niedziela, 15 października 2017

Podsumowanie pakietu beGlossy - czy warto?

15/10/2017


Jakiś czas temu zamówiłam trzymiesięczny pakiet pudełek beGlossy. Niedawno dotarł do mnie ostatni box, więc postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Na początek wspomnę, że podczas zakupów kosmetycznych, jestem dość wybredna: zwracam uwagę na składy, szczególnie produktów do pielęgnacji twarzy. Na opakowaniach produktów do pielęgnacji ciała czy włosów również sprawdzam składy, jednak jestem już trochę mniej surowa.

Łączna wartość produktów, które znalazły się w boxach, znacznie przewyższyła kwotę, którą zapłaciłam za pakiet (141 zł). Niestety nie ze wszystkich produktów, które mnie się trafiły, się ucieszyłam. Mimo to wartość kosmetyków, które sobie zostawiłam, a tym samym które na pewno zużyję, nadal przewyższa wspomnianą kwotę. 

Tego typu pudełka to fajna okazja do przetestowania produktów, jednak moim zdaniem zbyt często w boxach umieszczane są produkty łatwo dostępne w drogeriach stacjonarnych typu żel pod prysznic Nivea czy odżywka Gliss-Kur (choć akurat te z chęcią wypróbuję). 


Na zdjęciach znajdują się tylko te produkty, które sobie zostawiłam. W ramach pakietu otrzymałam kilka innych kosmetyków np. dwa lakiery hybrydowe, których nie używam. Dodam jeszcze, że w dniu składania zamówienia obowiązywała promocja, w ramach której za zakup pakietu można było dodatkowo otrzymać dziesięć losowych kosmetyków. 

Najbardziej zadowolona jestem z kremu na dzień Biolaven, kremu pod oczy i pomadki peelingującej Sylveco, maszynek Gilette, kremu pod oczy Vichy, masła Organique. Są to produkty, którymi byłam zainteresowana już wcześniej, lub które są mi znane.

Podsumowując - wykupienie pakietu beGlossy, opłaca się. Wartość produktów zdecydowanie przewyższyła cenę pakietu. Nie mniej jednak taka forma zakupów będzie odpowiednia dla osób lubiących testować nowe produkty. Osoby, które preferują bardziej naturalne składy, mogą się zawieść. Generalnie szanse na trafienie produktu, który rzeczywiście sami byśmy kupili, są niewielkie (choć wiadomo, że nie o to w idei takich boxów chodzi: liczy się właśnie chęć testowania nowości, niepewność, efekt niespodzianki, ładne opakowanie). Mimo to, że lubię testować, raczej nie zdecyduję się ponowne na wykupienie pakietu - być może kupię jakieś pojedyncze pudełko, ale już po ujawnieniu jego zawartości. Póki co, mówię nie.

A jakie jest Wasze zdanie o pudełkach subskrypcyjnych?


sobota, 7 października 2017

Oczyszczanie kosmetyczki, czyli ogromny projekt denko

07/10/2017


Dziś przygotowałam prezentację moich kosmetycznych zużyć. W sierpniu i wrześniu porządnie wzięłam się za zużywanie produktów, które trochę dłużej u mnie zalegały. Dna dobiło też wiele kosmetyków, które zużywam na bieżąco. Cieszę się, że moje zapasy powoli się zmniejszają, ponieważ muszę przyznać, że trochę męczy mnie nadmiar kosmetyków. Staram się sukcesywnie zużywać już otwarte produkty, nie otwierać kolejnych z tej samej kategorii, jeżeli podobny mam już w użyciu. Jak widać na załączonym obrazku, trochę pustych opakowań wyląduje za chwilkę w koszu... Zobaczcie, jakie produkty miałam przyjemność (lub nie) używać w ostatnim czasie.


Tołpa - odżywczy krem do rąk czarna róża. Ulubieniec. Za zapach - obłędny (z ładniejszym nie zetknęłam się w żadnym innym kosmetyku do pielęgnacji), działanie i całokształt. To była miniatura do torebki, kiedyś zużyłam już cały produkt. Bardzo ubolewam, że firma wycofała z produkcji prawie wszystkie kosmetyki z linii botanic, bo bardzo lubiłam kilka produktów z tej serii.

Dr Konopka's - tonik balansujący. Dobry tonik, przeznaczony dla skóry normalnej i tłustej. Nie powodował ściągnięcia skóry, miał bardzo dobry skład m.in. olej lawendowy, ekstrakt z szałwii. Pachniał naturalnie, lawendą.

Biolaven - próbka kremu na dzień. Fajny, dość lekki jednak nie wchłaniał się całkowicie do matu. W składzie ma m.in. olej z pestek winogron, olejek lawendowy, mocznik. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Traf chciał, że niedawno znalazłam go w pudełku beGlossy.


Colgate - płyn do płukania jamy ustnej. Był w porządku, nie miał zbyt ostrego smaku. Teraz używam płynu Sylveco i jest o wiele lepszy, więc do tego bym nie wróciła.

L'oreal - lakier do paznokci nr 408 exquisite scarlet. Był świetny, z top coatem utrzymywał się na paznokciach długo. Dodatkowo szybko wysychał. Jego odcień to kwintesencja czerwieni, szczególnie ładnie prezentował się na paznokciach u stóp. Niestety wydaje mi się, że lakiery z tej serii nie są już dostępne. 

