poniedziałek, 11 grudnia 2017

Projekt denko - październik i listopad

11/12/2017


Nadszedł czas, by podsumować kolejne dwa miesiące pod kątem tego, o jakie kosmetyki uszczupliła się moja toaletka. Troszkę mi się tych pustych opakowań nagromadziło: zarówno z kolorówki, jak i pielęgnacji. Zapraszam zatem do krótkich recenzji na temat produktów, które dobiły denka w ostatnim czasie.


Linda - mydło w płynie o zapachu białej czekolady z orzechami. Otulające, gęste mydło, pachniało pięknie, idealnie na tą porę roku.

Yves Rocher - energizujące mleczko do ciała cytryna i bazylia. Miało ładny, świeży zapach, lekką konsystencję i dość szybko się wchłaniało.

Wibo - puder bananowy. Świetny, od pierwszego użycia stał się moim ulubionym. Jest bardzo dobrze zmielony. Mam kolejne opakowanie. Kto jeszcze go nie zna - koniecznie musi poznać!



Nuxe - balsam do ust Reve de miel. Bardzo gęsty i treściwy, na bazie miodu. Gdy smarowałam nim usta przed pójściem spać, po przebudzeniu nadal czułam lekką warstwę nawilżenia. To niezbędny produkt dla osób, które borykają się z problemem suchych ust. 

Flos-Lek - żel pod oczy ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem. Stosowałam go na dzień. Był w porządku, błyskawicznie się wchłaniał. Nie pomagał, ani nie szkodził. Miał formę żelu, za którą niezbyt przepadam. Generalnie produkt bez szału. Niestety mam jeszcze w zapasie inną jego wersję.

Yves Rocher - krem do twarzy na dzień sensitive vegetal. Przyjemny kremik, ale nie kupiłabym pełnego wymiaru. 


Belleza Castillo - maska w płachcie rozjaśniająca. Nie mam zbyt dużego doświadczenia u używaniu tego typu masek, ale z pewnością mogę powiedzieć, że lepsze wspomnienia mam po maseczce Missha czy Mizon. Ta to nic specjalnego.

Lovely - pomadka w kredce, wykręcana. Jedna z moich ulubionych. Trwała, o ładnym odcieniu brudnego różu. Kredka jest gruba, łatwo się rozprowadza, jest bardzo tania. Z tego co pamiętam był to odcień nr 1. 

Yves Rocher - woda perfumowana Moment de Bonheur. Zapach ładny, myślę, że dość unikatowy. Bardzo trwały. Niestety mnie trochę drażnił, z kolei moja mama go uwielbia. Łączy nuty: geranium, róża, cedr, pachula.


Blisko Natury - hudrolat różany. Stosowałam go zamiast toniku, sprawdził się świetnie.

Catrice - kamuflaż odcień 020 light beige. Mocno kryjący korektor do zadań specjalnych.

Maybelline - korektor Affinitone odcień 01 nude beige. Stosowałam go tylko pod oczy, by ukryć cienie, w tej roli dobrze mi się sprawdzał i dlatego w użyciu mam kolejne opakowanie.


Nivea - żel pod prysznic. Pięknie pachniał, miał dość gęstą konsystencję, nie przesuszał.  

Biochemia Urody - hydrolat z kwiatu pomarańczy. Stosowałam jako tonik, głównie po maseczkach czy peelingu. Sprawdzał się dobrze, nie podrażniał, nie ściągał skóry. 

Biochemia Urody - olejek myjący zielona herbata. Bardzo dobry produkt, którego stosowałam jako pierwszy etap demakijażu. Był to olejek hydrofilny, który mimo olejowej konsystencji dzięki obecności emulgatora, lubił się z wodą i po zmieszaniu z nią świetnie zmywał makijaż. Serdecznie go polecam.

The Body Shop - balsam do ust. Był bardzo wydajny, pachniał naturalnie borówkami, tak samo też smakował. Polecam.


Eo-Laboratorie - tonik odmładzający. Świetny produkt o bardzo dobrym składzie i niewielkiej cenie. Stosowałam go głównie wieczorem. Nie znajduję w nim wad. Oczywiście kupiłam kolejne opakowanie.

Nova Kosmetyki - krem pod oczy odżywczo - wygładzający. Plus za dobry skład, jednak ten krem wg mnie nic nie robił. Był bardzo lekki, za bardzo. Na dzień jeszcze w miarę się nadawał, na noc potrzebuję czegoś bardziej nawilżającego. Nie polecam.

Astor - czerwona pomadka nr 203. Była delikatna, lekko czerwona z połyskiem. Średnio trwała, ale ją lubiłam. Na pewno nie jest już dostępna, chyba że w innym opakowaniu.

