sobota, 5 maja 2018

Projekt denko - kwiecień

5/05/2018


Zwykle w jednym wpisie opisuję zdenkowane produkty pochodzące z dwóch miesięcy. Dzisiejsza prezentacja zużytych przeze mnie kosmetyków będzie wyjątkowa, ponieważ przedstawię zużycia tylko z jednego miesiąca. Ostatnio porządnie wzięłam się za zużywanie już otwartych produktów i dużo nazbierało mi się ich już w kwietniu, więc nie ma sensu czekać z ich prezentacją. Zapraszam do lektury :)



Avon - peeling do stóp kokosowy. Przyjemnie pachniał, miał niewielkie drobinki peelingujące. Nie był zły, jednak do stóp preferuję mocniejsze zdzieraki.

Organique - krem upiększający dla cery tłustej i mieszanej. Generalnie masakra. Od razu po nałożeniu i przypudrowaniu (co jest konieczne, bo się świeci) na skórze nie wygląda źle, ale po jakimś czasie znacznie ciemnieje. Nie zużyłam, oddam go mamie, bo myślę, że odcień może jej pasować.

Yves Rocher - płyn micelarny. Miniaturka, którą znalazłam w kalendarzu adwentowym (jak inne pojawiające się u mnie w denkach mini- produkty tej marki), która dobrze się sprawdziła. W zapasie mam pełną wersję.



Sylveco - ziołowy płyn do płukania jamy ustnej. Świetny, nie miał ostrego smaku, którego nie toleruję w tego typu płynach, miał naturalny skład (m.in. miętę pieprzową, szałwię lekarską, rozmaryn lekarski, goździki) i dużą pojemność. Polecam.

Dove - odżywka do włosów w sprayu bez spłukiwania do włosów zniszczonych. Świetnie się sprawdziła. Używałam jej na wilgotne włosy przed suszeniem. Była bardzo wydajna. Zapach miała nieziemski.

Cien - nawilżane chusteczki odświeżające. Nosiłam je w torebce do odświeżenia dłoni czy nawet oczyszczenia butów w ciągu dnia. Były dobrze nawilżone i świetnie się sprawdzały. W użyciu kolejne.


Stara Mydlarnia - żel pod prysznic. Autentycznie pachniał białą czekoladą. Miał kremową konsystencję, a używanie go pod prysznicem było przyjemnością dla zmysłów. Polecam.

Colgate - pasta do zębów. Fajna.

Rimmel - korektor w kremie Lasting Finish w odcieniu 020 ivory. Nie zużyłam go do końca, ponieważ jest już ze mną zbyt długo, a poza tym jest dla mnie o wiele za jasny. Kiedyś był w porządku, teraz niestety nie. Generalnie jest podobny do kamuflażu w kremie Catrice.


Vianek - wzmacniający płyn micelarny tonik 2w1 do cery naczynkowej z ekstraktem z kwiatów czarnego bzu. Generalnie nie lubię produktów 2w1, ale też sprawdził się bardzo dobrze.

L'biotica - maska do włosów intensywnie regenerująca. Nie mam do niej zastrzeżeń, ale nie zauważyłam widocznej różnicy w wyglądzie moich włosów po jej użyciu. Być może były trochę bardziej wygładzone. Koniecznie muszę dodać, że była niewydajna.

Avon - top coat. Mój ulubiony produkt, który faktycznie znacznie przedłuża trwałość lakieru do paznokci. W użyciu mam oczywiście kolejny.


Ziaja - tonik antyoksydacyjny z kwasem hialuronowym. Fajny, miał w  miarę w porządku skład (jak na Ziaję) i przyjemny zapach. Polecam wypróbować.

Farmona - peeling do ciała. Ładnie pachniał, zużyłam go do peelingu stóp i w tej roli sprawdził się dość dobrze.

Rimmel - korektor w pędzelku Match Perfection w odcieniu 030 classic beige. Używałam go jedynie pod oczy i był świetny. Nie wchodził w zmarszczki, krycie miał średnie, ale dla mnie wystarczające. Serdecznie go polecam.


