sobota, 15 lipca 2017

Nowości w kosmetyczce - czerwiec

15/07/2017


W czerwcu starałam się nieco ograniczyć kosmetyczne zakupy. W porównaniu do poprzednich miesięcy, udało mi się. 

Z katalogu Avon wybrałam żel pod prysznic pachnący jaśminem i zieloną herbatą. Mam o wiele za duży zapas produktów do mycia ciała, ale temu połączeniu zapachowemu nie mogłam się oprzeć. Zamówiłam również mgiełkę o zapachu truskawki z białą czekoladą - zapach tych mgiełek nie jest trwały, ale mam do nich sentyment, no i na lato przyda się coś lżejszego. Skusiłam się również na kokosowy peeling do stóp oraz perełki brązujące w nowym odcieniu - medium tan. Są świetne, jaśniejsze od większości bronzerów - idealne dla osób mających jasną karnację. 

W drogerii Natura kupiłam coś do makijażu, znów w formie perełek (mam ostatnio do nich słabość) - rozświetlający puder marki Sensique. 

W Hebe natrafiłam na fajną promocję na produkty Dove. Z racji tego, że regularnie używam ich antyperspirantów - kupiłam dwa, a szampon i dwa mydełka w kostce otrzymałam za grosz. 


Podczas zakupów ubraniowych na stronie Stradivariusa natknęłam się na zakładkę z kosmetykami. Z ciekawości wrzuciłam do koszyka krem do rąk o zapachu bawełny. Niestety składem nie powala - na trzecim miejscu ma parafinę, ale nie żałuję zakupu. Gdyby był to produkt do twarzy, nie używałabym go. Reszcie mojego ciała parafina nie szkodzi.

Ostatnim zakupem w minionym miesiącu była szczotka Tangle Teezer - w wersji mniejszej, z zamknięciem. Moja poprzednia (w baranki) jest już dość mocno zużyta, dlatego zdecydowałam się na zakup nowej. Mam ją zawsze w torebce.

I to już wszystkie kosmetyczne zakupy poczynione w czerwcu. Znacie coś z moich nowości?

niedziela, 2 lipca 2017

Paletka magnetyczna Inglot - jakie cienie w niej umieściłam?

2/07/2017


Jakiś czas temu kupiłam w Inglocie paletę magnetyczną Freedom System Flexi Palette. Wybór paletek tego typu na rynku kosmetycznym jest aktualnie dość spory. Wybrałam tą, ponieważ wizualnie bardzo mi się podobała (lubię biel) oraz odpowiadała mi jej wielkość.

Moim zdaniem warto stworzyć swoją samodzielnie skomponowaną paletę z cieniami do powiek. Jest to nie tylko praktyczne, ale też mamy możliwość doboru odcieni do naszych indywidualnych potrzeb. Jest to też doskonały sposób na lepszą organizację naszych kosmetyków. 

Dzięki temu, że wszystkie pojedyncze cienie umieścimy w jednej większej palecie, zwiększa się nasza świadomość tego, co mamy, częściej sięgamy po różnorodne odcienie, a ponadto zmniejszamy nasz bałagan - już nie mamy w szufladzie kilku czy kilkunastu małych pakowań z cieniami, tylko jedno. Oczywiście są osoby, które posiadają pokaźną kolekcję pojedynczych cieni. Ja posiłkuję się głównie cieniami umieszczonymi w gotowych paletach: np. Make Up Revolution, The Balm czy Urban Decay. Staram się, ich zbytnio nie gromadzić, ponieważ jak wiadomo, i tak większości cieni nie dam rady zużyć. 


Mój zbiór cieni, które umieściłam w palecie magnetycznej liczy dziesięć sztuk. Dla mnie ta ilość jest w sam raz. Tym bardziej, że tą paletę traktuję jako uzupełnienie innych - są w niej kolory, których nie mam w gotowych paletkach: odcienie bardziej szalone - po które sięgam nieczęsto, ale i takie, które zużyję najszybciej - czyli bazowe nudziaki. 

Cztery z nich docelowo były przeznaczone do umieszczenia w palecie magnetycznej (te z Inglota i Kobo). Resztę wyjęłam z ich pierwotnych opakowań. W jaki sposób wyjąć wkłady z cieniami, aby ich nie uszkodzić? Na nagrzaną prostownicę położyłam rozłożoną chusteczkę higieniczną, a na nią otwarte opakowanie z danym cieniem. Po chwili delikatnie sprawdzałam igłą czy klej się rozgrzał i czy wkład z cieniem można już wyjąć. Pozostało tylko podważyć, wyjąć i gotowe. Nie wiem czy ze wszystkimi cieniami dostępnymi na rynku można tak postąpić, ja tą "operację" wykonałam na cieniach My Secret, Pierre Renee i Miyo - wszystkie idealnie trzymają się palety.


Jeśli któryś z powyższych cieni Was zainteresował, niżej przedstawiam spis zawartości mojej palety:

1. Inglot nr 56 - oliwkowy z brokatowymi drobinkami
2. Kobo nr 145 sandy beach - matowy, cielisty
3. My Secret nr 517 - matowy ciemnozielony
4. Kobo nr 221 state blue - satynowy niebieski
5. Pierre Renee nr 37 true beige - cielisty z drobinkami
6. Inglot nr - matowy ciemny brudny róż z kolekcji What a spice
7. Miyo - biały satynowy
8. Pierre Rene nr 99 reality, fiolet satynowy 
9. My Secret nr 505 - matowy cielisty, świetnie napigmentowany cień bazowy. Uwielbiam, co widać po zużyciu
10. My Secret nr 520, matowy zgaszony cyjan

Co sądzicie o takich rozwiązaniach? 

czwartek, 15 czerwca 2017

Majowe nowości w mojej kosmetyczce

15/06/2017



Kolejny miesiąc minął błyskawicznie, mamy już połowę czerwca, a ja zalegam z prezentacją produktów, które trafiły do mojej kosmetyczki jeszcze w maju. Zapraszam do szybkiej lektury.

Nieczęsto się zdarza, że w moich nowościach pokazuję aż tak dużo kosmetyków do makijażu. Taki właśnie wyjątek miał miejsce w minionym miesiącu. Postanowiłam wypróbować dwa pudry matujące, które cieszą się bardzo dobrymi opiniami. Pierwszym jest puder ryżowy Ecocera - prasowany - idealny, bo bez problemu zmieści się w małej torebce. Drugi to puder sypki z Inglota. Ciekawa jestem jak się sprawdzą. 

Z bardziej podstawowych produktów po raz kolejny zaopatrzyłam się w korektor Maybelline Affinitone. Przetestowałam wiele, ale ten sprawdza mi się najlepiej. W ostatnim czasie w prezencie otrzymałam bazę pod cienie Urban Decay. Jak dotąd słyszałam jedynie pozytywne recenzje na jej temat, więc tym bardziej cieszy mnie to, że będę miała okazję ją przetestować. 

Uzupełniłam również moją paletę magnetyczną o kilka nowych cieni do powiek: dwa z Kobo (niebieski nr 221 i cielisty nr 145), ulubiony również cielisty nr 505 z My Secret oraz oliwkowy z drobinkami nr 56 z Inglota. W najbliższym czasie pokażę pełną zawartość mojej magnetycznej palety z cieniami. 


Miałam ostatnio ochotę na ładny, ciemnoczerwony lakier - na fajny odcień natrafiłam w Sephorze (odcień fancy me). Będzie w sam raz do malowania paznokci u stóp. 

Zdecydowałam się również na kosmetyk, który nie był mi niezbędny, ale już od dłuższego czasu strasznie mnie kusił. Mowa o nowości od Make Up Revolution - paletce do konturowania z bronzerem i rozświetlaczem, umieszczonych w przesłodkiej paletce wyglądającej jak czekolada. Prezentuje się pięknie, a jej jakość jest rownież niczego sobie. Jestem już po pierwszych testach i zakupu nie żałuję. 


Zamówiłam w ostatnim czasie pudełko Joy Box, głównie z uwagi na obecność w nim olejku z pestek śliwek z Ministerstwa Dobrego Mydła oraz olejku do demakijażu z Vianka. W pudełku była również odżywka do włosów Pilomax oraz olejek do ciała Kneipp. Były w nim również plastry do depilacji, których nie używam, więc oddałam. Mimo niewielkiej zawartości myślę, że za 29 zł pudełko się opłacało.


Podczas promocji w Hebe na produkty do pielęgnacji twarzy zaopatrzyłam się w dwa już mi znane płyny micelarne: z Tołpy i Vianka oraz arganowy krem pod oczy Nacomi.


W Sephorze, z okazji urodzin otrzymałam dwie maseczki do twarzy i pod oczy, a w Yves Rocher peeling do ciała z pudrem z pestek moreli. 

Zaopatrzyłam się też w moje ulubione antyperspiranty Dove. 

Podczas zakupów  w Rossmannie byłam zaskoczona widząc stojak z kosmetykami naturalnymi m.in. Vianka, Nacomi, Lavery, Organic Shop i Yope. Nie mogłam przejść obojętnie - kupiłam krem do rąk Yope o zapachu mięty i zielonej herbaty. Krem był o 8 zł tańszy w stosunku do cen w drogeriach internetowych. Dodam, że nie było na nie promocji. Cieszy mnie fakt, że produkty bardziej naturalne stają się coraz łatwiej dostępne w sklepach stacjonarnych.

To już wszystkie kosmetyki, o które wzbogaciła się moja kosmetyczka. Znacie coś z moich nowości? Lubicie?


sobota, 3 czerwca 2017

Projekt denko - kwiecień i maj

03/06/2017


Dziś zaprezentuję kolejny projekt denko, tym razem z dwóch miesięcy. Staram się sukcesywnie zużywać moje zapasy i jak widać, idzie mi całkiem nieźle. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami, tym bardziej, że wśród zużytych przeze mnie kosmetyków są prawie same dobre produkty.


Eveline - szybkoschnący lakier nawierzchniowy. Na początku bardzo go lubiłam. Rzeczywiście przedłużał trwałość lakieru i nabłyszczał paznokcie, jednak po wypróbowaniu top coatu z Avonu stwierdzam, że ten wypada przy nim bardzo słabo. Był w porządku, ale nie wrócę do niego.

Tołpa - nawilżający krem do rąk. Świetny, treściwy, szybko się wchłaniał o przyjemnym, delikatnym zapachu. Ogólnie lubię tą markę i ten krem również mnie nie zawiódł.

Vianek - nawilżający płyn micelarny dla cery suchej i wrażliwej. Bardzo przyjemny produkt, nie ściągał. Nie wiem jak radziłby sobie ze zmyciem pełnego makijażu, ponieważ stosowałam go o poranku, do oczyszczenia twarzy z produktów pielęgnacyjnych, które nałożyłam wieczorem. Lubiłam go i kupiłam już kolejne opakowanie.


Bilka - żel do mycia twarzy. Kupiłam go na jakiejś stronie z kosmetykami naturalnymi. Niestety nie był tam podany skład i kupiłam w ciemno. Okazało się, że ten żel ma w składzie same SLS-y. Nie chciałam kosmetyku z tak słabym składem używać do mycia twarzy, więc zużyłam go do mycia rąk - w tej formie sprawdził się bardzo dobrze.

Uriage - miniaturka kremu. Dość treściwy, dla mnie zbyt tłusty. Nie wywarł na mnie specjalnie dobrego wrażenia - może lepiej sprawdziłby się u osoby ze skórą suchą.

Lab One - próbka szamponu do włosów suchych i zniszczonych. Był w porządku. 

Lovely - tusz do rzęs. Bardzo dobry i tani tusz, którego zużyłam już nawet nie wiem który raz (i mam w zapasie kolejny). Trwały, pogrubiający i wydłużający rzęsy. Dość szybko się kończy, ale za tą cenę nie ma co narzekać. Polecam.


Sephora - miniatura dwufazowego płynu do demakijażu oczu. Sprawdził się u mnie świetnie. Bez problemu zmywał cały makijaż oka, jednocześnie nie podrażniał. 

Pure - próbka serum pod oczy, która wystarczyła mi na tydzień codziennego wieczornego stosowania. Konsystencję miał dość lekką, jednak dawał odczuwalną dozę nawilżenia. Wrażenie bardzo pozytywne.

L'oreal - oczyszczająco-matująca maska glinkowa. Ten produkt zadziałał najmocniej ze wszystkich oczyszczających, z jakimi miałam do czynienia. Dla suchej skóry myślę, że byłby zbyt inwazyjny; dla skóry tłustej mógłby być ideałem. U mnie dobrze zadziałał w strefie t, jednak podrażnił lekko policzki - musiałam szybko zmyć. Ogólnie - dla mnie zbyt mocny.  

Calvin Klein - próbka wody perfumowanej Eternity Intense. Przyjemny, dzienny zapach, przypadł mi do gustu.


The Body Shop - żel pod prysznic o zapachu miodu. Przepadam za żelami tej marki. Mimo niewielkiej pojemności są wydajne, dobrze się pienią, nie przesuszają skóry i przepięknie pachną. Polecam.

Organique - próbka balsamu modelującego. Nie lubię takich produktów. Wtarłam gdzie trzeba, zużyłam, tyle. 

Wibo - bibułki matujące, 40 sztuk. Bardzo przydatny gadżet do usuwania nadmiaru sebum ze strefy t w ciągu dnia. Oczywiście kupiłam już kolejne. 


Evree - próbka balsamu regenerującego do ciała. Intensywnie nawilżył, jednak jego zapach był okropny, dla mnie nie do zaakceptowania.

Bourjois - próbka podkładu w odcieniu 52 vanilla. Świetny, lekki, pięknie wyglądający na skórze. Kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie.

Iossi - serum do twarzy rozświetlające. Moje totalne odkrycie. Chyba jak dotąd największe. Wcześniej nie lubiłam żadnych olejowych produktów do twarzy, uważałam je za zbędne, bałam się że będą zapychać. Mocno się myliłam. To serum stosowałam zamiast kremu na noc, a moja skóra mi za to podziękowała: stała się bardziej odżywiona, rozjaśniona. Pojemność 10 ml wystarczyła mi na trzy miesiące. W zapasie mam kolejne. