kupiłam krem do stóp z 10 % mocznikiem. W Yves Rocher kupiłam odżywkę przywracającą włosom blask, a gratis otrzymałam dwufazowy płyn do demakijażu oczu (można było go otrzymać przy dowolnym zakupie, okazując wiadomość z newslettera). 


Kupiłam też kilka drobiazgów w Avonie. Wybrałam top coat, kredkę do oczu w kolorze khaki, korektor w kremie (jest podobny do tego z Catrice), wodę toaletową i balsam Incandessence oraz paletkę matowych cieni w odcieniach brązu. 


I to już wszystkie nowości. Jak widać, zrobiłam sobie ogromne zapasy, szczególnie do pielęgnacji włosów. Uciekam to wszystko uporządkować :) Pozdrawiam :) 

niedziela, 19 lutego 2017

Styczniowe nowości w mojej kosmetyczce

19/02/2017


Styczeń obfitował w świetne nowości w moim zbiorze kosmetycznym. Wiele z nowych produktów już używam i jestem z nich bardzo zadowolona. Ale po kolei. Zapraszam na małą spowiedź z moich zakupowych grzeszków. 


Natrafiłam ostatnio na bardzo korzystną promocję w drogerii Rossmann. Palety czekoladowe Makeup Revolution można było kupić za niecałe 12 zł! Wybrałam wersję Salted Caramel i zakochałam się w niej już od pierwszego użycia. Kolory ma bardzo przemyślane i pasujące do mnie, pigmentację zaskakująco dobrą i do tego faktycznie pachnie czekoladą. Przy okazji wzięłam też serce z rozświetlaczem za niecałe 8 zł. To się nazywa promocja :)

Nie zabrakło również nowości zapachowych. Z Avonu zamówiłam przepiękny flakonik wody perfumowanej Luck La Vie pachnącej truskawkami, konwalią i drzewem cedrowym. Efekt tej kompozycji jest naprawdę udany, przez co chętnie sięgam po ten zapach na co dzień. Serdecznie go polecam.


Po przeczytaniu recenzji serum rozświetlającego marki Iossi, musiałam je mieć. Używam go już od miesiąca i jestem bardzo zadowolona. Kolejną nowością u mnie jest spray nabłyszczający do włosów z Avonu. Kiedyś już go miałam i na tyle polubiłam, że sięgnęłam po niego ponownie. Czarny lakier z brokatem Delia dostałam od mamy. Średnio przepadam za ciemnymi lakierami, ale może się przekonam?


Odwiedziłam również The Body Shop i skusiłam się na dość popularny balsam do demakijażu, oczywiście w promocyjnej cenie. W Rossmannie kupiłam zapach moich ulubionych antyperspirantów Dove, tym razem nową dla mnie wersję bawełnianą. Zgarnęłam też do koszyka piękne pachnące sole do kąpieli z Isany. Natomiast w Biedronce natrafiłam na mydło do rąk o zapachu białej czekolady z orzechami. Nie mogłam przejść obojętnie...


Zrobiłam również moje pierwsze zamówienie na stronie Biochemia Urody, na której można kupić półprodukty lub gotowe zestawy do samodzielnego wykonania kosmetyków. Wzięłam dwa hydrolaty: z czarnej porzeczki oraz z kwiatu pomarańczy. Tego pierwszego już używam zamiast toniku i bardzo lubię. Kupiłam też bezalkoholowy tonik z kwasem BHA 2%, peeling perłowy drobnoziarnisty oraz olejek myjący z zielonej herbaty, który jest świetny. Uwielbiam naturalne kosmetyki, więc tym bardziej cieszę się z możliwości ich używania. 


I to już wszystkie zakupy, jakie popełniłam na początku roku. Miałyście okazję używać coś z moich nowości?

niedziela, 12 lutego 2017

Styczniowy projekt denko, czyli oczyszczanie kosmetyczki


Dziś kolejna porcja moich kosmetycznych zużyć. Stopniowo pozbywam się produktów, które mam na wykończeniu. Miło, gdy na półce z kosmetykami robi się trochę wolnego miejsca. Powoli, powoli..