Bourjois - podkład 123 Perfect w odcieniu 51 light vanilla. Nie zużyłam w całości, ponieważ po podkłady sięgam jedynie "od święta", a jest już ze mną zbyt długo. Generalnie był w porządku.

Resibo - multifunkcyjny peeling do twarzy. Były to dwie saszetki, które wystarczyły na cztery użycia. Producent zaleca, żeby nałożyć peeling na twarz, przemasować i pozostawić na 15 minut. Tak zrobiłam i byłam zachwycona efektem, jaki dał. Jest to połączenie peelingu mechanicznego z enzymatycznym. Moja skóra po jego użyciu była lekko zaczerwieniona, jednak zaczerwienienie zniknęło po około 15 minutach. Nie wiem czy skuszę się na cały produkt, jednak wersję saszetkową z pewnością jeszcze kupię.

Zara - woda toaletowa Rose. Ilość moich flakoników jest bardzo duża, więc bardzo cieszę się, że coś mi z tej mojej kolekcji ubyło. Bardzo lubiłam ten zapach, był świeży, lekki, kobiecy, w sam raz na co dzień. Nie jest to typowy różany zapach, jak podpowiada nazwa. Nie wiem, czy jest jeszcze dostępny, możliwe, że tak. W ogóle polecam zaglądać do Zary na półki z zapachami, bo ich oferta jest szeroka i bardzo ciekawa.



Yves Rocher - szampon oczyszczający z wyciągiem z pokrzywy do włosów przetłuszczających się. Bardzo dobrze oczyszczał włosy i skórę głowy. Jednak jego zapach nie był zbyt przyjemny, a na dodatek bardzo długo utrzymywał się na włosach, nawet po użyciu odżywki czy innego produktu do pielęgnacji. Mimo tej wady szampon jest warty polecenia.

Yves Rocher - peeling do ciała. Przyjemny, ładnie pachniał, był drobno zmielony.

Kneipp - olejek do ciała. Pięknie pachniał cytrusami. Dobrze odżywiał skórę, świetnie się sprawdzał do pielęgnacji ciążowego brzuszka.

Yves Rocher - żel pod prysznic mandarynka i drzewo cedrowe. Miał ładny, świeży zapach, nie przesuszał, konsystencję miał dość lejącą.

Biochemia Urody - hydrolat z czarnej porzeczki. Długo ze mną był, zużyłam połowę, jednak nie jest to produkt dla mnie. Po każdym użyciu skóra była dość mocno zaczerwieniona, nawet po rozcieńczeniu wodą termalną. 

Yves Rocher - płyn dwufazowy. Bardzo dobry, świetnie radził sobie z usuwaniem makijażu oczu. Kiedyś zużyłam też duże opakowanie i jak najbardziej polecam ten produkt.

Parodontax - miniaturka pasty do zębów, którą dostałam podczas wizyty u stomatologa. To była najohydniejsza pasta, jakiej w życiu używałam. Jej okropny smak jest nie do opisania.


Garnier - płyn micelarny. Używam go od lat. Świetnie sobie radzi ze zmywaniem każdego makijażu, nie podrażnia.

Eco-Lab - tonik odmładzający. To już drugie zużyte opakowanie tego produktu. Dobry skład, niska cena. Co tu dużo mówić, jest świetny.

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczkach. To już ostatnie sztuki, jakie miałam w zapasie. Szkoda, bo są już raczej niedostępne. Świetnie się sprawdzały, bez problemu usuwały lakier z  wszystkich paznokci i pozostawiały ładny zapach.

To już wszystkie kosmetyki, które skończyły mi się w kwietniu. Jestem ciekawa, czy używałyście któregoś z przedstawionych produktów?


piątek, 27 kwietnia 2018

Duże kwietniowe zakupy kosmetyczne

27/04/2018


Kwiecień obfitował u mnie w zakupy kosmetyczne, co widać na załączonym obrazku. Drogerie w tym dobiegającym końca miesiącu rozpieszczały swoich klientów różnymi promocjami. Ja oczywiście również skorzystałam z kilku z nich i kupiłam produkty, które spontanicznie wpadły mi w oko lub które miałam na oku już wcześniej. Zapraszam do relacji z moich kwietniowych zakupów.


