środa, 21 sierpnia 2019

Nowości w kosmetyczce: maseczki marki Avon

21/08/2019


Dziś chciałabym Wam zaprezentować kilka produktów z oferty marki Avon. Ostatnio otrzymałam je do przetestowania i dziś przychodzę z moim pierwszym wrażeniem o tych kosmetykach. Są to produkty do pielęgnacji twarzy, głównie maseczki. Istotny jest fakt, że jest to moje pierwsze spotkanie z produktami do twarzy tej marki. 

Pewnego pięknego wieczoru jako pierwszą postanowiłam wypróbować  odżywczo-nawilżającą maseczkę z platyną Anew Platinum Precious Metal Mask. Zgodnie z zaleceniami nałożyłam grubą warstwę i zostawiłam na twarzy 15 minut. Po tym czasie wyglądała tak samo, nie zaschła. To była moja pierwsza maseczka metaliczna, więc efekt milionów drobinek brokatu w kolorze jasnoniebieskim bardzo mnie rozweselił. Zmycie jej z twarzy było dość kłopotliwe, choć myślałam, że przez taką ilość drobinek będzie jeszcze trudniej. Po jej zmyciu twarz była bardziej nawilżona i rozświetlona. 



Jako kolejny poszedł w ruch regenerujący krem-maska na noc. Nałożyłam go wieczorem dość grubą warstwą, po czym wmasowałam w skórę twarzy. Rano nadal czułam jego obecność na twarzy. 



Następnego dnia wieczorem zastosowałam odmładzającą maseczkę peel-off ze złotem. Ta też miała wiele drobinek, ale nie było problemu z jej zmyciem, ponieważ zastygała na twarzy i bez problemu ją ściągnęłam. Ta maska to wg mnie maseczka do nałożenia najlepiej przed większym wyjściem. Widocznie rozświetliła cerę i zauważyłam, że mocno zwężyła pory. 

Na temat emulsji na noc ze złotem się nie wypowiem. Nie mam zamiaru jej używać, ponieważ jest przeznaczony raczej dla starszych kobiet. Muszę jednak powiedzieć, że jest to ulubiony krem mojej mamy i cioci. Obie używają go już od kilku lat i są bardzo zadowolone. Mało tego, nie wyobrażają sobie zmiany na inny. Moja mama twierdzi, że gdy zastosuje jakiś inny, twarz rano wygląda o wiele gorzej. 



Jeśli chodzi o maseczki w płachcie, to każda z nich była dobrze wycięta i bardzo mocno nasączona. Tak mocno, że spokojnie można było użyć ich dwa razy. Po ich ściągnięciu wklepywałam w skórę pozostałą esencję, po czym nakładałam makijaż. Nie musiałam już nakładać kremu, bo nie było takiej potrzeby, a makijaż ładnie wyglądał. Najbardziej przypadła mi do gustu wersja rozświetlająca. 



Więcej informacji o tych i innych produktach marki Avon znajdziecie TUTAJ .

piątek, 2 sierpnia 2019

Projekt denko - czerwiec i lipiec

2/08/2019


Dziś przychodzę z prezentacją moich śmieci. Tym razem będą to krótkie recenzje produktów, które udało mi się wykończyć w czerwcu i lipcu. Jestem zadowolona, że jest tego dość dużo oraz że mało wśród nich produktów słabych. Zapraszam do zapoznania się... 


Isana - żel pod prysznic o zapachu waniliowym. Właściwości myjące miał ok, ale jego zapach był dla mnie nie do zniesienia. Był okropnie mdły i sztuczny. Jakoś się z nim przemęczyłam, bo nie lubię wyrzucać niezużytych produktów, ale niesmak pozostał.

Be Beauty - chusteczki odświeżające. Świetne na co dzień do torebki. Przydawały się do różnych celów np. przetarcia butów.

Perfecta - booster. Skuszona pozytywnymi opiniami w sieci kupiłam ten produkt, choć nie wierzyłam, że kosmetyk z niezbyt dobrym składem u mnie się sprawdzi. A tu niespodzianka. Używałam z przyjemnością rano pod makijaż, który pięknie wyglądał aż do wieczora. A do tego rozświetlenie cery i piękny zapach pomarańczy... super.

Yankee Candle - wosk summer scoop. Zapach miał ładny, choć bardzo słodki i w nadmiarze mogący przytłoczyć. Ja jestem z grupy miłośników zapachów bardziej kwiatowych niż jedzeniowych.


Sense of Nature - próbka szamponu. Był ok.