Vianek - dwie próbki nawilżającego kremu pod oczy z ekstraktem z lnu. Pozytywnie mnie zaskoczył, a spodziewałam się kremu podobnego do tego z Sylveco. Okazało się, że był nieco inny - ciut gęstszy (choć nadal lekki), ale nadal raczej na dzień, niż na noc. Próbki wystarczyły mi na ponad tydzień stosowania dwa razy dziennie.

Garnier - płyn micelarny. Stały bywalec moich projektów denko. Ulubiony: dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia. Polecam.

Tołpa - próbka żelu micelarnego do mycia twarzy z serii rosacal dla cery wrażliwej i naczynkowej. Konsystencja mi odpowiadała, zapach również, oczyszczał bardzo dobrze. Myślę, że w przyszłości skuszę się na pełną wersję.

Ecolab - tonik nawilżający do skóry suchej i wrażliwej. Bardzo średni. Nie nawilżał, a wręcz przeciwnie: po jego użyciu moja skóra była ściągnięta i wysuszona. Przeszkadzało mi w nim też to, że nie można nim przemywać okolic oczu. Plus za dobry skład, jednak więcej po niego nie sięgnę.

Sephora - maska oczyszczająco-matująca. Ten produkt całkowicie skradł moje serce. Jest to maska błotna o bardzo gęstej konsystencji, którą mimo to łatwo się rozprowadza. Po nadłożeniu dość szybko zasychała, dlatego w trakcie "zabiegu" spryskiwałam twarz wodą termalną. Zapach miała ziemisty, błotny, ale mnie to nie przeszkadzało. Maseczkę trzymałam 15 minut. Zmywało się ją dość ciężko, ale dla efektu jaki dawała, warto było poświęcić minutę więcej. Jej działanie było widoczne od razu po zmyciu. Pory były zwężone, ewentualnych zaskórników mniej, a skóra o wiele gładsza. Mam dość wrażliwą skórę i bałam się, że produkt spowoduje zaczerwienienie czy pieczenie, ale nic takiego się nie działo. Koniecznie sprawię sobie kolejny słoiczek.

Elmex - bardzo delikatna pasta, którą na pewno kupię ponownie.

Blend-a-med - miniaturka pasty. Dawno nie używałam past z drobinami ścierającymi. Raczej wolę delikatniejsze, więc tej nie kupię.


Dove - odżywka bez spłukiwania do włosów farbowanych. Nie farbuję włosów, jednak bardzo lubiłam ten produkt. Spryskiwałam nim po myciu prawie suche włosy i w tej formie służył mi świetnie. Włosy lepiej się układały i wydawało mi się, że są bardziej nawilżone. Ogromny plus za przepiękny zapach. Sięgnę po nią ponownie.

Biosilk - serum do włosów z jedwabiem. Zużywanie tego typu produktów idzie mi bardzo powoli, ale w końcu się udało. Wcierałam go omijając nasadę, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek włosów. Nie stosowałam go codziennie, a jedynie około pół godziny przez rozpoczęciem prostowania włosów. Moje włosy są cienkie, lecz gęste i wysokoporowate. Sprawdził się na nich bardzo dobrze.

Klorane - balsam do włosów z wyciągiem z mango do włosów suchych. Produkt był dobry, dobrze nawilżał i odżywiał włosy, jednak był bardzo niewydajny. Konsystencja była gęsta, bogata. Moje włosy po jej używaniu zdecydowanie się poprawiły. Być może kupię ponownie.



Crabtree&Evelyn - krem do rąk o zapachu miodu i brzoskwinii. Bardzo dobry, pomimo gęstej konsystencji, szybko się wchłaniał, co jest dla mnie bardzo ważne. Zapach nie do końca mi odpowiadał, ale gotowa jestem mu to wybaczyć, ponieważ nadrabia działaniem. Rozmiar idealny do torebki.
Resibo - próbka odżywczego balsamu do ciała. Treściwy, ładnie pachnący balsam o dobrym składzie, który ładnie nawilżył skórę. Tyle mogę powiedzieć po jednym użyciu próbka, która wystarczyła na całe ciało.