Mincer Pharma - próbka kremu pod oczy i okolice ust, cera sucha i normalna. Podobny do opisanego powyżej. Nic specjalnego.


Essence - tusz do rzęs. Na początku się u mnie nie sprawdzał. Takiej pandy nie robił mi dotąd żaden tusz. Dopiero po jakimś czasie gdy nie był już tak mokry, był w porządku. Miał fajną, dość grubą szczoteczkę, widocznie pogrubiał rzęsy.

Sylveco - lekki krem brzozowy na dzień. Świetny - być może się skuszę na pełen wymiar.

Aurigia - serum do twarzy Flavo-C przeciwzmarszczkowe. Stosowałam je na noc, nie potrafię ocenić jego działania, choć wrażenie pozostawił  dość dobre.


Planeta Organica - szampon prowansalski regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów. Składniki aktywne: olej z pestek winogron, 6 ziół prowansalskich, mięta. Dobry szampon, ale nie kupię ponownie. Myślę, że trochę za słabo oczyszczał. Fajnie, że miał pompkę.

Biolaven - próbki kremu na noc. Był w porządku, ale nie wiem czy kupiłabym produkt pełnowymiarowy.

Be Beauty - zmywacz do paznokci. Już nie raz o nim pisałam. Ma formę chusteczki, przez co idealnie sprawdzi się podczas wyjazdów. Jedna sztuka wystarczy na zmycie lakieru ze wszystkich paznokci. Warto wspomnieć, że produkt ma bardzo ładny, porzeczkowy zapach, a do tego pozostawia płytkę paznokcia jakby naolejowaną.


Receptury Babuszki Agafii - drożdżowa maska do włosów. Moja ulubiona maseczka, już nawet nie wiem które to opakowanie. Pięknie wygładza włosy, ma ładny zapach i dobry skład. Koniecznie wypróbujcie.

Purederm - maska złuszczająca do stóp. Skarpetki zastosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, po wymoczeniu stóp. Trzymałam około godziny. Po około czterech dniach zaczęła mi schodzić skóra, byłam w szoku, że to faktycznie działa. Polecam.

Sylveco - próbka lekkiego kremu nagietkowego. Fajny, lekki, szybko się wchłaniał, tyle.


Himalaya - fajna, delikatna pasta do zębów o lekko cynamonowym smaku. 

Sensodyne - pasta do zębów. Również świetnie się sprawdziła.

Sylveco - płyn do płukania jamy ustnej. W składzie ma miętę pieprzową, szałwię lekarską, rozmaryn lekarski. Świetny płyn, ma przyjemny smak, delikatny (w przeciwieństwie do większości płynów tego typu, które są bardzo mocne). Kupiłam już wielką butlę.

I to już wszystkie produkty, które skrupulatnie zużywałam w ostatnim czasie. Dajcie znać, jak Wam idzie zużywanie kosmetyków? Zużywacie na bieżąco czy może w Waszych kosmetyczkach zalegają dawno otwarte opakowania?


sobota, 4 listopada 2017

Co przybyło, czyli październikowe nowości w kosmetyczce

4/11/2017


Promocja w Rossmannie, Joy Box i kilka pojedynczych zakupów. To źrodła październikowych nowości w mojej kosmetyczce. Zobaczcie, co mnie ostatnio zaciekawiło.


Udało mi się dorwać najnowszą edycję JoyBoxa. Fajne jest w tym pudełku to, że z góry wiadomo, jaka jest jego zawartość - nie kupujemy kota w worku. Box kosztował 49 zł i były w nim powyższe produkty (plus jeden, który oddałam). Uwaga (do dziewczyn, które również kupiły to pudełko): sprawdźcie datę ważności żelu do mycia twarzy Avene - mój należy zużyć do końca listopada. Za to oczywiście należy się minus. 


Do aktualnego numeru Avanti dołączony jest płyn micelarny marki Vianek w cenie 9,99 - nie mogłam się nie skusić. Lotion Hada Labo Tokyo i esencja Bielendy pochodzą z promocji w Rossmannie (od dawna na nie polowałam). Ziołowy płyn do płukania jamy ustnej Sylveco jest teraz w promocji w Naturze (wcześniej zużyłam miniaturę - jest o niebo delikatniejszy niż inne tego typu płyny). Po raz drugi trafił do mnie również jeden z moich ulubionych toników - odmładzający Eo Laboratorie.