Too Faced - baza pod cienie. To już moje drugie zużyte opakowanie. Baza była świetna i bardzo wydajna. Wszystkie cienie trzymały się na niej bez zarzutu, nie zbierały się w załamaniach i wyglądały dobrze przez cały dzień. Serdecznie polecam.

Tołpa - odnawiająca maska- peeling złuszczająca. Po jej użyciu zauważyłam, że skóra jest bardziej oczyszczona. Fajna maska.

Avon - woda toaletowa Perceive. To klasyk tej marki, który kojarzy chyba większość kobiet. Mnie się już znudził, choć jest ładny, kojarzy mi się z czystością. Wyrzucam połowę, bo mam go już długo i po aplikacji nie pachnie już tak jak wcześniej, chyba się zepsuł.


Bania Agafii - momentalna maska do włosów. Nie przypadła mi do gustu. Włosy po jej użyciu były lekko splątane i szorstkie. Niewarta uwagi.

Bania Agafii - regenerujący peeling do stóp, redukcja zgrubień i nagniotków. Był bardzo słaby i zbyt delikatny do peelingu stóp. Zużyłam, ale działania nie widziałam żadnego. 

Organic Shop - bananowy krem do ciała. Zużycie 450 ml opakowania było dla mnie nie lada wyczynem, ale się udało. Masło dobrze się rozprowadzało, nawilżało skórę, miało dobry skład i przyjemnie pachniało bananem. Mimo tych plusów raczej nie zdecydowałabym się ponownie na tak duże opakowanie, bo tego typu produkty szybko mi się nudzą. 


Be Beauty - chusteczka do higieny intymnej. Bardzo dobra. Fajnie, że pakowane są po jednej sztuce.

Vichy - próbka kremu. Miałam wrażenie, że lekko zapchał moją skórę. To już któraś z kolei próbka jakiegoś produktu tej marki i za każdym razem zachwytu nie ma.

Dermika - maseczka z zestawu na każdy dzień tygodnia. Ta była z białą i żółtą glinką i masłem shea. Była fajna, a skóra po jej użyciu była bardziej rozświetlona.

Missha - krem bb nr 21. Świetny. Utrzymuje się i wygląda na mojej skórze ładnie przez cały dzień. Jest lekki, więc na lato idealny, ma też wysoki spf. W użyciu mam kolejne opakowanie, lecz w ciemniejszym odcieniu.

Miya - esencja. Miała jeden z najpiękniejszych zapachów, jaki spotkałam w kosmetykach. Stosowałam ją zamiast toniku. Niestety jej działanie nie zachwyciło mnie, ponieważ go nie zauważyłam. Skóra po jej użyciu była lekko ściągnięta, a tego efektu nie lubię. 


Blend-a-med - dobra pasta do zębów.

Biochemia Urody - olejek myjący o zapachu zielonej  herbaty. Stosowałam go jako pierwszy etap demakijażu. Nalewałam odrobinę na zwilżone dłonie i masowałam skórę twarzy. Delikatnie zmywał makijaż. Ma w składzie emulgator, więc można było zmywać go tylko wodą, ale ja i tak zawsze po jego użyciu dla pewności używałam płynu micelarnego i żelu do mycia twarzy (i zawsze jeszcze na waciku znajdowały się resztki makijażu). Produkt sam w sobie świetny, w użyciu mam kolejny, tylko w innej wersji zapachowej.

Isana - żel pod prysznic z ekstraktem z plumerii. Świetny, a zapach boski. Idealny na lato, w 100% trafia w mój zapachowy gust.

Vianek - nawilżający żel do higieny intymnej z ekstraktem z liści mniszka. Dobry, nieagresywny, naturalny. Czego chcieć więcej?


Organic Shop - peeling do ciała. Bardzo dobry peeling cukrowy. Świetnie peelingował skórę, cukier nie rozpuszczał się od razu, nie miał w składzie parafiny, więc nie pozostawiał nieprzyjemnej tłustej warstwy.

Bielenda - żelowa maseczka normalizująco - matująca. Była ok, choć większego efektu po jej użyciu nie zauważyłam.

Vianek - odżywcza pomadka ochronna z olejem z pestek moreli. Przyjemna, naturalna pomadka, którą stosowałam przed snem. Ładnie pachniała i nawilżała usta. Niestety nie zdążyłam jej zużyć, gdyż bardzo szybko zjełczała.

Ziaja - tonik ogórkowy. Przeciętny. Ani dobry, ani zły. Fajny do przemycia twarzy, ale nic nie robił.