Garnier - antyperspirant w sprayu - wróciłam do niego po jakimś czasie. Dobry, ale mimo wszystko wolę te z Dove. Dobrze chronił, miał nienachalny zapach i nie zostawiał białych śladów. Godny wypróbowania.


Sephora - tusz do rzęs Outrageous Volume. Spodziewałam się dobrego tuszu, ale niestety... był gorszy od większości o wiele tańszych, których używałam. Największy minus daję mu za opakowanie. Nie jest zwykle odkręcany, tylko trzeba mocno pociągnąć, przez co dużo produktu się marnuje, tusz zasycha. Przez to nie był wydajny. Nie osypywał się, jednak dość długo zasychał na rzęsach przez co zdarzyło mi się mieć lekką "pandę". Ten tusz nie zrobi nam efektu sztucznych rzęs, a jedynie dobrze je podkreśli. Plus za małą, zgrabną szczoteczkę.

Pierre Rene - lakier malinowy nr 505. Ładny, uniwersalny odcień, trwałość dość dobra. Ogólnie mogę polecić.

Wibo - Deluxe Brightener- korektor rozświetlający pod oczy. Nie lubiłam go, miał bardzo małe krycie - nie zakrywał cieni.

Virtual - lakier do paznokci nr 159 I love blue jeans. Był u mnie długo, spokojnie kilka lat i zużyłam go do końca, nic się z nim złego nie działo. Jedna warstwa całkowicie pokrywała płytkę paznokcia, bez prześwitów. Z top coatem utrzymywał się około czterech dni. Producentem tego lakieru był/jest firma Joko.

Dior - próbka podkładu Forever, wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Był trwały, ładnie wyglądał. Polecam, jednak podkładów używam od święta, więc nie kupię.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam w styczniu. Znacie coś? Lubicie?


niedziela, 22 stycznia 2017

Grudniowe nowości kosmetyczne + pierwsze wrażenia

22/01/2017


Dziś przedstawię krótki wpis o kilku produktach, które kupiłam jeszcze pod koniec grudnia. Niektóre z nich już używałam, więc mogę opisać moje pierwsze wrażenie. Zacznę od nowości w asortymencie marki Avon: wodzie toaletowej Imari Elixir. Zapach jej jest bardzo intensywny, słodki i niezwykle trwały. Spośród nut zapachowych, wyczujemy w niej jeżynę, różę, jaśmin i wanilię. Mimo tego, że niezbyt przepadam za słodkimi perfumami, ten przypadł mi do gustu, ponieważ nie jest oczywisty. Zapach ten będzie dobry raczej na jesienny i zimowy wieczór, lato będzie musiał przeczekać. Jak widać lubię zapach róży, ponieważ kupiłam również płyn do kąpieli z Avonu o właśnie tym zapachu. Produkt robi niesamowitą pianę, a przyjemny zapach płatków róż unosi się w całej łazience. 

Zaopatrzyłam się również w dwa dezodoranty. Do tych z Dove regularnie wracam, ponieważ świetnie się u mnie sprawdzają, a forma sprayu najbardziej mi odpowiada. Z ciekawości kupiłam też antyperspirant w kulce The Body Shop o zapachu truskawki. Ciekawa jestem jak się spisze.

Nie zabrakło również dwóch nowości z kolorówki. Do mojej kosmetyczki trafiła matowa, słynna, płynna pomadka Rouge Edition Velvet Bourjois w odcieniu 04 peach club. Z przykrością muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie nie jest najlepsze. Słyszałam o formule tych pomadek tyle zachwytów, że spodziewałam się czegoś zdecydowanie lepszego, no ale spróbuję znaleźć w niej plusy. Drugim kosmetykiem do makijażu, który jest u mnie nowością, jest przeciwieństwo poprzednika. O tym produkcie nie słyszałam nic: ani złego, ani dobrego. Mimo to mnie zaciekawił, ale jeszcze go nie testowałam, a mowa o rozświetlaczu pod oczy Max Factor Eye Luminizer Brightener. 

I to koniec moich skromnych nowości. Znacie? Lubicie?

sobota, 14 stycznia 2017

Projekt denko - grudzień

14/01/2017


Przyszedł czas na kolejny projekt denko. Tym razem bardzo spóźniony, ale zmobilizowałam się i oto jest :) Zapraszam na prezentację kosmetyków, które dobiły dna w minionym miesiącu.