Nie mogło też zabraknąć łupów z promocji na kolorówkę w Rossmannie. Kupiłam tylko trzy kosmetyki marki Wibo: paletę Modern (nie wiem jakim cudem była dostępna, użyłam ją dwa razy i póki co jestem zadowolona), bibułki matujące (które znam i lubię) oraz matową pomadkę w płynie w odcieniu 01 royal pink (jej kolor po nałożeniu wygląda niemalże identycznie jak 01 Golden Rose. Ogólnie jest bardzo ładna, jednak po kilku godzinach nie wygląda już tak dobrze i niestety bardzo wysusza usta - ta z GR tego nie robi).

Puder bananowy podczas promocji był niedostępny, kupiłam go kilka dni temu, bo poprzednie opakowanie właśnie mi się skończyło. Korektor pod oczy marki Rimmel jest z Hebe (już wypróbowany - naprawdę fajny), kamuflaż Catrice z internetu, a kolejne bibułki - z Natury.

I to wszystkie nowości, które sprawiłam sobie w ubiegłym miesiącu. Jeśli używałyście któregoś z powyższych produktów, dajcie znać jak się sprawdził.

PS Zestawy pięknych metalowych koszyków (w różnych kształtach i kolorach) są aktualnie do kupienia w Biedronce :) 

środa, 1 listopada 2017

Kilka fajnych lakierów do paznokci- Avon, Eveline, Astor, Sephora

1/11/2017

Avon moondust

W ostatnim czasie starałam się dokumentować to, co aktualnie mam na paznokciach, aby pokazać Wam lakiery godne uwagi. Nie mogę się przekonać do hybryd, więc jestem wierna klasycznym lakierom. Moim  ostatnim odkryciem i absolutnymi ulubieńcami są lakiery Avon z serii Mark. Są trwałe, pięknie wyglądają na paznokciach, a wybór odcieni jest ogromny. Zawsze na każdy lakier dla utrwalenia nakładam top coat, również z Avonu. Wszystkie z prezentowanych lakierów są położone na płytkę paznokcia dwa razy.

Avon daysie

Astor 621 cafe liegeois

Avon periwinkles

Sephora fancy me?

Eveline nr 914

Który kolor podoba Was się najbardziej?

niedziela, 22 października 2017

Nowości w kosmetyczce - wrzesień

22/10/2017


Dziś zaprezentuję kosmetyki, które kupiłam jeszcze we wrześniu. Ograniczanie zakupów kosmetycznych idzie mi całkiem nieźle, choć wiadomo - może być lepiej. 

Yves Rocher - szampon oczyszczający
Yves Rocher - mleczko do ciała
Po przerwie w stosowaniu szamponów tej marki zatęskniłam za nimi, więc kupiłam ponownie. Tym razem wybrałam wersję oczyszczającą z wyciągiem z pokrzywy do włosów przetłuszczających się. Jak to w YR - praktycznie nie da się stamtąd wyjść bez jakiegoś prezentu. Ja otrzymałam perfumowane mleczko do ciała Quelques Notes d'Amour.

Bielenda - hydrolat
Ziaja - tonik
Produkty do przemywania twarzy po demakijażu i oczyszczaniu dość szybko mi się kończą, dlatego uzupełniłam zapasy o te dwa produkty. Zdziwiłam się, że mają dobre składy, mimo że są łatwo dostępne w każdej drogerii.

Golden Rose - kredka do ust nr 18
Avon - matowa pomadka au naturale
Avon - lakier cerise-ly
Te trzy produkty do makijażu kupiłam, choć nie powinnam. Były to typowe zachcianki. Nowy odcień lakieru, dwa nowe kolory szminek... mam wiele innych, nie powinnam kupować kolejnych, ale cóż...

Organic Shop - peeling do ciała
Ta marka już dawno wpadła mi w oko, miałam ochotę wypróbować coś z jej oferty. Aktualnie używam maski do włosów z awokado, a teraz do mojej pielęgnacji włączę też ten pachnący otulająco miodem i cynamonem peeling cukrowy. Zapach w sam raz na chłodniejsze dni.

Golden Rose - kredka do oczu nr 310
Niedawno doszłam do wniosku, po zastosowaniu cieni do powiek w odcieniu fioletu, że ten kolor bardzo pasuje do mojej niebieskiej tęczówki. W związku z powyższym kupiłam kredkę w tymże kolorze.

Avon - roletka Pur Blanca
Dawno temu bardzo lubiłam ten zapach i chciałam mieć go u siebie ponownie, jednak nie w postaci dużego opakowania. Kupiłam więc wersję mini. Zapach jest pudrowy, lekki, kojarzy mi się z czystością.

Neness - wody perfumowane nr 131 i 160
Kupiłam z ciekawości. Firma sprzedaje odpowiedniki znanych perfum. Wybrałam odpowiednik Guerlain La Petite Robe Noire oraz Valentino Valentina. Sobie zostawię ten pierwszy.

My Secret - cień nr 507
Potrzebowałam takiego właśnie cienia do powiek w przepięknym czekoladowym odcieniu. Nie lubię pojedynczych cieni, więc przełożę go do paletki magnetycznej. Cienie tej marki znam i lubię - za świetną pigmentację i niską cenę.

I to tyle nowości... Znacie coś? Lubicie? A może czymś Was zaciekawiłam?

niedziela, 15 października 2017

Podsumowanie pakietu beGlossy - czy warto?

15/10/2017


Jakiś czas temu zamówiłam trzymiesięczny pakiet pudełek beGlossy. Niedawno dotarł do mnie ostatni box, więc postanowiłam zrobić małe podsumowanie. Na początek wspomnę, że podczas zakupów kosmetycznych, jestem dość wybredna: zwracam uwagę na składy, szczególnie produktów do pielęgnacji twarzy. Na opakowaniach produktów do pielęgnacji ciała czy włosów również sprawdzam składy, jednak jestem już trochę mniej surowa.

Łączna wartość produktów, które znalazły się w boxach, znacznie przewyższyła kwotę, którą zapłaciłam za pakiet (141 zł). Niestety nie ze wszystkich produktów, które mnie się trafiły, się ucieszyłam. Mimo to wartość kosmetyków, które sobie zostawiłam, a tym samym które na pewno zużyję, nadal przewyższa wspomnianą kwotę. 

Tego typu pudełka to fajna okazja do przetestowania produktów, jednak moim zdaniem zbyt często w boxach umieszczane są produkty łatwo dostępne w drogeriach stacjonarnych typu żel pod prysznic Nivea czy odżywka Gliss-Kur (choć akurat te z chęcią wypróbuję). 


Na zdjęciach znajdują się tylko te produkty, które sobie zostawiłam. W ramach pakietu otrzymałam kilka innych kosmetyków np. dwa lakiery hybrydowe, których nie używam. Dodam jeszcze, że w dniu składania zamówienia obowiązywała promocja, w ramach której za zakup pakietu można było dodatkowo otrzymać dziesięć losowych kosmetyków. 

Najbardziej zadowolona jestem z kremu na dzień Biolaven, kremu pod oczy i pomadki peelingującej Sylveco, maszynek Gilette, kremu pod oczy Vichy, masła Organique. Są to produkty, którymi byłam zainteresowana już wcześniej, lub które są mi znane.

Podsumowując - wykupienie pakietu beGlossy, opłaca się. Wartość produktów zdecydowanie przewyższyła cenę pakietu. Nie mniej jednak taka forma zakupów będzie odpowiednia dla osób lubiących testować nowe produkty. Osoby, które preferują bardziej naturalne składy, mogą się zawieść. Generalnie szanse na trafienie produktu, który rzeczywiście sami byśmy kupili, są niewielkie (choć wiadomo, że nie o to w idei takich boxów chodzi: liczy się właśnie chęć testowania nowości, niepewność, efekt niespodzianki, ładne opakowanie). Mimo to, że lubię testować, raczej nie zdecyduję się ponowne na wykupienie pakietu - być może kupię jakieś pojedyncze pudełko, ale już po ujawnieniu jego zawartości. Póki co, mówię nie.

A jakie jest Wasze zdanie o pudełkach subskrypcyjnych?


sobota, 7 października 2017

Oczyszczanie kosmetyczki, czyli ogromny projekt denko

07/10/2017


Dziś przygotowałam prezentację moich kosmetycznych zużyć. W sierpniu i wrześniu porządnie wzięłam się za zużywanie produktów, które trochę dłużej u mnie zalegały. Dna dobiło też wiele kosmetyków, które zużywam na bieżąco. Cieszę się, że moje zapasy powoli się zmniejszają, ponieważ muszę przyznać, że trochę męczy mnie nadmiar kosmetyków. Staram się sukcesywnie zużywać już otwarte produkty, nie otwierać kolejnych z tej samej kategorii, jeżeli podobny mam już w użyciu. Jak widać na załączonym obrazku, trochę pustych opakowań wyląduje za chwilkę w koszu... Zobaczcie, jakie produkty miałam przyjemność (lub nie) używać w ostatnim czasie.


Tołpa - odżywczy krem do rąk czarna róża. Ulubieniec. Za zapach - obłędny (z ładniejszym nie zetknęłam się w żadnym innym kosmetyku do pielęgnacji), działanie i całokształt. To była miniatura do torebki, kiedyś zużyłam już cały produkt. Bardzo ubolewam, że firma wycofała z produkcji prawie wszystkie kosmetyki z linii botanic, bo bardzo lubiłam kilka produktów z tej serii.