L'oreal - maseczka detoksykująco - rozświetlająca. Typowa maska glinkowa. Jakiegoś specjalnego działania nie zauważyłam, ale krzywdy też nie zrobiła. Bardzo trudno było ją zmyć.

Ecocera - puder ryżowy. Miałam kiedyś ten puder w formie sypkiej, ale ten prasowany sprawdzał mi się o wiele lepiej. Stosowałam go na strefę T, pod oczy był zbyt matujący. Trzeba aplikować go z umiarem, bo nałożony w nadmiarze może lekko bielić skórę. Ogólnie puder godny uwagi.

Biotherm - próbka kremu. Miał żelową konsystencję, szybko się wchłaniał, a jednocześnie nawilżenie było nadal wyczuwalne. Użyłam dwa razy na noc. Pachniał jakby pokrzywą, nie wiem... czymś zielonym, świeżym. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.


Isana - kremowe mydło o zapachu róży. Dobre, nie przesuszało moich dłoni. Polecam, choć nie do końca tą wersję zapachową (bardzo słodka).

Make Me Bio - woda różana. Nie przypadła mi do gustu. Nie podobał mi się jej sztuczny zapach i fakt, że skóra po jej użyciu była za każdym razem ściągnięta. Niezbędne było użycie czegoś jeszcze.

Yves Rocher - próbka wody perfumowanej Oui a l'amour. Na początku zapach mi się nie spodobał, ale zostawiłam nasączoną chusteczkę w pokoju i przyjemny zapach był wyczuwalny przez dwa dni.  

Babydream - żel do kąpieli i szampon. Był delikatny i przyjemnie pachniał. Dodatkowy plus za pompkę. Świetnie sprawdził się u mojego Maluszka. W użyciu mamy już kolejne opakowanie.

Cosnature - krem do twarzy z solanką. Był dość tłusty i gęsty, przez co trudno się rozprowadzał i wolno wchłaniał. Był bardzo wydajny i ładnie pachniał. Dobry krem nawilżający, który sprawdzał się zarówno na dzień pod cięższy podkład, jak i na noc. Fajny, ale nie kupię ponownie.

La Roche-Posay - żele do mycia twarzy. Były dość mocne, więc nie można było z nimi przesadzać. Stosowane codziennie mogłyby wysuszyć skórę. 


Bourjois - róż do policzków w odcieniu 03 brun cuivre. To moje drugie opakowanie tego produktu. Kupiłam ponownie ze względu na ładny odcień, ale niestety znów działo się z nim to samo. Róż jakby "zasychał", robiła się na nim jakby warstwa, przez co aplikacja była prawie niemożliwa. Wyrzucam, bo nie chce mi się z nim dalej męczyć.

Estee Lauder - serum. Stosowałam je solo na noc i moja skóra rano wyglądała naprawdę ładnie. Mimo to myślę, że taki efekt można uzyskać za niższą cenę. Tą miniaturkę można dostać w Douglasie w zestawie z kremem z tej samej serii za 50 zł, więc warto wypróbować.

Nuxe - suchy olejek. Stosowałam do twarzy, włosów i ciała. Nie przepadam za olejami, ale ten był ok. Największy plus za obłędny zapach. Chyba kiedyś sprawię sobie perfumy o tym zapachu, bo marka ma takowe w swojej ofercie.

Yankee Candle - wosk flowers in the sun. Wosk pięknie pachniał latem, łąką, kwiatami. Zapach nie przytłaczał.

I to już wszystkie zdenkowane przeze mnie w ostatnim czasie produkty. Wg Was to dużo? Mało? Znacie coś?


wtorek, 25 czerwca 2019

Projekt denko - kwiecień i maj

25/06/2019


Już prawie koniec czerwca, a ja dopiero przychodzę z prezentacją zużyć kwietnia i maja. No ale lepiej późno niż wcale ;) Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami.


The Body Shop - antyperspirant truskawkowy w kulce. Nie przepadam za kulkami, dlatego może ten produkt niezbyt mi podpasował. Poza tym  niestety pachniał dość sztucznie. Nie zostawiał białych śladów i dobrze chronił, choć ja nie mam większych problemów z potliwością. 

Iossi - krem nawilżający. Świetny! Stosowałam go na noc i nawilżenie było faktycznie widoczne. Rano skóra wyglądała bardzo ładnie. Myślę, że kiedyś ponowię zakup. 

Biały Jeleń - naprawcza maska do twarzy pozbawionej wigoru. Była do maska, którą można zostawić na noc. Ja takowych nie lubię, więc nie przypadła mi do gustu. 



Isana - szampon przeciwłupieżowy. Był bardzo dobry, świetnie oczyszczał a do tego jest bardzo tani. Polecam.

Bioderma - płyn micelarny. Był w porządku, ale niczym nie różnił się od drogeryjnych, o wiele tańszych. 

Himalaya - pasta do zębów. Fajna.

Sense of Nature - mini mydełka do rąk. Nie ciapciały się i nie przesuszały rąk, więc były ok.



Wibo - żel do brwi. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał. Z natury mam ciemne brwi, które nie potrzebują dodawania koloru. Ten był bezbarwny, więc w sam raz dla mnie. Niestety nie sposób zużyć go do końca, gdyż zmienia kolor. To drugie opakowanie i w poprzednim było tak samo.

Bielenda - próbka kremu nawilżającego olej z konopi i szafran. Był fajny, ale próbka za mała, by powiedzieć coś więcej. 

Yves Rocher - próbka perfum. Próbki perfum w formie nasączonej chusteczki nie do końca mi odpowiadają.

Lierac - tak nijakiego produktu dawno nie używałam. Był tak przeciętny i nie dawał żadnego efektu, że aż żal, ponieważ nie jest tani.



Lirene - ujędrniający olejek do ciała i biustu przeciw rozstępom. Nie wierzę w działanie tego typu produktów, ale ten był fajny i bardzo ładnie pachniał.

Eveline - płyn micelarny. Był świetny, może nawet lepszy od ulubieńca z Garniera. Tak mi się spodobał, że kupiłam ostatnio na wypróbowanie trzy inne tej marki.

Avon - tusz do rzęs. Nie był zły, ale szczoteczkę miał tak wielką, że trudno było nim malować rzęsy. Poza tym nie osypywał się i był w porządku.



Vianek - peeling do rąk. Dla mnie to produkt zbędny, gdyż moje dłonie są w bardzo dobrej kondycji. Użyłam może dwa razy, przeterminował się.

Iossi - serum nawilżające. Bardzo dobre serum, którego używałam solo na noc. Na równi dobre, jak jego rozświetlający kolega. 

Vichy - próbki kremu pod oczy. Na noc był bardzo fajny, z kolei nie nadawał się pod makijaż, ponieważ mocno się rolował.


Uriage - woda termalna. Najlepsza, ponieważ nie trzeba jej osuszać. Stosowałam ją głównie po peelingu lub maseczce. 


Cetaphil - emulsja do mycia ciała i włosów dla dzieci. Była w porządku, maluszkowi nie zaszkodziła, ale mamy już innego ulubieńca z tej kategorii, który zostanie z nami na dłużej.

Nivea - pianka do mycia ciała. Bardzo dobra gęsta i pianka o świetnym zapachu. Używałam ją też do golenia i w tej roli również sprawdziła się świetnie.


Ziaja - próbka mleczka do ciała dla dzieci i niemowląt. Zużyłam ją ja, ponieważ nie użyłabym dla maluszka produktu z nie do końca dobrym składem. Nic specjalnego.


Colgate - pasta do zębów. Była dobra.

Lovely - tusz do rzęs. Jeden z ulubionych. To już któreś z kolei zużyte opakowanie. Fajnie rozdziela, wydłuża i nie skleja rzęs. Kto nie próbował, koniecznie musi nadrobić :)

Cien - chusteczki nawilżane. Do kupienia w Lidlu. Idealne do torebki, bo przydają się do wielu rzeczy.


Dove - antyperspirant. Był bardzo dobry, jak z resztą wszystkie tej marki, jakich do tej pory używałam. Polecam.

Be Beauty - chusteczki do higieny intymnej. Miały dobry skład i są oddzielnie pakowane, więc w sam raz do torebki.

Clinique - próbka kremu na dzień. Był bardzo fajny.

Yankee Candle - wosk zapachowy white gardenia. Zapach śliczny, choć na dłuższą metę może przyprawiać o ból głowy, szczególnie palony w małym pomieszczeniu.


Alterra - pasta do zębów. Super.

L'oreal - maseczka oczyszczająca. Była dobra, skóra po jej użyciu wyglądała na bardziej oczyszczoną i rozświetloną.

Bielenda - próbki kremu przeciw zmarszczkom z opuncją figową i aloesem. Bardzo dobry, może kiedyś kupię pełen wymiar.


Yves Rocher - kremowy olejek do mycia twarzy. Należało go wmasować w suchą twarz do momentu zmiany konsystencji w oleistą. Byłam z niego bardzo zadowolona. Świetnie się sprawdzał jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania cery. Polecam.


Bielenda - fluid matujący naturalny beż 02. Nie przypadł mi do gustu.

Sephora - maseczka do twarzy oczyszczająco - matująca. To już drugie zużyte opakowanie. Pierwsze było duże, ale to opłaca się zdecydowanie bardziej, gdyż przy nieregularnym stosowaniu produkt może zaschnąć. Maska była świetna, robiła to, co do niej należało. Trochę ciężko było ją zmywać, ale wysiłek był wart efektu ;)



Le Petit Marseiliais - żel pod prysznic. Miał jeden z piękniejszych zapachów, z jakim miałam do czynienia. Nie przesuszał, super!

Aussie - 3minutowa odżywka intensywne odżywienie. Moje włosy lubią niezbyt dobre składy. Wyglądały po jej użyciu bardzo dobrze.

Isana - mydło w płynie mango & pomarańcza. Fajne, nie wysuszało dłoni. 

To już wszystkie produkty, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie. Na szczęście już kilka pustych opakowań, które zużyłam w czerwcu czeka na swoją kolej do zaprezentowania się... Mój projekt denko trwa nadal i dopóki będzie istniał ten blog, denko zawsze będzie :)

piątek, 7 czerwca 2019

Zakupy ostatnich czterech miesięcy/nowości w kosmetyczce

7/06/2019


Ostatnie nowości pokazałam na blogu w styczniu, więc od tamtej pory minęło sporo czasu. Postanowiłam zebrać wszystkie produkty, które kupiłam w ciągu ostatnich czterech miesięcy i Wam je zaprezentować. Nie przeraźcie się ilością. Uważam, że jak na mnie i jak na okres czterech miesięcy, nie jest aż tak źle. Zapraszam do krótkiej prezentacji moich nowości. 


I pomyśleć, że jeszcze w tamtym roku nie znałam żeli Isany, a teraz czym byłby haul bez żelu pod prysznic Isana. Tym razem kupiłam ich aż pięć, bo trudno było mi się oprzeć tym pięknym zapachom, w większości limitowanym. 


Powyższe produkty do makijażu pochodzą ze słynnej promocji Rossmanna. Kupiłam trzy pudry (dwa Lovely i jeden Eveline), korektor, kredkę do oczu, eyeliner i tusz Eveline, żel do brwi Wibo i pomadkę Bell.


Zaopatrzyłam się też w kilka produktów do pielęgnacji twarzy. Wśród nich znalazły się dwa olejki do demakijażu: różany i zielona herbata Biochemii Urody. Tego drugiego już kiedyś używałam i był super. Skusiłam się też na serum pod oczy The Ordinary. Żel do mycia twarzy Vianek i tonik Duetus były dołączone do czasopism.


Dalej mamy jeszcze kilka produktów do makijażu Golden Rose i Bell.


Podczas ostatniej promocji na pielęgnację twarzy w Rossmannie kupiłam hurtowo produkty, które się przydadzą i na pewno je zużyję: cztery płyny micelarne o ogromnych pojemnościach.


Tutaj mix produktów: dwa szampony i mydło w płynie z Rossmanna. Mydełka Bambino dostałam tam gratis do zakupów. Maska do włosów Vianek była dodatkiem do Elle. Jakby żeli było mi mało, w Biedronce do koszyka wrzuciłam kolejne...


Z katalogu Avon kupiłam kolejne! żele pod prysznic: trudno jest mi się oprzeć takim nowościom. Wzięłam też klasyki zapachowe: mgiełkę Pur Blanca i perfumetkę Incandessence. Kolejną nowością jest podkład, który ku mojemu zdziwieniu jest świetny. Kredka do oczu, czarna z zielonymi drobinami również jest godna uwagi. Balsamu do ust, lakieru do paznokci oraz tuszu czarnego z brokatem jeszcze nie testowałam.


Produkty Oriflame są mi całkiem nieznane, dlatego w ostatnim czasie zamówiłam kilka z ich oferty. Wybrałam różaną wodę kolońską i krem do rąk, dwa żele pod prysznic (bez komentarza ;)) oraz dwa mydełka w kostce.