Sylveco - peeling oczyszczający do twarzy. Mój ulubieniec, zużyłam już drugie opakowanie. Miał w sobie maleńkie, drobno zmielone "igiełki" korundu, które dobrze ścierały martwy naskórek, jednocześnie nie powodując podrażnień. Po użyciu skóra była bardziej gładka i oczyszczona. Jego zapach nie każdemu przypadnie do gustu, trzeba się do niego przyzwyczaić. Trzeba też pamiętać o dość krótkiej dacie ważności - należy zużyć go w ciągu sześciu miesięcy.

Garnier - płyn micelarny. Już nawet nie wiem które opakowanie zużyłam... idealnie zmywa wszelki makijaż, nie wysusza, nie podrażnia. W użyciu oczywiście kolejny.

Organic Therapy - pianka do mycia twarzy z wyciągiem z arcydzięgla. Lubiłam ją. Miała piękny zapach, była delikatna, domywała resztki zanieczyszczeń z twarzy i była wydajna. Niestety szczypała w oczy. Poza tym produkt wzorowy.




Joanna - peeling do ciała malina & jeżyna. Przyjemny, delikatny peeling z drobinkami ścierającymi. Lubiłam go, miał ładny zapach. Plus za to, że nie pozostawiał na skórze tłustej warstwy. 

The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu kwiatów drzewa moringa. Za tym unikatowym zapachem przepadam już od dawna. Sam żel był bardzo dobry: dobrze się pienił, nie przesuszał skóry i mimo niewielkiej pojemności był bardzo wydajny.

Receptury Agafii - tradycyjny syberyjski szampon regenerujący. Nie lubiłam go. Był niewydajny, pomimo ogromnej pojemności. Mam wrażenie, że osadzał się na skórze głowy tworząc warstwę i trudno było go spłukać.  Słabo się pienił i trudno rozprowadzało się go na włosach. Miałam wrażenie, że włosy po umyciu nim szybciej się przetłuszczały. Ogólnie był delikatny, nie plątał, ale nie zrobił na mnie aż tak dużego wrażenia, by do niego wrócić.

Kneipp - dwie próbki ujędrniającego olejku do ciała (głównie z pestek winogron). Zastosowałam ten olejek bezpośrednio na ciało, wchłonął się dość szybko, jednak nie przemawia do mnie aplikowanie samych olejów, wolę balsamy czy masła.


Uriage - woda termalna. Niezbędnik, stosowałam ją głównie po peelingach, ponieważ świetnie koiła i łagodziła ewentualne podrażnienia. Lubię ją najbardziej z innych dostępnych na rynku, ponieważ nie wymaga osuszania.

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Kolejny ulubieniec wśród miceli. Nie stosowałam go do zmywania makijażu, lecz do przemywania twarzy rano. Do tego celu sprawdził się idealnie. Bardzo go lubiłam, a jego zapach był wręcz uzależniający. Z chęcią kupię kolejną buteleczkę.

Lancome - Visionnaire próbka kremu do twarzy. Zużyłam, ale nie zrobił ten krem na mnie żadnego wrażenia, poza miłym zapachem. Nie kupiłabym.


Artdeco - baza pod cienie. Najpierw trochę poleżała w szufladzie, potem próbowałam się do niej przekonać. Nie udało mi się. Stwierdziłam, że każdy korektor, który mam lepiej sprawdza się od tej bazy. Później trafiła do mnie baza z Too Faced (w której się zakochałam). Później chciałam dać jeszcze jedną szansę tej, ale kolejny raz mnie nie przekonała.  

Evree - olejek Magic Rose. Używałam go przez niedługi czas zamiast kremu na noc, jednak miałam niestety wrażenie, że zapychał moją skórę. Żeby produkt się nie zmarnował zużyłam jako pierwszy etap demakijażu i do tej czynności mi się sprawdził. Plus za estetyczną szklaną butelkę, pipetę oraz ładny, różany zapach.