Dr Konopka's - tonik balansujący. Dobry tonik, przeznaczony dla skóry normalnej i tłustej. Nie powodował ściągnięcia skóry, miał bardzo dobry skład m.in. olej lawendowy, ekstrakt z szałwii. Pachniał naturalnie, lawendą.

Biolaven - próbka kremu na dzień. Fajny, dość lekki jednak nie wchłaniał się całkowicie do matu. W składzie ma m.in. olej z pestek winogron, olejek lawendowy, mocznik. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Traf chciał, że niedawno znalazłam go w pudełku beGlossy.


Colgate - płyn do płukania jamy ustnej. Był w porządku, nie miał zbyt ostrego smaku. Teraz używam płynu Sylveco i jest o wiele lepszy, więc do tego bym nie wróciła.

L'oreal - lakier do paznokci nr 408 exquisite scarlet. Był świetny, z top coatem utrzymywał się na paznokciach długo. Dodatkowo szybko wysychał. Jego odcień to kwintesencja czerwieni, szczególnie ładnie prezentował się na paznokciach u stóp. Niestety wydaje mi się, że lakiery z tej serii nie są już dostępne. 

Sylveco - próbka lekkiego kremu rokitnikowego. Świetny krem o działaniu przeciwstarzeniowym. Ładnie nawilżał i odżywiał, szybko się wchłaniał, sprawdził się zarówno na noc, jak i na dzień pod makijaż. W składzie ma m.in. olej rokitnikowy, ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, ekstrakt z kory brzozy. Z pewnością jak zużyję moje zapasy, kupię pełną wersję.



Elmex - pasta do zębów do której stale powracam. Jest delikatna, ma fajny smak i niski stopień ścieralności.

Yves Rocher - żel pod prysznic o zapachu zielonej herbaty. Lubię żele tej firmy. Ten pachniał naturalnie, bardzo delikatnie. Konsystencję miał dość lejącą i średnio się pienił, przez co był średnio wydajny.

Sephora - maseczka pod oczy w formie nawilżonych płatków z tkaniny. Z przyjemnością użyłam, jednak uważam taki produkt za zbędny. Wolę po prostu krem pod oczy.



Green Pharmacy - płyn micelarny. Bezzapachowy, prawie tak dobry, jak ten Garniera. Duża pojemność za niską cenę. Skutecznie zmywał makijaż, polecam.

Isana - sól do kąpieli o zapachu mandarynki i maślanki. Fajny produkt, dawał dużą pianę, barwił wodę na żółto, a zapach unosił się w całej łazience. 

Chanel - próbka wody perfumowanej Gabrielle. Zapach typowy, ciężki, wieczorowy, nie zaskoczył mnie. Nie jest w moim stylu, kojarzy mi się ze starszymi paniami.



Dove - antyperspirant. Ulubieniec. Zawsze mam w zapasie choć jeden antyperspirant tej marki. Dobrze chroni, nie pozostawia śladów na ubraniach. Pachniał ładnie "czystością".

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Stosowałam to głównie podczas porannego oczyszczania. Bardzo go lubiłam. Ma naturalny skład. Do zmycia pełnego makijażu jest zbyt delikatny i nie daje sobie z nim rady. To już drugie zużyte przeze mnie opakowanie tego produktu i pewnie kupię go ponownie.

Yves Rocher - dwufazowy płyn do demakijażu oczu w wyciągiem z bławatka. Świetnie radził sobie z usunięciem tuszy, cieni, kredek. Jest to produkt bardzo podobny do dwufazy Sephory. Serdecznie polecam.

Nivea - próbka olejku w balsamie do ciała. Pachniał pięknie, szybko się wchłonął i dobrze nawilżył skórę. Być może kiedyś kupię pełen produkt.



Polny Warkocz - rumiankowa esencja micelarna. Używałam jako tonik podczas porannej pielęgnacji. Był to produkt dość nijaki. Nie zauważyłam żeby robił coś dobrego, ale też nie szkodził. Plus za piękną, szklaną buteleczkę. 

Nuxe - olejek pod prysznic. Bardzo gęsty, miał złote drobinki, które zostawały na skórze. 
Pachniał pięknie, bardzo ekskluzywnie. Lubiłam go, ale dla mnie takie produkty są zbędne, wolę zwykłe żele. Mimo to cieszę się, że mogłam go przetestować.  

Phenome - próbka przeciwzmarszczkowego kremu do cery suchej i wrażliwej. Zużyłam na dzień i na noc. Był świetny.



Resibo - krem odżywczy. Bardzo gęsty i bogaty o świetnym, naturalnym składzie. Odżywiał i nawilżał skórę. Stosowałam go tylko wieczorem. Fajnie, ze miał pompkę. Był w porządku, choć myślę, że najlepiej sprawdziłby się u osób z cerą suchą.

Too Faced - baza pod podkład Hangover Replenishing Face Primer. Powiedziałabym raczej, że jest to krem, który błyskawicznie wchłania się do matu. W składzie miał m.in. wodę kokosową. Generalnie nie używam baz (oczywiście oprócz tych pod cienie), ale miło było przetestować. Mam jeszcze jedną taką miniaturę w zapasie.

Yves Rocher - próbka wody perfumowanej Ouia L'amour. To nowość w ofercie marki. Zapach jest dość ładny, bardzo słodki, ale nie w moim stylu. Sama próbka miała formę nasączonej chusteczki, co jest wg mnie bez sensu. 

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczce o zapachu czarnej porzeczki. Serdecznie polecam, szczególnie na wyjazdy. Jedną taką chusteczką bez problemu zmyjemy lakier ze wszystkich paznokci. Ogromny plus za to, że produkt ładnie pachnie i pozostawia płytkę paznokcia nawilżoną. 


Garnier - odżywka do włosów z olejkiem arganowym i kameliowym do włosów zniszczonych i łamliwych. Ładnie pachniała, jednak szczególnego odżywienia i blasku na włosach po jej użyciu nie zauważyłam. Nie mniej jednak produkt był w porządku.

Farmona - odżywka z wyciągiem z bursztynu do włosów i skóry głowy. Używałam jako wcierkę do skóry głowy, jednak nie wiem czy spowodowała obiecywane pobudzenie wzrostu. Mimo, że nie stosowałam jej tak regularnie, jak zaleca producent, zaobserwowałam większą ilość krótkich włosków. 

Lancome - próbka wody perfumowanej La vie est belle. Nie rozumiem zachwytów nad tym zapachem. Dla mnie był zbyt ciężki i na dłuższą metę bardzo mnie męczył. Jednak muszę przyznać, że jego trwałość była powalająca.  



The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu jagód. Żele tej marki bardzo lubię. Są wydajne, dobrze się pienią, nie przesuszają skóry i pięknie pachną. Do składu można się przyczepić, ale mnie nie zaszkodził.

Yves Rocher - balsam do ud. Pachniał naturalnie pokrzywą. Szybko się wchłaniał. Lekko napinał skórę. Nie wiem czy ujędrniał, bo ciężko to stwierdzić, ale produkt był w porządku. Dostałam go jako gratis do zakupów i miło było go przetestować.

Carlo Di Roma - cienie do powiek. Były ze mną baaaardzo długo, za długo. Prawie do końca je zużyłam. Został mi jedynie cień niebieski, ale wiem że nie będę go używać, więc wyrzucam. 

Avon - próbka matowej pomadki w odcieniu rouged perfection. Seria tych matowych pomadek jest świetna. Są trwałe. Mam inne dwa odcienie, które bardzo lubię. Nie kupię pełnego wymiaru tylko ze względu na to, że ten odcień różu nie do końca mi pasuje.


Organique - immunoserum z zieloną i białą herbatą. Nie zużyłam tego produktu, ponieważ mi nie odpowiadał. Stosowałam go na dzień pod makijaż, ale średnio się sprawdzał. Konsystencję miał żelową, pachniał przyjemnie herbatą. Jest to taki produkt, że niby ok, ale coś z nim jest nie tak, lecz nie wiadomo co. Zwykle gdy jakiś kosmetyk do twarzy mi nie pasuje, staram się wykorzystać go np. do stóp. W tym przypadku nawet do tej części ciała się nie nadaje. Szkoda.

Bania Agafii - odżywczy szampon do włosów. Docelowo jest przeznaczony do włosów suchych, ale moim zdaniem jest to produkt silnie oczyszczający, który sprawia, że włosy stają matowe i szorstkie. Raz na jakiś czas w celu mocnego oczyszczania można taki szampon zastosować, ale nie jest to produkt do częstego stosowania.

Ava Laboratorium - maseczka karotenowa. Stylizowana na naturalną, bez parabenów, ale niestety w składzie ma parafinę. Nie na początku w składzie, ale jednak. Generalnie nie używam produktów do twarzy, które mają ten składnik, ale zrobiłam wyjątek. Nic mi się nie stało. Nie zauważyłam działania tej maseczki, więc nie polecam.



The Body Shop - pianka do mycia twarzy. Dobrze sprawdzała się do porannego mycia twarzy. Plus za wydajność. Do demakijażu była zbyt delikatna, nie domywała tak, jak powinna. Skład miała bardzo średni, niewspółmierny do ceny. Szczypała w oczy. Nie polecam. 

Apis - pasta do zębów. Jedna z moich ulubionych. Nie zawiera fluoru, ma przyjemny smak. Polecam koniecznie wypróbować.

Uriage - próbka balsamu do ciała. Pachniał pięknie, ładnie nawilżał, i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie parafina umieszczona na trzecim miejscu w składzie. Bardzo smuci mnie, że znana marka apteczna stosuje ten składnik w swoich produktach. Sprawdzałam kiedyś też kilka kremów do twarzy tej marki i niestety również miały w składzie olej mineralny. Wielka, wielka szkoda.

Janda - maseczka na każdą porę dnia zastrzyk nawilżenia. To jest hit! Jestem zachwycona tą maseczką, nawilżenie, jakie odczuwałam po jej użyciu było nieprawdopodobne. Muszę przyznać, że jeszcze żadna maseczka nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Serdecznie polecam!


Revlon - podkład Colorstay do skóry suchej i normalnej w odcieniu 150. Już od roku (albo i dłużej) nie używam podkładów, dlatego bez sensu jest go trzymać w toaletce. Tym bardziej, że kupiłam go już bardzo dawno. Nie zmienił zapachu ani konsystencji, ale bałabym się go używać. Podkład jest świetny na większe wyjścia, ponieważ mocno kryje i wygląda na skórze bardzo ładnie. Jednak nawet gdybym stosowała podkłady, nie chciałabym codziennie męczyć skóry tak ciężkim produktem. Generalnie ten produkt to już klasyk, który polecam, ale do nadkładania "od święta".

Pantene - magiczna ampułka do włosów. Nie zauważyłam, żeby zdziałała cuda. Włosy wyglądały po jej użyciu normalnie. Nic szczególnego.

Dermika - próbka kremu-maski na noc. Miał bogatą, gęstą konsystencję. Ładnie odżywił skórę. Ogólnie był w porządku, ale lekkie i ledwo widocznie mieniące się złote drobinki są moim zdaniem  w takich produktach zbędne.


Iossi - serum do twarzy rozświetlające z dziką różą, geranium, cyprysem, witaminą E i C. To już moja druga zużyta buteleczka. Przed odkryciem tego produktu z daleka trzymałam się od wszelkich olejowych produktów do twarzy. Uważałam je za zbędne, bałam się że będą zapychać. Myliłam się. Stosowałam to serum zamiast kremu na noc, a moja skóra mi za to podziękowała: stała się bardziej odżywiona i rozjaśniona. Pojemność 10 ml wystarczyła mi na długo. Jeśli planujecie zakup tego produktu, pamiętajcie o niedługiej dacie ważności - trzeba go zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia, dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować większej pojemności. Teraz zacznę używać innego serum, ale z pewnością powrócę do oferty tej marki. Serdecznie polecam ten produkt. 

Nuxe - żel do mycia twarzy. Zapach miał piękny, ekskluzywny. Dobrze mył, lubiłam go. Polecam.

Pierre Rene - automatyczna kredka do ust w odcieniu 02. Przez to, że nie była sucha, stosowałam ją na całe usta, nie tylko jako konturówkę. Miała piękny, dzienny różowy kolor, była matowa, długo utrzymywała się na ustach. Polecam.

Delia - sól do kąpieli o zapachu jabłka w karmelu. Pachniała pięknie, zużyłam ją głównie do kąpieli stóp. Nie dawała dużej piany. Fajnie, że została umieszczona w pięknym, zamykanym pojemniku, który z pewnością do czegoś wykorzystam.

Uff... to już wszystkie produkty, które dobiły denka w dwóch minionych miesiącach. Ciekawa jestem czy miałyście z nimi styczność, a jeśli tak, to czy macie o nich opinię podobną do mojej? 

niedziela, 24 września 2017

Sierpniowe nowości, czyli co nowego w mojej toaletce?

24/09/2017


Jestem ciekawa czy też tak macie, że do Waszych kosmetyczek wpadają produkty, będące efektem nieplanowanych zakupów np. w drogeriach stacjonarnych czy w dyskontach. Zdarza się (choć rzadko), że w ciągu miesiąca nie natknę się na nic, co przyciągnie moją uwagę. Jednak w ubiegłym miesiącu było zupełnie odwrotnie - troszkę mi w taki właśnie przypadkowy, nieplanowany sposób kosmetyków przybyło. Wśród moich nowości są też kosmetyki, które wpadły mi w oko już jakiś czas temu. Zobaczcie o jakie produkty wzbogaciła się moja kosmetyczka w sierpniu.


W Rossmannie wyprzedawane były pojedyncze cienie L'oreal. Normalnie kosztowały ponad 40 zł, ja dorwałam je za 12. Wybrałam dwa, które rzeczywiście mi się przydadzą - matowy brąz oraz błyszczące, bardzo jasne złoto. Oba są świetnie - a błyszczący świetnie sprawdza się również jako rozświetlacz. 