Sylveco - próbka lekkiego kremu rokitnikowego. Świetny krem o działaniu przeciwstarzeniowym. Ładnie nawilżał i odżywiał, szybko się wchłaniał, sprawdził się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. W składzie ma m.in. olej rokitnikowy, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, ekstrakt z kory brzozy. Z pewnością jak zużyję moje zapasy, kupię pełną wersję.



Elmex - pasta do zębów do której stale powracam. Jest delikatna, ma fajny smak i niski stopień ścieralności.

Yves Rocher - żel pod prysznic o zapachu zielonej herbaty. Lubię żele tej firmy. Ten pachniał naturalnie, bardzo delikatnie. Konsystencję miał dość lejącą i średnio się pienił, przez co był średnio wydajny.

Sephora - maseczka pod oczy w formie nawilżonych płatków z tkaniny. Z przyjemnością użyłam, jednak uważam taki produkt za zbędny. Wolę po prostu krem pod oczy.



Green Pharmacy - płyn micelarny. Bezzapachowy, prawie tak dobry, jak ten Garniera. Duża pojemność za niską cenę. Skutecznie zmywał makijaż, polecam.

Isana - sól do kąpieli o zapachu mandarynki i maślanki. Fajny produkt, dawał dużą pianę, barwił wodę na żółto, a zapach unosił się w całej łazience. 

Chanel - próbka wody perfumowanej Gabrielle. Zapach typowy, ciężki, wieczorowy, nie zaskoczył mnie. Nie jest w moim stylu, kojarzy mi się ze starszymi paniami.



Dove - antyperspirant. Ulubieniec. Zawsze mam w zapasie choć jeden antyperspirant tej marki. Dobrze chroni, nie pozostawia śladów na ubraniach. Pachniał ładnie "czystością".

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Stosowałam to głównie podczas porannego oczyszczania. Bardzo go lubiłam. Ma naturalny skład. Do zmycia pełnego makijażu jest zbyt delikatny i nie daje sobie z nim rady. To już drugie zużyte przeze mnie opakowanie tego produktu i pewnie kupię go ponownie.

Yves Rocher - dwufazowy płyn do demakijażu oczu w wyciągiem z bławatka. Świetnie radził sobie z usunięciem tuszy, cieni, kredek. Jest to produkt bardzo podobny do dwufazy Sephory. Serdecznie polecam.

Nivea - próbka olejku w balsamie do ciała. Pachniał pięknie, szybko się wchłonął i dobrze nawilżył skórę. Być może kiedyś kupię pełen produkt.



Polny Warkocz - rumiankowa esencja micelarna. Używałam jako tonik podczas porannej pielęgnacji. Był to produkt dość nijaki. Nie zauważyłam żeby robił coś dobrego, ale też nie szkodził. Plus za piękną, szklaną buteleczkę. 

Nuxe - olejek pod prysznic. Bardzo gęsty, miał złote drobinki, które zostawały na skórze. 
Pachniał pięknie, bardzo ekskluzywnie. Lubiłam go, ale dla mnie takie produkty są zbędne, wolę zwykłe żele. Mimo to cieszę się, że mogłam go przetestować.  

Phenome - próbka przeciwzmarszczkowego kremu do cery suchej i wrażliwej. Zużyłam na dzień i na noc. Był świetny.



Resibo - krem odżywczy. Bardzo gęsty i bogaty o świetnym, naturalnym składzie. Odżywiał i nawilżał skórę. Stosowałam go tylko wieczorem. Fajnie, ze miał pompkę. Był w porządku, choć myślę, że najlepiej sprawdziłby się u osób z cerą suchą.

Too Faced - baza pod podkład Hangover Replenishing Face Primer. Powiedziałabym raczej, że jest to krem, który błyskawicznie wchłania się do matu. W składzie miał m.in. wodę kokosową. Generalnie nie używam baz (oczywiście oprócz tych pod cienie), ale miło było przetestować. Mam jeszcze jedną taką miniaturę w zapasie.

Yves Rocher - próbka wody perfumowanej Ouia L'amour. To nowość w ofercie marki. Zapach jest dość ładny, bardzo słodki, ale nie w moim stylu. Sama próbka miała formę nasączonej chusteczki, co jest wg mnie bez sensu. 

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczce o zapachu czarnej porzeczki. Serdecznie polecam, szczególnie na wyjazdy. Jedną taką chusteczką bez problemu zmyjemy lakier ze wszystkich paznokci. Ogromny plus za to, że produkt ładnie pachnie i pozostawia płytkę paznokcia nawilżoną. 


Garnier - odżywka do włosów z olejkiem arganowym i kameliowym do włosów zniszczonych i łamliwych. Ładnie pachniała, jednak szczególnego odżywienia i blasku na włosach po jej użyciu nie zauważyłam. Nie mniej jednak produkt był w porządku.