Eveline - tusz do rzęs Volume Celebrities. Kupiłam go pod wpływem pozytywnych opinii i sama teraz mogę wygłosić podobne. Wydłużał i pogrubiał rzęsy, był trwały i niedrogi. Wyglądał tak samo dobrze przez cały dzień, nie robił "efektu pandy", szybko zasychał. Ogromny ulubieniec, do którego z pewnością powrócę.



I to już wszystkie produkty, które udało mi się zużyć w grudniu. Mam nadzieję, że zachęciłam Was do wypróbowania niektórych z nich. Ciekawa jestem, czy znacie opisane przeze mnie kosmetyki, a jeśli tak, to czy Wasza opinia o nich jest podobna do mojej?

sobota, 17 grudnia 2016

Zakupowe grzeszki, czyli dużo nowości w mojej kosmetyczce

17/12/2016


Listopad minął błyskawicznie, ani się obejrzałam, a już mamy połowę grudnia. Zorientowałam się, że zalegam ze sprawozdaniem z moich listopadowych grzeszków zakupowych. W ostatnim czasie nowości kosmetycznych pojawiło się u mnie zdecydowanie więcej niż zwykle. Tak, wiem... postanowienie poszło w las. No ale cóż poradzę... lubię kosmetyki - kupować, mieć, używać - z naturą nie wygram :P Ale do rzeczy...

Wpadł mi ostatnio w ręce katalog firmy Avon - z sentymentu, wspomnieniami wracając do czasów gimnazjum, kiedy to grupowe wertowanie katalogu było miłą rozrywką pomiędzy lekcjami, przejrzałam go i z ciekawości postanowiłam zamówić kilka produktów. Pierwszym jest balsam do ciała Perceive - mam wodę toaletową z tej serii i jej zapach mi odpowiada. Teraz mam już komplet. Z propozycji świątecznych wybrałam uroczy płyn do kąpieli o zapachu śliwki z wanilią. Zamówiłam również zestaw waniliowo - porzeczkowy do pielęgnacji stóp: krem, peeling i kąpiel oraz oczyszczającą maseczkę Turkish Hammam Experience do twarzy z glinką. Wybrałam też coś z kolorówki: szminkę w odcieniu marvelous mocha oraz grafitową kredkę do oczu z drobinami brokatu. Tyle z Avonu na początek, choć na pewno kupię niedługo coś jeszcze. 


Spośród kosmetyków do makijażu nowościami u mnie są jeszcze: tusz do rzęs Essence, kredka do ust Kobo w przepięknym odcieniu ciemnej czerwieni oraz dołączony do magazynu Elle cień do powiek z najnowszej kolekcji Inglot What a spice! w przepięknym matowym odcieniu brudnego różu. W Sephorze kupiłam bazę pod cienie Too Faced, z którą miałam wcześniej styczność w formie miniatury. Byłam nią zachwycona, więc zdecydowałam się na produkt w pełnym wymiarze.


Również podczas składania zamówienia z perfumerii Sephora spośród kosmetyków do pielęgnacji twarzy do wirtualnego koszyka wrzuciłam dwa produkty marki, która ciekawiła mnie już od dawna. Mowa o Origins. Są nimi: krem GinZing oraz peeling z tej samej serii. Jako prezent do zamówienia otrzymałam box z kosmetyczką i czternastoma miniaturami produktów dostępnych w tej perfumerii, który opisałam w przed ostatnim poście.

Od dłuższego czasu zainteresowana byłam również asortymentem marki Nacomi, dlatego wpadł mi w ręce peeling wygładzający do twarzy  z korundem, borówką i olejem z dzikiej róży oraz olej z pestek winogron, którego będę używała zamiast kremu pod oczy. Jeśli o produktach pod oczy mowa, to kupiłam również żel ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem firmy Flos-Lek.


Z grupy kosmetyków do pielęgnacji ciała trafił do mnie żel pod prysznic ze Starej Mydlarni o autentycznym zapachu białej czekolady, w sam raz na zimowy czas. W ogóle zabroniłam sobie spoglądania na półki z produktami do kąpieli, ponieważ mam ich spory zapas, ale temu nie mogłam się oprzeć. 

Po okazaniu wiadomości, która przyszła na moją skrzynkę mailową, otrzymałam w sklepie Organiq w prezencie miniaturę żelu do mycia twarzy, którą z przyjemnością przetestuję. 

Wśród moich zapachów również pojawił się nowy gość. Woda toaletowa Puma Animagical, którą już kiedyś miałam i bardzo lubiłam.

I to tyle nowości, które sprawiłam sobie w listopadzie. Bardzo cieszę się na myśl o ich używaniu. Jestem również ciekawa Waszego zdania na temat tych kosmetyków... znacie, lubicie?


niedziela, 4 grudnia 2016

Projekt denko - listopad

4/12/2016



Kolejny miesiąc minął, więc prezentuję kolejne denko... nie imponujące, bo znalazło się w nim dużo drobiazgów...

Be Beauty - zmywacz w chusteczkach. Zużyłam całe opakowanie, czyli sześć sztuk i jestem zachwycona. Całość kosztuje około 2 zł, więc na sześciorazowe zmywanie średnio się kalkuluje, ale dla tej wygody warto - w podróż sprawdzają się idealnie. Jedna sztuka zmywa lakier ze wszystkich paznokci u rąk i nóg. Zmywacz ten ma bardzo przyjemny, porzeczkowy zapach. Nie przesusza, a pozostawia paznokcie tak jakby naolejowane.

Attis Creamy- małe zwykłe mydełko. Dobrze spełniało swoją funkcję, nie przesuszało dłoni.

Tołpa - maska z serii dermo face hydrativ nawilżająco-odprężająca na twarz, szyję i pod oczy. Skóra była bardziej nawilżona i miękka w dotyku. Ogólnie była w porządku, jednak nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie. 

H&M - lakier do paznokci  w odcieniu sweet sugar. Dobry, mleczny lakier z delikatnymi drobinkami. Był trwały i szybko zasychał. Raczej nie jest już dostępny.

Essence - lakier do paznokci z brokatem w odcieniu 07 party princess. Ładnie wyglądał jako lakier nawierzchniowy - szczególnie nałożony na inny np. w odcieniu malinowym, ale również solo przy dwóch warstwach. Trwały i naprawdę ładny.




Fitomed - lawendowy płyn do twarzy w sprayu odświeżająco-aktywujący do cery suchej, mieszanej, zmęczonej. Myślę, że sprawdziłby się u większości kobiet. Łagodził i odświeżał. Stosowałam go jako tonik głównie rano. Skład miał bardzo dobry, a zapach naprawdę lawendowy, pozbawiony sztuczności.

Ziaja - pasta do głębokiego oczyszczania przeciw zaskórnikom. Być może produkt ten sprawdza się u innych, u mnie niestety nie. Mam dość wrażliwą skórę i uważam, że nakładanie tej pasty (ma konsystencję, wygląd i zapach pasty do zębów) jest przesadą, jest to zbyt wiele zbyt mocnego kosmetyku dla mojej cery. Być może dobrze oczyszcza, jednak nie chcę peelingować skóry tak mocnym produktem. Użyłam go kilka razy i po każdym razie moja skóra była ściągnięta i przesuszona. Połowę wykorzystałam do stóp, więc nic się nie zmarnowało. 

Himalaya - pasta Sparkly White. Bardzo dobra, delikatna pasta, która dobrze oczyszczała zęby, a ponadto mimo niestandardowego smaku dobrze je odświeżała. Mam w zapasie dwie kolejne. 

Wibo - Fixing Powder puder matujący półtransparentny. Na mojej skórze w zasadzie niewidoczny. Był idealnym wykończeniem makijażu. Często stosowałam go również solo i sprawiał, że skóra była zmatowiona przez długi czas. Dobry produkt w niskiej cenie. Bardzo go lubiłam, więc kupiłam kolejny. 

Ziaja - próbka kremu do stóp z linii med z 15% mocznikiem do skóry suchej. Wystarczyła mi na trzy użycia. Bardzo dobry krem o bogatej konsystencji. Widocznie nawilżał. Skusił mnie na tyle, że na pewno kupię produkt pełnowymiarowy.