Zaopatrzyłam się w kilka produktów do makijażu. Podczas dużej promocji (-50%) w Drogerii Super-pharm kupiłam podkład i korektor Maybelline z serii Fit Me oraz korektor z gąbeczką marki Rimmel. Skorzystałam też z promocji w Rossmannie. Zrobiłam niewielkie zakupy przez internet, ale niestety nie wszystkie produkty, które mnie interesowały, były dostępne. Skusiłam się na róż Ecstasy w odcieniu nr 1 oraz paletkę do konturowania w wersji light marki Wibo oraz dwie pomadki Rimmel: matową płynną w odcieniu nr 200 pink blink i matową klasyczną nr 200 salute. Obie są świetne.


Ale to nie wszystkie nowości do ust. W Biedronce do koszyka wrzuciłam płynną matową pomadkę marki Bell nr 02.

Moją kolekcję uzupełnił też bronzer Sensique  w pięknym, chłodnym odcieniu 107 natural tan, kupiony w Drogerii Natura. Po kilku użyciach jest moim ulubieńcem. 

Z katalogu Avon zamówiłam świetny lakier do paznokci w odcieniu wandering rose oraz tusz do rzęs.


Przechodząc do pielęgnacji... Najnowszy majowy numer "Zwierciadła" można upolować z odżywczym płynem micelarnym i kremem do rąk marki Vianek za 9,99. Polecam poszukać, bo cena jest niezwykle atrakcyjna. Ponadto do gazety Face&Look była dołączona pomadka z tej samej serii za 4,99. Nic, tylko brać :)


W Biedronce rzuciła mi się w oczy nowa seria produktów do twarzy  marki Marion. Zwykle nie sięgam po produkty tej firmy, ale skuszona ładnymi opakowaniami sprawdziłam skład i zdziwiłam się, że nie jest zły. Zdecydowałam się więc na peeling oraz żel do mycia twarzy.

W Drogerii Super-pharm kupiłam esencję marki Miya, której skład oparty jest na wodzie różanej. Już dawno na nią polowałam, a i cena była bardzo atrakcyjna. 

Mam kilka żeli pod prysznic w zapasie, ale niestety nie przeszkodziło mi to w zakupie kolejnego: w Rossmannie skusiłam się  na żel Alterry o zapachu truskawek.


W moich zakupach królują truskawki. Z katalogu Avon zamówiłam żel pod prysznic oraz balsam o nucie truskawek i białej czekolady. Brzmi pysznie :) Zaopatrzyłam się również w dwa zapachy. Pierwszym jest nowość w asortymencie marki: nowa wersja wody perfumowanej Luck - Luck Limitless. Pachnie lekko, świeżo, nieprzeszkadzająco, "biurowo". Drugim nowym zapachem u mnie jest mała wersja wody toaletowej Femme o pięknym, kobiecym, ale delikatnym zapachu.

Myślę, że moje zakupy były bardzo udane i z przyjemnością będę używała powyższych produktów. Tym bardziej cieszę się, że udało mi się kupić powyższe kosmetyki w okazyjnych cenach. Podliczyłam, ile wydałam łącznie na te produkty. Wyszła mi kwota 165 zł, więc całkiem przyjemnie :) Używałyście coś z moich nowości?


czwartek, 12 kwietnia 2018

Kilka nowości w mojej kosmetyczce

12/04/2018


Pewnie też tak macie, że czasami "całkiem przypadkiem" trafiają do Was produkty, których zakupu nie planowałyście. Natrafiłyście na nie przypadkiem na przykład podczas zakupów w dyskoncie czy podczas zakupów ubraniowych. To właśnie w taki sposób moja toaletka wzbogaciła się o nowy zapach tj. wodę toaletową Zara Pure Selection oraz maseczkę do twarzy Tołpy. W Drogerii Natura wpadły mi w oko dwie rzeczy: matowa pomadka w płynie Kobo w odcieniu honeymoon
(używałam jej już kilka razy i polubiłam) oraz złoty brokatowy lakier do paznokci Essence w odcieniu on air (jeszcze nie wypróbowałam, ale w opakowaniu wygląda prześlicznie). Z kolei z katalogu Avon wybrałam wodę toaletową Sensuelle.