Farmona - odżywka z wyciągiem z bursztynu do włosów i skóry głowy. Używałam jako wcierkę do skóry głowy, jednak nie wiem czy spowodowała obiecywane pobudzenie wzrostu. Mimo, że nie stosowałam jej tak regularnie, jak zaleca producent, zaobserwowałam większą ilość krótkich włosków. 

Lancome - próbka wody perfumowanej La vie est belle. Nie rozumiem zachwytów nad tym zapachem. Dla mnie był zbyt ciężki i na dłuższą metę bardzo mnie męczył. Jednak muszę przyznać, że jego trwałość była powalająca.  



The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu jagód. Żele tej marki bardzo lubię. Są wydajne, dobrze się pienią, nie przesuszają skóry i pięknie pachną. Do składu można się przyczepić, ale mnie nie zaszkodził.

Yves Rocher - balsam do ud. Pachniał naturalnie pokrzywą. Szybko się wchłaniał. Lekko napinał skórę. Nie wiem czy ujędrniał, bo ciężko to stwierdzić, ale produkt był w porządku. Dostałam go jako gratis do zakupów i miło było go przetestować.

Carlo Di Roma - cienie do powiek. Były ze mną baaaardzo długo, za długo. Prawie do końca je zużyłam. Został mi jedynie cień niebieski, ale wiem że nie będę go używać, więc wyrzucam. 

Avon - próbka matowej pomadki w odcieniu rouged perfection. Seria tych matowych pomadek jest świetna. Są trwałe. Mam inne dwa odcienie, które bardzo lubię. Nie kupię pełnego wymiaru tylko ze względu na to, że ten odcień różu nie do końca mi pasuje.


Organique - immunoserum z zieloną i białą herbatą. Nie zużyłam tego produktu, ponieważ mi nie odpowiadał. Stosowałam go na dzień pod makijaż, ale średnio się sprawdzał. Konsystencję miał żelową, pachniał przyjemnie herbatą. Jest to taki produkt, że niby ok, ale coś z nim jest nie tak, lecz nie wiadomo co. Zwykle gdy jakiś kosmetyk do twarzy mi nie pasuje, staram się wykorzystać go np. do stóp. W tym przypadku nawet do tej części ciała się nie nadaje. Szkoda.

Bania Agafii - odżywczy szampon do włosów. Docelowo jest przeznaczony do włosów suchych, ale moim zdaniem jest to produkt silnie oczyszczający, który sprawia, że włosy stają matowe i szorstkie. Raz na jakiś czas w celu mocnego oczyszczania można taki szampon zastosować, ale nie jest to produkt do częstego stosowania.

Ava Laboratorium - maseczka karotenowa. Stylizowana na naturalną, bez parabenów, ale niestety w składzie ma parafinę. Nie na początku w składzie, ale jednak. Generalnie nie używam produktów do twarzy, które mają ten składnik, ale zrobiłam wyjątek. Nic mi się nie stało. Nie zauważyłam działania tej maseczki, więc nie polecam.



The Body Shop - pianka do mycia twarzy. Dobrze sprawdzała się do porannego mycia twarzy. Plus za wydajność. Do demakijażu była zbyt delikatna, nie domywała tak, jak powinna. Skład miała bardzo średni, niewspółmierny do ceny. Szczypała w oczy. Nie polecam. 

Apis - pasta do zębów. Jedna z moich ulubionych. Nie zawiera fluoru, ma przyjemny smak. Polecam koniecznie wypróbować.

Uriage - próbka balsamu do ciała. Pachniał pięknie, ładnie nawilżał, i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie parafina umieszczona na trzecim miejscu w składzie. Bardzo smuci mnie, że znana marka apteczna stosuje ten składnik w swoich produktach. Sprawdzałam kiedyś też kilka kremów do twarzy tej marki i niestety również miały w składzie olej mineralny. Wielka, wielka szkoda.

Janda - maseczka na każdą porę dnia zastrzyk nawilżenia. To jest hit! Jestem zachwycona tą maseczką, nawilżenie, jakie odczuwałam po jej użyciu było nieprawdopodobne. Muszę przyznać, że jeszcze żadna maseczka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Serdecznie polecam!


Revlon - podkład Colorstay do skóry suchej i normalnej w odcieniu 150. Już od roku (albo i dłużej) nie używam podkładów, dlatego bez sensu jest go trzymać w toaletce. Tym bardziej, że kupiłam go już bardzo dawno. Nie zmienił zapachu ani konsystencji, ale bałabym się go używać. Podkład jest świetny na większe wyjścia, ponieważ mocno kryje i wygląda na skórze bardzo ładnie. Jednak nawet gdybym stosowała podkłady, nie chciałabym codziennie męczyć skóry tak ciężkim produktem. Generalnie ten produkt to już klasyk, który polecam, ale do nadkładania "od święta".

Pantene - magiczna ampułka do włosów. Nie zauważyłam, żeby zdziałała cuda. Włosy wyglądały po jej użyciu normalnie. Nic szczególnego.

Dermika - próbka kremu-maski na noc. Miał bogatą, gęstą konsystencję. Ładnie odżywił skórę. Ogólnie był w porządku, ale lekkie i ledwo widocznie mieniące się złote drobinki są moim zdaniem  w takich produktach zbędne.


Iossi - serum do twarzy rozświetlające z dziką różą, geranium, cyprysem, witaminą E i C. To już moja druga zużyta buteleczka. Przed odkryciem tego produktu z daleka trzymałam się od wszelkich olejowych produktów do twarzy. Uważałam je za zbędne, bałam się że będą zapychać. Myliłam się. Stosowałam to serum zamiast kremu na noc, a moja skóra mi za to podziękowała: stała się bardziej odżywiona i rozjaśniona. Pojemność 10 ml wystarczyła mi na długo. Jeśli planujecie zakup tego produktu, pamiętajcie o niedługiej dacie ważności - trzeba go zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia, dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować większej pojemności. Teraz zacznę używać innego serum, ale z pewnością powrócę do oferty tej marki. Serdecznie polecam ten produkt. 

Nuxe - żel do mycia twarzy. Zapach miał piękny, ekskluzywny. Dobrze mył, lubiłam go. Polecam.

Pierre Rene - automatyczna kredka do ust w odcieniu 02. Przez to, że nie była sucha, stosowałam ją na całe usta, nie tylko jako konturówkę. Miała piękny, dzienny różowy kolor, była matowa, długo utrzymywała się na ustach. Polecam.

Delia - sól do kąpieli o zapachu jabłka w karmelu. Pachniała pięknie, zużyłam ją głównie do kąpieli stóp. Nie dawała dużej piany. Fajnie, że została umieszczona w pięknym, zamykanym pojemniku, który z pewnością do czegoś wykorzystam.

Uff... to już wszystkie produkty, które dobiły denka w dwóch minionych miesiącach. Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność, a jeśli tak, to czy macie o nich opinię podobną do mojej? 

niedziela, 24 września 2017

Sierpniowe nowości, czyli co nowego w mojej toaletce?

24/09/2017


Jestem ciekawa czy też tak macie, że do Waszych kosmetyczek wpadają produkty, będące efektem nieplanowanych zakupów np. w drogeriach stacjonarnych czy w dyskontach. Zdarza się (choć rzadko), że w ciągu miesiąca nie natknę się na nic, co przyciągnie moją uwagę. Jednak w ubiegłym miesiącu było zupełnie odwrotnie - troszkę mi w taki właśnie przypadkowy, nieplanowany sposób kosmetyków przybyło. Wśród moich nowości są też kosmetyki, które wpadły mi w oko już jakiś czas temu. Zobaczcie o jakie produkty wzbogaciła się moja kosmetyczka w sierpniu.


W Rossmannie wyprzedawane były pojedyncze cienie L'oreal. Normalnie kosztowały ponad 40 zł, ja dorwałam je za 12. Wybrałam dwa, które rzeczywiście mi się przydadzą - matowy brąz oraz błyszczące, bardzo jasne złoto. Oba są świetnie - a błyszczący świetnie sprawdza się również jako rozświetlacz. 

Od mamy otrzymałam wodę perfumowaną Avon TTA Today. Nie polubiła się z jej zapachem, a ja chętnie przetestuję coś nowego. Jest to zapach zdecydowanie wieczorowy, elegancki, w którym głównymi nutami są frezja, hibiskus i piżmo. Na początku również myślałam, że nie jest to zapach dla mnie. Na szczęście w niekrótkim czasie się do niego przekonałam i mogę śmiało powiedzieć, że się polubiliśmy. Na pochwałę zasługuje również jego trwałość. 

Z katalogu Avon zamówiłam ciekawy lakier w odcieniu mocnej czerwieni (odcień ruby), który błyskawicznie wysycha i daje fajny piaskowy efekt.


Podczas zakupów w Biedronce warto zajrzeć do alejek z kosmetykami, bo czasami można natknąć się tam na jakiś ciekawy produkt. Ja w ostatnim czasie natknęłam się na żel peelingujący do twarzy Tołpy oraz dwie matowe pomadki Bell. 

Podczas dużej promocji na polskie marki w Hebe kupiłam czarną maseczkę detoksykującą marki Evree oraz booster Perfecty. Oba produkty "chodziły" za mną już długo.

.  
Podczas promocji w Rossmannie uzupełniłam zapas zmywaczy do paznokci: wzięłam już sprawdzony Isany oraz dla mnie nowość (dotąd nie używałam zmywaczy w tej formie) - zmywacz w pisaku marki Cztery Pory Roku. Kupiłam też już sprawdzoną odżywkę do włosów brązowych Isany, która pięknie podkreśla mój naturalny kolor. Od dawna myślalam o zakupie nawilżającej maseczki w płachcie Hada Labo Tokyo oraz nawilżającej maseczki marki Janda, więc je również wrzuciłam je do koszyka.

To już wszystkie produkty, które "przywędrowały" do mnie jeszcze w sierpniu. Znacie coś z moich nowości? Na początku września postanowiłam znacznie ograniczyć kosmetyczne zakupy, ponieważ moje zapasy są zbyt duże. Nie mówię, że nie kupię niczego, ale przed zakupem nowego produktu zastanowię się pięć razy. W następnych postach zaprezentuję pokaźny projekt denko oraz wyrażę swoje zdanie na temat trzymiesięcznej subskrypcji pudełek beGlossy.

Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 26 sierpnia 2017

Nowe kosmetyki pielęgnacyjne - zamówienie z bliskonatury.pl

26/08/2017


W ostatnim czasie po raz kolejny zrobiłam większe zamówienie w internetowym sklepie z kosmetykami naturalnymi bliskonatury.pl. Sklep wizualnie bardzo mi się podoba, ma bardzo szeroki asortyment, ciekawe promocje i gratisy do zamówień. Poniżej krótko przedstawię, w jakie produkty o dobrych składach się zaopatrzyłam.

W moim kosmetycznym zbiorze odczuwałam deficyt maseczek do twarzy. Skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na rewitalizująco-relaksującą maseczkę do twarzy z czerwoną glinką z czekoladą i pomarańczą marki Iossi. Ponadto do wirtualnego koszyka wrzuciłam karotenową maseczkę z witaminą A, E i F do cery wrażliwej marki Ava.

Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad zakupem serum Resibo. Jednak podobne opinie zbiera przeciwzmarszczkowe serum Biolaven z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym, więc póki co wybrałam je, ponieważ jest o wiele tańsze. 

Często zdarza mi się wracać do produktów, które już wcześniej mi się sprawdziły, dlatego ponownie kupiłam korundowy peeling oczyszczający do twarzy marki Sylveco. To już moje trzecie opakowanie. Skoro o peelingach mowa, to wzięłam też peeling do stóp Banii Agafii. 

Nie zabrakło również u mnie nowości do pielęgnacji włosów - skusiłam się na nawilżający duet do włosów suchych i normalnych - szampon i odżywkę marki Vianek. 

Lubię testować pasty do zębów niedostępne w zwykłych drogeriach, dlatego kupiłam pastę Sylveco (z szałwią, miętą pieprzową i rozmarynem) oraz pastę Ecodenta (z wyciągiem z 7 ziół).

Jako prezenty do zamówienia otrzymałam płyn do płukania jamy ustnej Sylveco, hydrolat różany oraz kilka próbek.

Jestem bardzo zadowolona z zakupów i już się nie mogę doczekać testowania tych wszystkich cudowności.


-post nie jest sponsorowany-

poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Lipcowe nowości w kosmetyczce - kolorówka i pielęgnacja

7/08/2017

W moich lipcowych zakupach zdecydowanie przeważają produkty do makijażu. Lato to dla mnie czas w sam raz na większe rozświetlenie skóry twarzy, dlatego skusiłam się na dwa rozświetlacze: Dr Irena Eris Sun Shimmer oraz rozśwetlacz Misslyn w fajnym opakowaniu. Jeden i drugi sprawdza się świetnie. Wiele dobrego słyszałam o kremie BB koreańskiej marki Missha, więc na początek kupiłam mniejszą wersję w odcieniu 21. Zaopatrzyłam się również w sprawdzony korektor Catrice w odcieniu 020 light beige.

Odkąd tylko się pojawił, chciałam go mieć. Mowa o pudrze bananowym Wibo. Jestem już po pierwszych testach i póki co mogę powiedzieć, że jest fajny. Z katalogu Avon wybrałam pomadkę w ładnym delikatnym różowo-brzoskwiniowym odcieniu (seria Extra Lasting, odcień sunkissed ginger). Ostatnią nowością jest niezbędny gadżet do torebki - bibułki matujące - tym razem marki Marion. Wybrałam te, ponieważ w opakowaniu jest ich aż 100. Dla porównania - w opakowaniu bibułek Wibo jest tylko 40 sztuk, a cena niemal taka sama.


Wśród pielęgnacyjnych nowości zawitało do mnie tylko pięć produktów, co jest liczbą niewielką, jak na mnie. Z grupy produktów do pielęgnacji twarzy zaopatrzyłam się w tonik marki Eco-Lab. Miałam już jego inne dwie wersje, z których byłam zadowolona, więc do wypróbowania pozostał mi jeszcze ten. Kupiłam również płyn micelarny Biolaven, który był dołączony do magazynu Elle. W Yves Rocher kupiłam żel pod prysznic o zapachu orzechów macadamia, a lakier w oliwkowym odcieniu i lawendowy krem do stóp otrzymałam gratis. Przybył do mnie również krem do stóp marki Le Cafe De Beaute

Spośród wymienionych nowości: żel YR, krem do stóp YR, micel Biolaven, korektor Catrice oraz bibułki matujące są mi już znane. Lubię testować nowości, ale też coraz częściej zdarza mi się powracać do już sprawdzonych kosmetyków.

sobota, 29 lipca 2017

Projekt denko - czerwiec i lipiec

29/07/2017


To będzie chyba największa jak dotąd prezentacja moich kosmetycznych zużyć. Tak to czasami jest, że jak się kończy, to wszystko na raz. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami produktów, które zużyłam w czerwcu oraz w lipcu.


Tołpa - regenerujący płyn do higieny intymnej. Bardzo dobry. Był delikatny, nie podrażniał, plus za opakowanie  z pompką. Pewnie kupię go ponownie.