Od mamy otrzymałam wodę perfumowaną Avon TTA Today. Nie polubiła się z jej zapachem, a ja chętnie przetestuję coś nowego. Jest to zapach zdecydowanie wieczorowy, elegancki, w którym głównymi nutami są frezja, hibiskus i piżmo. Na początku również myślałam, że nie jest to zapach dla mnie. Na szczęście w niekrótkim czasie się do niego przekonałam i mogę śmiało powiedzieć, że się polubiliśmy. Na pochwałę zasługuje również jego trwałość. 

Z katalogu Avon zamówiłam ciekawy lakier w odcieniu mocnej czerwieni (odcień ruby), który błyskawicznie wysycha i daje fajny piaskowy efekt.


Podczas zakupów w Biedronce warto zajrzeć do alejek z kosmetykami, bo czasami można natknąć się tam na jakiś ciekawy produkt. Ja w ostatnim czasie natknęłam się na żel peelingujący do twarzy Tołpy oraz dwie matowe pomadki Bell. 

Podczas dużej promocji na polskie marki w Hebe kupiłam czarną maseczkę detoksykującą marki Evree oraz booster Perfecty. Oba produkty "chodziły" za mną już długo.

.  
Podczas promocji w Rossmannie uzupełniłam zapas zmywaczy do paznokci: wzięłam już sprawdzony Isany oraz dla mnie nowość (dotąd nie używałam zmywaczy w tej formie) - zmywacz w pisaku marki Cztery Pory Roku. Kupiłam też już sprawdzoną odżywkę do włosów brązowych Isany, która pięknie podkreśla mój naturalny kolor. Od dawna myślalam o zakupie nawilżającej maseczki w płachcie Hada Labo Tokyo oraz nawilżającej maseczki marki Janda, więc je również wrzuciłam je do koszyka.

To już wszystkie produkty, które "przywędrowały" do mnie jeszcze w sierpniu. Znacie coś z moich nowości? Na początku września postanowiłam znacznie ograniczyć kosmetyczne zakupy, ponieważ moje zapasy są zbyt duże. Nie mówię, że nie kupię niczego, ale przed zakupem nowego produktu zastanowię się pięć razy. W następnych postach zaprezentuję pokaźny projekt denko oraz wyrażę swoje zdanie na temat trzymiesięcznej subskrypcji pudełek beGlossy.

Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 26 sierpnia 2017

Nowe kosmetyki pielęgnacyjne - zamówienie z bliskonatury.pl

26/08/2017


W ostatnim czasie po raz kolejny zrobiłam większe zamówienie w internetowym sklepie z kosmetykami naturalnymi bliskonatury.pl. Sklep wizualnie bardzo mi się podoba, ma bardzo szeroki asortyment, ciekawe promocje i gratisy do zamówień. Poniżej krótko przedstawię, w jakie produkty o dobrych składach się zaopatrzyłam.

W moim kosmetycznym zbiorze odczuwałam deficyt maseczek do twarzy. Skuszona pozytywnymi opiniami zdecydowałam się na rewitalizująco-relaksującą maseczkę do twarzy z czerwoną glinką z czekoladą i pomarańczą marki Iossi. Ponadto do wirtualnego koszyka wrzuciłam karotenową maseczkę z witaminą A, E i F do cery wrażliwej marki Ava.

Już od dłuższego czasu zastanawiam się nad zakupem serum Resibo. Jednak podobne opinie zbiera przeciwzmarszczkowe serum Biolaven z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym, więc póki co wybrałam je, ponieważ jest o wiele tańsze. 

Często zdarza mi się wracać do produktów, które już wcześniej mi się sprawdziły, dlatego ponownie kupiłam korundowy peeling oczyszczający do twarzy marki Sylveco. To już moje trzecie opakowanie. Skoro o peelingach mowa, to wzięłam też peeling do stóp Banii Agafii. 

Nie zabrakło również u mnie nowości do pielęgnacji włosów - skusiłam się na nawilżający duet do włosów suchych i normalnych - szampon i odżywkę marki Vianek. 

Lubię testować pasty do zębów niedostępne w zwykłych drogeriach, dlatego kupiłam pastę Sylveco (z szałwią, miętą pieprzową i rozmarynem) oraz pastę Ecodenta (z wyciągiem z 7 ziół).

Jako prezenty do zamówienia otrzymałam płyn do płukania jamy ustnej Sylveco, hydrolat różany oraz kilka próbek.

Jestem bardzo zadowolona z zakupów i już się nie mogę doczekać testowania tych wszystkich cudowności.


-post nie jest sponsorowany-