Miesiąc bez choć jednego produktu z Rossmanna byłby miesiącem straconym ;) Kupiłam nową w ofercie Isany sól do kąpieli oraz w "cenie na do widzenia" (12 zł) bananowe masło do ciała Organic Shop. Po raz pierwszy przetestuję również pianki do mycia ciała: zaopatrzyłam się w dwie: Isana i Nivea.

Powyższe produkty kupiłam na przełomie marca i kwietnia, ale to nie znaczy, że to wszystkie nowości u mnie. Od tego czasu popełniłam jeszcze trochę zakupów, które przedstawię za jakiś czas. Pozdrawiam :)

poniedziałek, 2 kwietnia 2018

Oczyszczanie kosmetyczki, czyli projekt denko - luty i marzec

2/04/2018


Przyszedł czas na kolejny projekt denko, co oznacza, że moje kosmetyczne zapasy powoli się zmniejszają, co mnie ogromnie cieszy. Niżej podsumowanie zużyć z minionych dwóch miesięcy.


Nivea - odżywka do włosów puszących się i trudnych do ułożenia. Świetnie się u mnie sprawdziła, miała dodawać blasku i rzeczywiście to robiła. Włosy po jej zastosowaniu wyglądały naprawdę ładnie. 

Tołpa - mydło borowinowe do odnowy biologicznej. Stosowałam je do mycia całego ciała i świetnie się sprawdziło. Było przyjemnie zbite, nie "ciapało" się tak jak zwykłe mydła w kostce.

Sylveco - próbka balsamu myjącego do włosów z betuliną. Któraś z kolei próbka,  która sprawiła, że coraz bardziej lubię ten produkt.

Be Beauty - zmywacz w chusteczce. Świetna forma, w sam raz na wyjazdy, wystarczy na zmycie lakieru ze wszystkich paznokci. Ogromny plus za brak nieprzyjemnego zapachu i ładne "naolejowanie" paznokci.


Be Organic - masło do ciała szałwia i miłorząb japoński. Fajne, gęste masło, które serdecznie polecam. Zapach jak i skład miało  bardzo naturalny.

Yves Rocher - szampon odbudowujący. Bardzo dobry szampon o ładnym zapachu.

Nacomi - arganowy krem pod oczy. Bogata konsystencja, bardzo dobry skład, wysoka wydajność, niewysoka cena. Stosowałam i na dzień i na noc. W dzień dobrze współgrał z korektorem, a po posmarowaniu okolic oczy na noc, po przebudzeniu nawilżenie nadal było wyczuwalne. Niczego więcej nie oczekuję. To chyba najlepszy krem pod oczy jakiego dotąd używałam. 


Sensodyne - pasta do zębów. Świetna.

Bielenda - płyn dwufazowy do demakijażu oczu i ust. Super produkt, bez problemu wykonywałam nim demakijaż oczu - radził sobie bez zarzutu z każdym tuszem, kredką czy cieniem. W użyciu kolejny. Polecam.

Biochemia Urody - peeling perłowy drobnoziarnisty. To najmocniejszy peeling z jakim miałam do czynienia. Miał postać jasnego proszku, z którego po zmieszaniu z wodą robiła się papka. Był w porządku, jednak nie kupię go ponownie. 


Eveline - zmywacz do paznokci z pompką bezacetonowy. Świetny, wygodny w użyciu i bardzo wydajny - wystarczył mi na rok używania. Bez problemu usuwał każdy lakier. Z pewnością kiedyś do niego wrócę.