Nivea - próbka mleczka odżywczego do ciała do skóry bardzo suchej. Zapach klasycznego kremu Nivea, bardzo przyjemny. Konsystencja dość lekka, szybko się wchłonął. Nawilżenie nie było wyczuwalne. Na drugim miejscu ma w składzie parafinę - tego składnika unikam w produktach do twarzy, do reszty ciała mi nie szkodzi. Jednam nie kupiłabym tego produktu w pełnym wymiarze. 

Vichy - próbka kremu do twarzy Slow Age. Szybko się wchłaniał, dobrze sprawdzał się pod makijaż. Taki średniaczek - ani bardzo dobry, ani bardzo zły. Nie kupiłabym.



Facelle - płyn do higieny intymnej. Bardzo dobry, delikatny, niedrogi żel z bardzo dobrym składem. Nie podrażniał, spełniał swoją funkcję. Na pewno do niego powrócę.

Mizonnawadniająca maseczka w płachcie do skóry suchej. To było moje pierwsze zetknięcie z tego typu maską i muszę przyznać, że dość udane. Zdziwiła mnie duża ilość płynu/esencji? Skóra po ściągnięciu maski była widocznie nawilżona, widać było, że maska "coś zrobiła". Zawiera ekstrakt z zielonej herbaty i kwas hialuronowy. Ogólnie do tej formy maseczek nie jestem przekonana, ale być może jeszcze kiedyś po nią sięgnę.

Exuviancetrzy próbki serum przeciwzmarszczkowego wystarczyły mi na ponad tydzień codziennego wieczornego używania. Podobała mi się jego formuła: była lekka, przez co serum szybko się wchłaniało. Ogólnie nie wierzę, że tego typu produkt może w tak niedługim czasie zadziałać, ale muszę przyznać, że skóra była widocznie bardziej wygładzona i rozświetlona.

Marionbibułki matujące. Moja skóra czasami lubi się świecić w strefie T, dlatego w ciągu dnia ten produkt bardzo mi się przydawał. Bibułki idealnie pochłaniały nadmiar sebum, w opakowaniu jest ich dużo, bo aż 100 sztuk, przez co wystarczyły na baaaardzo długo. Polecam.

I to już wszystko, co wykończyłam w listopadzie. W większości produkty godne polecenia, z małymi wyjątkami. Znacie coś z mojego denka? 




sobota, 26 listopada 2016

Sephora Box, czyli czternaście miniaturek w prezencie

26/11/2016



Kilka dni temu otrzymałam na skrzynkę mailową informację o dostępności nowego boxa Sephory. Gdy zapoznałam się z zawartością pudełka, które można było otrzymać po wpisaniu odpowiedniego kodu przy zakupach powyżej 200 zł, nie wahałam się ani chwili. To moje pierwsze gratisowe pudełko i bardzo się cieszę, że udało mi się na nie załapać. A podobno nie jest to proste - już po kilku godzinach jego zapas był wyczerpany. Zamówiłam trzy produkty, które od dawna widniały na mojej wishliście (wspomnę o nich we wpisie z nowościami), a do tego dostałam ładną kosmetyczkę wraz z 14 miniaturkami. Co znalazło się wśród wspomnianych miniatur? Głównie kolorówka, ale znalazło się też kilka pielęgnacyjnych smaczków. Wszystkie produkty z przyjemnością przetestuję. Niżej dokładna lista miniaturek.



1. Benefit - krem do demakijażu
2. Benefit - They're real tusz do rzęs 
3. Benefit - Push up liner eyeliner
4. Glamglow - Youth mud mask maska do twarzy
5. Burberry - Fresh glow base rozświetlająca baza pod podkład
6. Bumble&Bumble - Hairdresser's invisible oil primer olejek do włosów
7. Marc Jacobs Beauty - Le Marc pomadka w odcieniu slow burn
8. Sephora - dwufazowy płyn do demakijażu
9. Too Faced - Hangover primer baza pod podkład
10. Sephora - Beauty amplifier baza wygładzająca zmarszczki i pory
11. Make Up For Ever - Excessive lash tusz do rzęs
12. Jimmy Choo - Signature woda perfumowana
13. Sephora - rouge creme pomadka
14. Givenchy - Noir couture volume mascara tusz do rzęs

Co sądzicie o takich prezentach do zamówień? Znacie któreś z tych produktów? Lubicie?