Golden Rose - krem BB w odcieniu 01 light. Nie mogłam się do niego przekonać. Jego odcień był jasny, delikatnie wpadał w różowe tony, co mi przeszkadzało. Krycie miał dość dobre, można było je stopniować. Niestety miałam wrażenie, że lekko zapychał skórę i podkreślał suche skórki. Plus za SPF 25. Nie jest to bubel, ale na pewno nie kupiłabym go ponownie.

Organique - cukrowa pianka peelingująca do mycia ciała. Działa jak bardzo delikatny peeling. Coś między żelem do mycia a peelingiem. Najpierw trzeba było przemasować nią suche ciało, a następnie zwilżyć wodą i ponownie masować do uzyskania piany. Produkt był w porządku, pachniał jak drink pinacolada, ale dla mnie był to raczej zbędny gadżet. 


Wibo - puder półtransparentny Fixing Powder. Stosowałam go do utrwalania makijażu i do ewentualnego zmatowienia skóry w ciągu dnia. Lubiłam go, dobrze współgrał z kremem BB. Jest on drobno zmielony i tani. To było moje drugie opakowanie. Być może kiedyś kupię go ponownie.

Inglot - próbka kremu BB Beautifier. Jest to nowość w asortymencie marki. Próbka wystarczyła mi aż na cztery użycia, więc mogę stwierdzić, że krem jest wydajny. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Był trwały, krycie miał dobre, ładnie stapiał się ze skórą i ładnie, naturalnie na niej wyglądał. Konieczne było przypudrowanie go, by się nie świecił. Gdybym nie miała innych, skłonna byłabym kupić pełną wersję.

Glamglow - ta błotna maseczka, to była petarda, prawdziwy zabójca dla wszelkich zanieczyszczeń obecnych na skórze. Mogę śmiało o niej powiedzieć, że rzeczywiście działa, widocznie oczyszcza. To była miniatura, może kupię większą wersję, bo warto.


Garnier - płyn micelarny. Tego produktu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ulubieniec od lat. Bez trudu zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, jest niedrogi i wydajny. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto go nie używał, radzę nadrobić zaległości ;)

Vianek - łagodzący tonik-mgiełka z ekstraktem z owoców róży. Niczym specjalnym się nie wyróżnił oprócz dobrego składu. Nie podrażniał, nie przesuszał. Nie lubię toników, które mają jakąś barwę, ten jest lekko żółty.

Sephora - maseczka w płachcie do twarzy. Tkanina była dobrze dopasowana, i mocno nawilżona, jednak produkt nie zrobił niczego specjalnego, nie zauważyłam żadnego efektu. 


Dr Sante - szampon do włosów osłabionych. Zwykły, niczym mnie nie zachwycił, ale też nie zrobił włosom krzywdy.

Isana - odżywka do włosów brązowych. Bardzo ją lubiłam. Dzięki niej moje naturalne niefarbowane ciemnobrązowe włosy były bardziej lśniące, kolor głębszy i bardziej podkreślony. Z pewnością kupię ją ponownie.

Blisko Natury - olej z zielonej herbaty. Najpierw stosowałam go jako pierwszy etap oczyszczania twarzy olejem, później do olejowania włosów. Był ok.


H&M - balsam do ust. Zużyłam prawie do końca. Wyrzucam, bo mam go zbyt długo. Był to zwykły, parafinowy balsam do ust pachnący wanilią, nic specjalnego.

Vichy - próbka kremu na dzień. Zrobił na mnie dobre wrażenie, ale nie na tyle, by kupić pełen wymiar.

Nacomi - wygładzający peeling do twarzy z korundem, olejem z dzikiej róży i borówką. Był dość mocny, drobno zmielony, widocznie oczyszczał. Niestety nie zużyłam go w całości, ponieważ w bardzo krótkim czasie po otwarciu zmienił kolor i się rozwarstwił.


Biolaven - płyn micelarny. Bardzo dobry produkt. Stosowałam go do porannego odświeżenia skóry. Miał przyjemny, lawendowy zapach. Nie wiem jak sprawdziłby się do zmycia pełnego makijażu. Mam kolejną butelkę, więc tym razem sprawdzę.

Nacomi - maska algowa do cery naczynkowej. Na początku nie byłam z niej zadowolona, ponieważ nie potrafiłam dobrze jej zrobić. Gdy doszłam do tego, jakie proporcje powinnam użyć, maseczka sprawdziła się idealnie. Trzeba pamiętać, by zrobić ją dość gęstą i nałożyć na twarz grubą warstwę - wtedy łatwo będzie ją zdjąć w jednym płacie. Za pierwszym razem nałożyłam zbyt cienką warstwę i zbyt rzadką. Miałam wtedy problem z jej zmyciem, a w niektórych miejscach (na brzegach) podrażniła mi skórę. Poprawnie nałożona sprawiła, że skóra była jaśniejsza, rozświetlona i bardziej nawilżona.

Le Chatelard 1802 - to były trzy mydełka w kostce, które zużyłam do mycia rąk. Dobrze domywały, nie przesuszały i ładnie pachniały. Dostępne są różne warianty zapachowe. Mój zestaw zawierał mydełko: fiołkowe, lawendowe i różane.


Yves Rocher - szampon przywracający blask z wyciągiem z nagietka. Bardzo ten szampon lubię i chętnie do niego wracam. Dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, ładnie pachnie. Polecam.

Dove - antyperspiranty Dove sprawdzają się u mnie najlepiej. Wystarczająco chronią przez cały dzień. Zawsze mam choć jeden w moim kosmetycznym zbiorze. Najbardziej lubię wersję original, ale ten też był w porządku.


L'oreal - czarna maseczka oczyszczająca. Bardzo mnie zaskoczyła, fajnie oczyściła skórę twarzy. Miałam wcześniej saszetkę z maseczką w wersji zielonej, ale ta lepiej się u mnie sprawdziła, ponieważ była mniej inwazyjna.


Make Up For Ever - miniatura tuszu do rzęs Excessive Lash. Wrzucam go do listy zużyć ponownie, ponieważ wykorzystałam go jeszcze do rozczesywania rzęs, ponieważ jego szczoteczka jest świetna. Być może zostawię ją sobie i wykorzystam brwi.

Givenchy - Noir couture volume mascara- tusz do rzęs. Dobrze rozdzielał rzęsy, nie sklejał ich, nie osypywał się. Dobry, jednak nie dało się nim uzyskać efektu wachlarzu sztucznych rzęs, raczej podkreślał to co jest, dawał naturalny efekt. Kształt szczoteczki był niewygodny. Opakowanie przepięknie, aż żal wyrzucić. 

Lovely - matowa pomadka w płynie. Bardzo trwała o ładnym odcieniu brudnego różu. Utrzymywała się na ustach nawet kilka godzin. Za tą cenę - wypróbujcie koniecznie.


Bania Agafii - maska dziegciowa oczyszczająca. Świetna i bardzo tania. Dla cer mieszanych i tłustych myślę, że jest idealna. Po jej użyciu skóra wyglądała o wiele lepiej, była widocznie bardziej oczyszczona, a pory zwężone. Polecam.


Wibo - bibułki matujące. Bardzo przydatny gadżet, który zawsze mam w podręcznej kosmetyczce. Używam tych bibułek do ewentualnego pozbycia się nadmiaru sebum ze strefy T. Trochę szkoda, że w opakowaniu jest tylko 40 sztuk.

Joanna - balsam do suchych miejsc. Nie zdążyłam zużyć go w całości przed upływem daty ważności, ale produkt bardzo przydał mi się zimą podczas przeziębienia, na suche łokcie oraz czasami usta. Pięknie pachniał pomarańczami.


Sylveco - próbka łagodzącego kremu pod oczy. Kiedyś zużyłam już pełen wymiar. Jest to dobry, naturalny krem. U mnie sprawdził się dobrze podczas porannej pielęgnacji. Nie podrażniał, był delikatny i miał lekką konsystencję, zbyt lekką na noc.

Too Faced- baza pod cienie. Świetny produkt. Przed rozpoczęciem używania tej bazy uważałam tego typu produkty za zbędne. Zastępował mi je korektor. Teraz widzę, że różnica jest kolosalna. Cienie trzymają się na powiekach przez cały dzień, nie zbierają się w załamaniu, a właśnie takie mam wymagania względem baz. Jestem zachwycona tym produktem. To jest miniatura, która wystarczyła mi na bardzo długo. Kupiłam również pełen wymiar. Nie jest tania, ale wydajna, więc wystarczy na długi czas.

Organique - żel do mycia twarzy. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miał żelową konsystencję, dobrze domywał resztki makijażu, jak i idealnie odświeżał skórę rano. Nie podrażniał i nie przesuszał skóry. Produkt godny polecenia.

La Roche-Posay - miniatura kremu z filtrem SPF 50. Moja skóra bardzo się po jego użyciu świeciła. Miałam też wrażenie, że lekko ją zapchał. Mam jeszcze kilka takich małych próbek, więc ponownie go przetestuję. Ogólnie ma on bardzo dobre opinie, więc nie chcę go skreślać zbyt pochopnie.


Natura Siberica - balsam regenerujący do włosów z serii Loves Estonia. Był w porządku, konsystencją przypominał mi maskę mleczną Kallos - była dość rzadka. Zużyłam, jednak nie zauważyłam żeby zrobił coś specjalnego z włosami, ale też nie zaszkodził.

Himalaya - pasta do zębów. Dobra, delikatna, polecam.


Rimmel - puder transparentny Match perfection. Mój ulubieniec. Matowił skórę na około pół dnia. Ładnie zgrywał się z innymi produktami. Nie tworzył efektu pudrowości i był bardzo drobno zmielony. Kiedyś jeszcze go kupię.

I to już wszystkie produkty, które dobiły denka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tymi kosmetykami? A może do zakupu któregoś z nich Was zainspirowałam lub zniechęciłam? 

sobota, 15 lipca 2017

Nowości w kosmetyczce - czerwiec

15/07/2017


W czerwcu starałam się nieco ograniczyć kosmetyczne zakupy. W porównaniu do poprzednich miesięcy, udało mi się. 