Pod koniec maja po bardzo długiej przerwie zamówiłam coś z Yves Rocher. Pomijając fakt, że na zamówienie czekałam aż dziesięć dni, jestem zadowolona z promocji, na które trafiłam, ponieważ kupiłam produkt, który chciałam mieć od dawna. Powyżej zawartość mojego zamówienia (na zdjęciu powinna być jeszcze męska pianka do golenia, ale zapomniałam ująć). Za wszystko zapłaciłam niecałe 150 zł, a same jedne perfumy kosztowałyby prawie tyle. W ramach zakupów kupiłam dwa szampony, dwa żele! (zapasy mam już chyba na dwa lata), olejek do demakijażu, dwie pomadki ochronne do ust i wspomnianą piankę do golenia). Jako gratis do zakupów wybrałam wodę perfumowaną  oraz dwa lakiery do paznokci. A na maila dostałam do wykorzystania kod, dzięki któremu mogłam wybrać dowolny produkt z całego asortymentu sklepu na 1 grosz. Wybrałam wodę toaletową Monoi, główny powód moich zakupów.


To już wszystkie moje nowości. Używałyście czegoś z nich?

piątek, 17 maja 2019

Moja kolekcja kosmetyków- cz.4: zapachy

17/05/2019


Po produktach do makijażu, przyszedł czas na kolejną odsłonę prezentacji moich kosmetyków. Tym razem będą to zapachy. Stan zużycia jest widoczny na zdjęciach. W większości jest ono niewielkie. Czuję, że mam flakoników za dużo, dlatego chciałabym, żeby mój zbiór się choć trochę uszczuplił. 


1. Yves Rocher Secrets d'Essences Neroli (gorzka pomarańcza, petitgrain, neroli, kwiat pomarańczy, piżmo)

2. Yves Rocher Comme Une Evidence (rabarbar, liść fiołka, konwalia, róża, paczula, piżmo, mech dębowy)

3. Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh (grejpfrut, nuty zielone, malina, gruszka, jaśmin, róża, fiołek, liczi, kwiat jabłoni, piżmo, cedr, śliwka)

4. Avon Luck La Vie (truskawka, mirabelka, mandarynka, konwalia, kwiat lipy, jaśmin, pianka marshmallow, brzoskwinia, biały cedr)


5. Avon Always (kiwi, jaśmin, karambola, lilia, mak, tulipan, kocanka, piżmo, bambus, nuty drzewne)

6. Yves Rocher Muguet En Fleurs (konwalia, nuty zielone)

7. Yves Rocher The Vert (cytrusy, zielina herbata, nuty drzewne)


8. Avon Secret Fantasy Wonderland (czarny bez, plumeria, bita śmietana)

9. Avon Perceive (frezja, biały pieprz, gruszka, różowe goździki, piżmo)

10. Jimmy Choo (gruszka, mandarynka, karmel, paczuli, orchidea)


11. The Body Shop Moringa

12. Avon Today (frezja, kaktus, tuberoza, kwiat pomarańczy, hibiskus, piżmo, cedr, nuty rzewne, róża, nuty wodne)

13. Yves Rocher Quelques Notes d'Amour (bergamotka, różowy pieprz, róża damasceńska, paczula, cedr)


14. Yves Rocher Secrets D'Essences Rose Oud (róża damasceńska, agar, kmin, laudanum)

15. Avon Imari Elixir (jeżyna, zielone jabłko, mandarynka, róża, jaśmin, ylang-ylang, wanilia, czerwona ambra, paczula)

16. C-Thru Black Beauty (cytrusy, nuty przyprawowe, wanilia, orchidea, drzewo sandałowe, paczula, bursztyn)

17. Song Of India Aphrodesia (neroli, bergamotka, cytryna, nuty owocowe, goździk, jaśmin, ylang-ylang, róża, miód, wetyweria, piżmo, mech dębowy, bursztyn, cywet)   


18. Yves Rocher Lilas Mauve (nuty zielone, bez, żywice)

19. Avon malina i czarna porzeczka

20. Avon truskawka i biała czekolada


21. Oriflame Miss Giordani Intense (brzoskwinia, nuty zielone, pomarańcza, gardenia, neroli, piżmo, orchidea, białe drzewa)

22. Puma Animagical (grejpfrut, limonka, lilia wodna, frezja, papaja, nuty drzewne, czekolada)

23. Avon Free (gruszka, magnolia, kwiat pomarańczy, lilia tygrysia, bursztyn, paczula)


24. Neness nr 160 (inspiracja Guerlain La Petite Robe Noire)

25. Avon Femme (różowy grejpfrut, śliwka, fiołek, jaśmin, dzika orchidea, magnolia, bursztyn, brzoskwinia, nuty drzewne, piżmo)