Avon - peeling do stóp o zapachu wanilii i porzeczki. Nie lubiłam go, ponieważ nie widziałam jakichkolwiek efektów po jego użyciu. Drobinki miał małe i nieostre, a stopy wolę traktować czymś mocniejszym. Nie polecam.


Avon - krem do stóp o zapachu wanilii i porzeczki. Lubiłam go, ponieważ szybko się wchłaniał, jednak nawilżenie które dawał, nie było długotrwałe.


Yves Rocher - odżywka do włosów przywracająca blask z wyciągiem z nagietka. Drugie zużyte opakowanie. Lubiłam tę odżywkę, jednak jej działanie nie było jakieś oszałamiające.

Isana - krem do rąk rumiankowy. Fajny, szybko się wchłaniał, tani, o przyjemnym zapachu.

Yves Rocher - próbka żelu-kremu matującego na dzień. Wystarczyła na dwa razy i wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


The Body Shop - żel pod prysznic smoky poppy. Mimo niewielkiej pojemności był bardzo wydajny, pachniał pięknie, unikatowo, dymnie... mmm...

L'oreal - eyeliner czarny super liner perfect slim. Dobry, i precyzyjny. Czasami lekko się zapychał, ale było to chwilowe. Myślę, że kiedyś kupię ponownie.

Janda - maseczka na każdą porę dnia zastrzyk nawilżenia. Świetna!


Kneipp - żel pod prysznic. Bardzo dobry, nie przesuszał i przyjemnie, delikatnie pachniał.

Yves Rocher - serum do włosów. Stosowałam na wilgotne włosy przed suszeniem. Bardzo dobrze się sprawdziło.

Yves Rocher - mleczko do ciała. Miałam kiedyś pełną wersję. Dobrze nawilżało i odżywiało skórę.


Ecodenta - pasta do zębów z wyciągiem z siedmiu ziół. Świetna.

Tołpa - antycellulitowy peeling pod prysznic. Fajny, bardzo delikatny peeling, którego śmiało można było używać jak żelu pod prysznic. Mimo, że był w porządku, stawiam albo na prawdziwy peeling albo na żel, a nie mieszankę tych dwóch produktów.

Avene - żel oczyszczający do mycia twarzy i ciała. Używałam go do twarzy i w tej roli świetnie się sprawdził. Po jego użyciu konieczne było użycie produktu nawilżającego, ponieważ czasami lekko przesuszał.


Wibo - puder bananowy sypki. Ulubieniec nie od dziś. W użyciu mam oczywiście kolejne opakowanie. 

Eveline - płynny jedwab do włosów. Nie zużyłam go nawet do połowy. Stosowałam na końcówki i za każdym razem miałam wrażenie, że puszy włosy i sprawia że wyglądają gorzej.

Sylveco - próbka szamponu do włosów pszeniczno-owsianego. W porządku, ale wyżej wspomniany balsam był lepszy. 

Maybelline - cień w kremie color tatoo w odcieniu creme de nude. Tragiczny produkt. Próbowałam stosować go jako bazę pod cienie, ale wyglądał na powiekach okropnie. Szybko zasechł. Nie polecam.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam do końca w ostatnim czasie. Za każdym razem po publikacji "denka" bardzo się cieszę, że mogę już wyrzucić te wszystkie puste opakowania, a jeszcze większą radość mam z tego, że mogę testować nowe produkty.

piątek, 30 marca 2018

Marcowe nowości w mojej kosmetyczce

30/03/3018


W marcu popełniłam duże zakupy, głównie pielęgnacyjne. Przeważają kosmetyki o dobrych, naturalnych składach, czyli takie, jakie lubię najbardziej. W większości są to produkty, które ciekawiły mnie od dawna. Co prawda nie musiałam robić zakupów "na już", ponieważ zapasy mam spore, ale wiadomo... skusiły mnie głównie duże promocje.

Kosmetyki Vianek czy Sylveco stale goszczą w moim kosmetycznym zbiorze, ponieważ w większości dobrze mi się sprawdzają. Asortyment mają bardzo szeroki, więc wciąż mam na oku coś z ich oferty. Tym razem skusiłam się na produkty, których jeszcze nie miałam tj. odżywczy krem pod oczy, nawilżający tonik-mgiełkę, peeling i maseczkę normalizującą oraz balsam na rozstępy. Dobre opinie słyszałam o żelu do mycia twarzy Cosnature, więc również o niego uzupełniłam moją kosmetyczkę. Ostatnio zaciekawił mnie też multifunkcyjny peeling marki Resibo, ale wolałam najpierw kupić mniejszą wersję w saszetce. Do mojego zakupowego koszyka wpadły również: hydrolat z czystka marki Mohani, maska do włosów Banii Agafii, sól do stóp Bochneris i kawowy peeling do ciała Eco Lab. Wróciłam też do płynu dwufazowego Bielendy. W Biedronce dorwałam dwa żele pod prysznic Le Petit Marseillais, a w sklepie New Look za grosze kupiłam zmywacz do paznokci. Ostatnimi nowościami są naturalne perfumy w olejku Song Of India oraz pomadka L'oreal w czerwono-pomarańczowym odcieniu. 


Jeśli znacie produkty, które są u mnie nowościami, dajcie znać czy byłyście z nich zadowolone :)






środa, 7 marca 2018

Zakupy kosmetyczne ostatnich miesięcy

7/03/2018


Wcześniej regularnie co miesiąc pokazywałam moje kosmetyczne nowości, ostatnio dość mocno się opuściłam i w tym wpisie zaprezentuję produkty, które kupiłam w grudniu, styczniu i lutym. W porównaniu do poprzednich miesięcy, zakupy nie są aż tak duże, dlatego jestem z siebie dumna. Staram się zużywać, zużywać, bo zapasów mam jeszcze sporo...


Do mojej toaletki przywędrowało kilka nowych kosmetyków do makijażu. Puder bananowy Wibo i kamuflaż Catrice stale goszczą w mojej kosmetyczce - gdy kończę, kupuję kolejne. Z całkowicie dotąd mi nieznanych produktów sprawiłam sobie trzy kosmetyki do ust tj.: zestaw (matowa pomadka w płynie i konturówka) Make Up Revolution w odcieniu echelon, pomadkę Avon w odcieniu lustering nude oraz jasnoczerwoną pomadkę Golden Rose (nr 67). Skusiłam się też na bezbarwny żel do brwi Rimmel oraz rozświetlacz w pisaku Essence.


Pielęgnacji jak zawsze jest więcej:) Produkty, do których powróciłam, to: płyn micelarny Biolaven, maseczka błotna Sephory oraz maska drożdżowa Banii Agafii. Wspomniany micel i krem do rąk Indigo były dołączone do magazynu Elle. Wśród nowości są również dwa zapachy Avon: Always oraz Life. Pozostałe produkty to szampon i balsam Nivea, odżywka Gliss Kur, żel pod prysznic i micel Yves Rocher, woda różana KTC oraz zimowe mydło do rąk Yope.

Jestem ciekawa czy znacie kosmetyki, które są u mnie nowościami?

poniedziałek, 12 lutego 2018

Ogromny projekt denko - grudzień i styczeń

12/02/2018


Po dłuższej przerwie w publikowaniu wpisów, przyszedł czas na prezentację kosmetyków, które dobiły denka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Jak widać, uzbierało się ich sporo, co bardzo mnie cieszy. Zapraszam na krótkie recenzje produktów zużytych w grudniu i styczniu.


Alterra - szampon do włosów nadający blasku morela i pszenica. Świetny. Wszystko mi w nim odpowiadało: zapach, skład, konsystencja, działanie - z pewnością do niego powrócę.

Isana - sól do kąpieli o zapachu alpejskich ziół. Pachniała świeżo, barwiła wodę na zielono. Nie robiła zbyt dużej piany, ale i tak była fajna.

Ministerstwo Dobrego Mydła - mydło w kostce czekomięta. Używałam zarówno do mycia całego ciała, jak i do mycia rąk i byłam z niego bardzo zadowolona. Sprawdziło się świetnie, pięknie pachniało, a zatopione w nim kawałki liści mięty dodatkowo peelingowały skórę.


Nacomi - olej z pestek winogron. Nie jestem najlepsza w zużywaniu olejów różnego typu, co widać na załączonym obrazku. Ten muszę wyrzucić, bo termin na jego zużycie minął. Oleju używałam pod oczy, tak jak zaleca producent. Użyłam go wiele razy, czego nie widać po zużyciu, co świadczy o tym, że jest bardzo wydajny. Sama forma stosowania oleju zamiast kremu do mnie nie przemówiła. 


Catrice - kamuflaż. Mój ulubiony - w awaryjnych sytuacjach sprawdzał się idealnie.


Efektima - masło do ciała. Było w porządku, ale jego zapach niezbyt przypadł mi do gustu.


Ministerstwo Dobrego Mydła - olej z pestek śliwki. Kolejny olej, którego nie zdążyłam zużyć. Stosowałam go do pielęgnacji końcówek włosów oraz od czasu do czasu wieczorem na całą twarz. Olej pachniał intensywnie marcepanem, za którym nie przepadam. Myślę, że najlepiej sprawdziłby się w pielęgnacji skóry suchej.

Benefit - tusz do rzęs They're Real. Pięknie rozdzielał i pogrubiał rzęsy, nie osypywał się, a do tego miał świetną szczoteczkę.

Essence - żel do brwi Make Me Brow w odcieniu 02 browny brows. Bardzo dobry, nadawał lekkiego koloru, dobrze utrwalał brwi. Polubiłam go na tyle, że w użyciu mam już kolejne opakowanie.


Marion - olejek do włosów. Kolejny olejek, którego nie zdążyłam zużyć. Zużyłam go do połowy. Stosowałam na końcówki. Pięknie pachniał.

Hada Labo Tokyo - maska w płachcie głęboko nawilżająca. Nie zachwyciła mnie ta maseczka. Nie zauważyłam po jej użyciu żadnego efektu. Nic specjalnego.

Yves Rocher - próbka kremu na noc. Nic specjalnego.


Sylveco - tymiankowy żel do mycia twarzy. Mój ulubieniec. Za całokształt - zapach, skład, działanie, opakowanie z pompką. Jeśli nie próbowałyście, koniecznie nadróbcie zaległości.

Biolaven - płyn micelarny. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, spełnił wszystkie moje wymagania. To już drugie zużyte opakowanie i w kolejce czeka kolejne. Miał przyjemny zapach lawendy i winogron oraz bardzo dobry skład.

Sally Hansen - lakier do paznokci nr 140 rockstar pink. Pięknie wyglądał na paznokciach, był w sam raz na świąteczno - sylwestrowy czas. Niestety dość szybko się zdzierał, a (jak to zwykle z brokatami bywa), jego zmywanie nie zależało do najłatwiejszych).


Vianek - balsam do ciała łagodzący. Świetny produkt o rewelacyjnym składzie i przepięknym zapachu. Szybko się wchłaniał, ale pozostawiał skórę odżywioną i nawilżoną. Dodatkowy plus za pompkę.

Dove - szampon. Miał kremową, bardzo gęstą konsystencję, co niezbyt mi odpowiadało. Obciążał włosy i miałam wrażenie, że włosy po umyciu nim szybciej się przetłuszczały. Nie kupiłabym ponownie.

Sylveco - peeling enzymatyczny. Nie polubiłam się z nim, ponieważ nie lubię tej formy oczyszczania twarzy. Próbowałam, lecz niestety, wyrzucam połowę. Stosowałam się do zaleceń producenta, jednak nie zaobserwowałam oczyszczenia skóry. Wolę peelingi ziarniste (np. jego korundowego starszego brata), ponieważ po ich użyciu widzę efekt od razu. Myślę, że peeling taki, jak ten, lepiej sprawdziłby się przy bardzo wrażliwej skórze.  