Z katalogu Avon wybrałam żel pod prysznic pachnący jaśminem i zieloną herbatą. Mam o wiele za duży zapas produktów do mycia ciała, ale temu połączeniu zapachowemu nie mogłam się oprzeć. Zamówiłam również mgiełkę o zapachu truskawki z białą czekoladą - zapach tych mgiełek nie jest trwały, ale mam do nich sentyment, no i na lato przyda się coś lżejszego. Skusiłam się również na kokosowy peeling do stóp oraz perełki brązujące w nowym odcieniu - medium tan. Są świetne, jaśniejsze od większości bronzerów - idealne dla osób mających jasną karnację. 

W drogerii Natura kupiłam coś do makijażu, znów w formie perełek (mam ostatnio do nich słabość) - rozświetlający puder marki Sensique. 

W Hebe natrafiłam na fajną promocję na produkty Dove. Z racji tego, że regularnie używam ich antyperspirantów - kupiłam dwa, a szampon i dwa mydełka w kostce otrzymałam za grosz. 


Podczas zakupów ubraniowych na stronie Stradivariusa natknęłam się na zakładkę z kosmetykami. Z ciekawości wrzuciłam do koszyka krem do rąk o zapachu bawełny. Niestety składem nie powala - na trzecim miejscu ma parafinę, ale nie żałuję zakupu. Gdyby był to produkt do twarzy, nie używałabym go. Reszcie mojego ciała parafina nie szkodzi.

Ostatnim zakupem w minionym miesiącu była szczotka Tangle Teezer - w wersji mniejszej, z zamknięciem. Moja poprzednia (w baranki) jest już dość mocno zużyta, dlatego zdecydowałam się na zakup nowej. Mam ją zawsze w torebce.

I to już wszystkie kosmetyczne zakupy poczynione w czerwcu. Znacie coś z moich nowości?

niedziela, 2 lipca 2017

Paletka magnetyczna Inglot - jakie cienie w niej umieściłam?

2/07/2017


Jakiś czas temu kupiłam w Inglocie paletę magnetyczną Freedom System Flexi Palette. Wybór paletek tego typu na rynku kosmetycznym jest aktualnie dość spory. Wybrałam tą, ponieważ wizualnie bardzo mi się podobała (lubię biel) oraz odpowiadała mi jej wielkość.

Moim zdaniem warto stworzyć swoją samodzielnie skomponowaną paletę z cieniami do powiek. Jest to nie tylko praktyczne, ale też mamy możliwość doboru odcieni do naszych indywidualnych potrzeb. Jest to też doskonały sposób na lepszą organizację naszych kosmetyków. 

Dzięki temu, że wszystkie pojedyncze cienie umieścimy w jednej większej palecie, zwiększa się nasza świadomość tego, co mamy, częściej sięgamy po różnorodne odcienie, a ponadto zmniejszamy nasz bałagan - już nie mamy w szufladzie kilku czy kilkunastu małych pakowań z cieniami, tylko jedno. Oczywiście są osoby, które posiadają pokaźną kolekcję pojedynczych cieni. Ja posiłkuję się głównie cieniami umieszczonymi w gotowych paletach: np. Make Up Revolution, The Balm czy Urban Decay. Staram się, ich zbytnio nie gromadzić, ponieważ jak wiadomo, i tak większości cieni nie dam rady zużyć. 


Mój zbiór cieni, które umieściłam w palecie magnetycznej liczy dziesięć sztuk. Dla mnie ta ilość jest w sam raz. Tym bardziej, że tą paletę traktuję jako uzupełnienie innych - są w niej kolory, których nie mam w gotowych paletkach: odcienie bardziej szalone - po które sięgam nieczęsto, ale i takie, które zużyję najszybciej - czyli bazowe nudziaki. 

Cztery z nich docelowo były przeznaczone do umieszczenia w palecie magnetycznej (te z Inglota i Kobo). Resztę wyjęłam z ich pierwotnych opakowań. W jaki sposób wyjąć wkłady z cieniami, aby ich nie uszkodzić? Na nagrzaną prostownicę położyłam rozłożoną chusteczkę higieniczną, a na nią otwarte opakowanie z danym cieniem. Po chwili delikatnie sprawdzałam igłą czy klej się rozgrzał i czy wkład z cieniem można już wyjąć. Pozostało tylko podważyć, wyjąć i gotowe. Nie wiem czy ze wszystkimi cieniami dostępnymi na rynku można tak postąpić, ja tą "operację" wykonałam na cieniach My Secret, Pierre Renee i Miyo - wszystkie idealnie trzymają się palety.


Jeśli któryś z powyższych cieni Was zainteresował, niżej przedstawiam spis zawartości mojej palety:

1. Inglot nr 56 - oliwkowy z brokatowymi drobinkami
2. Kobo nr 145 sandy beach - matowy, cielisty
3. My Secret nr 517 - matowy ciemnozielony
4. Kobo nr 221 state blue - satynowy niebieski
5. Pierre Renee nr 37 true beige - cielisty z drobinkami
6. Inglot nr - matowy ciemny brudny róż z kolekcji What a spice
7. Miyo - biały satynowy
8. Pierre Rene nr 99 reality, fiolet satynowy 
9. My Secret nr 505 - matowy cielisty, świetnie napigmentowany cień bazowy. Uwielbiam, co widać po zużyciu
10. My Secret nr 520, matowy zgaszony cyjan

Co sądzicie o takich rozwiązaniach?