26. Avon Life (cytrusy, biała herbata, lilia wodna, czerwone jabłko, fiołek, piwonia, kwiat japońskiej wiśni, irys, paczula, ambrette)

27. Avon Eve Truth (czarna porzeczka, karambola, granat, różowa frezja, piwonia, gardenia, cedr, piżmo, bursztyn)

28. Avon Luminata (gruszka, malina, piwonia, nuty drzewne)

29. Avon Pur Blanca (frezja, ylang-ylang, mięta wodna, biała róża, piwonia, lilia wodna, piżmo, białe drzewo sandałowe, heliotrop)


30. Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh

31. Oriflame Tuberose

32. Marc Jacobs Daisy Eau So Fresh

33. Avon Incandessence Glow

34. Avon My Attitude

35. Avon Premiere Luxe Oud

36. Avon Perceive Oasis

37. Avon Lily Soft Musk

To już wszystkie flakoniki, które aktualnie posiadam. Chciałabym zmniejszyć moją kolekcję, ale zużywanie perfum nie idzie mi zbyt dobrze. Jednocześnie mam na oku kilka zapachów i prędzej czy później pewnie je kupię, jednak póki co głos rozsądku wygrywa :) Pozdrawiam :)

czwartek, 11 kwietnia 2019

Projekt denko - styczeń, luty i marzec

11/04/2019


Po dość długiej przerwie przychodzę z górą odpadów... zaprezentuję, jakie kosmetyki zużyłam w trzech minionych miesiącach tj. w styczniu, lutym oraz marcu. Zapraszam do zapoznania się z moimi spostrzeżeniami co do zużytych produktów. 


Yves Rocher - żel pod prysznic o przepięknym zapachu orzechów macadamia. Jest to jeden z lepszych żeli, jaki używałam. Świetnie się pieni i pachnie obłędnie. 

Maybelline - korektor Affinitone, odcień 01 nude beige. Stosowałam pod oczy. Bardzo dobry i wydajny.

Maybelline - lakier nr 130 rouse poudre. Ładny odcień brudnego różu. Trwałość bardzo dobra. 


Iossi - maseczka rewitalizująco - relaksująca do twarzy z czerwoną glinką. Była w porządku, lecz nie zdążyłam zużyć. Przeszkadzał mi mocny zapach.

L'oreal - próbka kremu na dzień. Nic specjalnego.

Avon - top coat. Faktycznie przedłuża trwałość lakierów. Polecam.


Isana - mydło w płynie grejpfrut i mięta. Bardzo dobre do codziennego stosowania. Ładny zapach.

Vianek - rewitalizujący płyn micelarny. Bardzo dobry, z dobrym składem, jednak niewydajny.

Avene - próbka emulsji matującej dla skóry tłustej z niedoskonałościami. Za mała próbka, by się wypowiadać.


Missha - maseczka regenerująca z ekstraktem z cytryny. Wystarczyła aż na trzy użycia, wygodne opakowanie. Była to maska całonocna, do zmycia rano. Nie przepadam za takimi maseczkami, a jej działania nie zauważyłam.

Hagi - mydło w kostce z olejem z ogórecznika. Nie wysuszało rąk, świetnie myło pędzle, nie paćkało się, było niezwykle wydajne, ładne opakowanie. Szkoda tylko, że było bezzapachowe.  

Aurigia - serum Flavo-C. Było ok, tyle. 

Resibo - peeling do twarzy. Najlepszy jak dotąd peeling, jaki używałam. Wyraźnie oczyszcza, efekty widać bezpośrednio po użyciu. Koniecznie zastosujcie się do zaleceń producenta co do sposobu jego wykonania. Po jego użyciu moja skóra była zaczerwieniona, lecz to zaczerwienienie szybko znikło. Polecam!


Annabelle Minerals - korektory w odcieniach light, medium i dark. Zachwyciły mnie. Krycie miały zadziwiająco mocne. Odcień medium był dla mnie w sam raz. Pozostałe dwa musiałam mieszać, by uzyskać odpowiedni odcień.

Annabelle Minerals - pudry: pretty matt i pretty glow. Były ok, jednak próbki były zbyt małe (jak na puder), by powiedzieć więcej, choć myślę, że lepiej wyglądał pretty matt.

Annabelle Minerals - primer glinkowy. Nie znalazłam dla niego miejsca w moim makijażu. Byłby to kolejny, zbędny krok.