Organic Shop - maska do włosów awokado i miód. Była bardzo gęsta i treściwa, trzeba było uważać z nakładaną ilością, bo lekko obciążała włosy. Ogólnie była ok, ale mnie nie zachwyciła.

Marion - oczyszczający plaster na nos z aktywnym węglem bambusowym. Faktycznie widocznie oczyścił pory na nosie.

Vichy - próbka kremu pod oczy. W porządku, jednak przez przypadek dostał mi się do oczu i wywołał koszmarne szczypanie.


Delia - lakier czarny z brokatem nr 507. Wyglądał przepięknie, jednak bardzo szybko zasechł w opakowaniu. Jak to z brokatowymi lakierami bywa, by go zmyć trzeba było spędzić w łazience 15 minut.

Rimmel - lakier bialy nr 703 white hot love. Ładny, trwały, dwie wersje pokrywały płytkę paznokcia, do tego miał wygodny, szeroki pędzelek.

Janda - maseczka na dobranoc. U mnie się nie sprawdziła. Użyłam ją dwa razy i mam wrażenie, że produkt mnie zapchał.


Bilka - żel do higieny intymnej. Kupiłam go w drogerii internetowej z naturalnymi kosmetykami, więc założyłam że jego skład będzie w porządku (na stronie nie był podany). Niestety, skład był okropny i z pewnością nie użyłabym takiego produktu do mycia okolic intymnych. Zużyłam do mycia pędzli i rąk i w tej roli sprawdził się bardzo dobrze.

Nacomi - cukrowy peeling do ciała. Pięknie pachniał pomarańczami. Pozostawiał skórę miękką i lekko natłuszczoną. Nie trzeba było po jego użyciu nakładać balsamu. Polecam.

Evree - peeling cukrowy do ust o smaku pomarańczowym. Nie zużyłam do końca, ponieważ mimo, że się nie przeterminował, zaczął nieprzyjemnie pachnieć. Dla mnie jest to zbędny i mało wygodny w użytkowaniu gadżet. Używam teraz pomadki z peelingiem Sylveco, która sprawdza się o niebo lepiej.


Isana - zmywacz do paznokci bez acetonu. Bardzo dobry produkt, kupiłam jego większą wersję.

Origins - krem do twarzy Gin Zing. Krem był bardzo lekki, pachniał pomarańczami, ale nie zauważyłam jego działania. Dlatego za tą cenę uważam, że nie jest wart zakupu.

Clarins - próbka kremu na dzień. Wystarczyła na kilka dni używania. Krem był w porządku, ale jakoś specjalnie mnie nie zachwycił.


Yves Rocher - żel pod prysznic o zapachu lawendy i jeżyny. Zapach przyjemny, świeży. Konsystencja rzadka i lejąca, dlatego dość szybko się skończył.

Tołpa - płyn micelarny. Wielka butla, ale mimo to bardzo szybko się skończył - to wina zbyt dużego otworu w opakowaniu. Sam produkt był bardzo dobry, z dobrym składem. Może nie zmywał makijażu tak skutecznie jak Garnier, ale i tak go lubiłam.

Sylveco - próbka balsamu myjącego do włosów z betuliną. Zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie.


Dove - antyperspirant. Lubię antyperspiranty tej marki i to już któreś z kolei zużyte opakowanie. Nie lubię sztyftów, ani kulek, dlatego mój wybór zwykle pada na te w sprayu. Chronią dla mnie wystarczająco, nie zostawiają białych śladów na ubraniach. Tę wersję zapachową lubię najbardziej.

Sylveco - pasta do zębów. Ze wszystkich niedrogeryjnych past, ta jest w pierwszej trójce. Miała fajny smak, super naturalny skład i jest bez fluoru. Kupię kolejną.

Blend-a-med - pasta do zębów. Nie przepadam za pastami tej marki, ale ta nie była zła.

I to już wszystkie puste opakowania po produktach, które za chwilę z satysfakcją wyrzucę do kosza. Znacie coś z moich zużyć?