Bielenda - dwufazowy płyn do demakijażu oczu i ust. To już trzecie zużyte opakowanie. Jest świetny, dlatego zawsze chętnie do niego wracam.

Bandi - emulsja silnie nawilżająca. Stosowałam na dzień pod makijaż i była w porządku, ale nie na tyle by kupić ponownie.

Nivea - balsam do ust kokosowy. Mimo obecności parafiny w składzie, o dziwo mi się sprawdził, ponieważ dobrze i na długo nawilżał usta. Jednak ze względów higienicznych wolę pomadki w sztyfcie.


L'oreal - szampon odżywczy. Świetnie się u mnie sprawdził. Nie obciążał włosów, był wydajny. Myślę, że do niego wrócę. 

Perfecta - maseczka, która miała w sobie maleńkie drobinki brokatu. Producent zaleca nałożyć, odczekać 10 minut i wykonać makijaż. Zrobiłam tak trzy razy i za każdym razem efekt mi się nie podobał. Miałam też wrażenie, że miała tendencję do zapychania.

Sylveco - odżywcza pomadka z peelingiem. Genialny produkt. Świetnie zdzierała suchy naskórek z ust, a przy okazji nawilżała. Na pewno kupię ponownie.


Avene - woda termalna. Zużyłam go zmywania maseczek i peelingów. Wolę jednak wodę Uriage, ponieważ tą trzeba osuszać.

Yope - krem do rąk herbata i mięta. Pięknie, świeżo pachniał. Dobrze nawilżał dłonie i szybko się wchłaniał. Fajny!

Sensique - lakier do paznokci nr 198 sweet heart. Bardzo ładny. Nakładałam go na inne lakiery, był fajnym dodatkiem i długo się utrzymywał. Jak to z brokatowymi lakierami bywa, zmycie go było udręką.


Bielenda - multiwitaminowa esencja dla cery mieszanej. Nic złego mi nie zrobiła, jednak nie kupiłabym ponownie. Nie zauważyłam żadnych pozytywnych efektów, a poza tym przesuszał moją skórę.

Sukin - peeling do twarzy. Miał maleńkie drobinki, był w porządku, jednak spodziewałam się czegoś lepszego.

Wet n Wild - korektor w poduszeczce. Miał kryć niedoskonałości i wyrównywać koloryt. Nie robił nic. Miał kolor zielony, bardzo jasny, który nawet po nałożeniu podkładu był widoczny. Ogromny bubel, prawie całe opakowanie ląduje w koszu. Wątpię czy u kogokolwiek mógłby się sprawdzić. 


Colgate - pasta do zębów. Bardzo dobra.

Bielenda - odżywczy dwufazowy płyn do demakijażu. Tak samo dobry, jak jego niebieski kolega.

Evree - detoksykująca czarna maska do twarzy. Skóra po jej użyciu wyglądała bardzo ładnie. Niestety maska ciężko się zmywała, wchodziła w pory, dlatego musiałam zmywać ją żelem. Pachniała pięknie, ale niestety nie zdążyłam zużyć.


Garnier - płyn micelarny. Ulubieniec od lat. Idealnie zmywa makijaż.

Rosadia - płyn micelarny/tonik/mgiełka. Stosowałam jako micel. Sprawdził się bardzo dobrze, jednak był niewydajny.

Be Beauty - chusteczki do higieny intymnej. Były bardzo dobre i miały dobry skład. W jednym większym opakowaniu było kilkanaście takich małych saszetek. Wygodne rozwiązanie.


Ziaja - próbki rozświetlającego kremu na dzień GdanSkin. Miał w sobie mini drobinki. Nie był zły, ale nie kupiłabym pełnego wymiaru ze względu na skład.

Facelle - chusteczki do higieny intymnej. Godne polecenia.

Uriage - emolient. Świetnie sprawdził się nakładany na miejsca bardzo przesuszone. 

Cosnature - żel oczyszczający do twarzy i ciała z solanką i rumiankiem. Używałam tylko do twarzy, więc zużycie go tylko do tego celu, było dużym wyczynem. Był w porządku, ale nie na tyle, by do niego wrócić. Miał dobry skład, jednak po jego użyciu skóra była lekko ściągnięta. Plus za przyjemny zapach. 

I to tyle, kolejna porcja zużytych opakowań wylądowała w koszu (oczywiście wcześniej odpowiednio posegregowane :) A ja zabieram się na dalsze testowanie, używanie, zużywanie... do przeczytania wkrótce w kolejnej odsłonie projektu denko :)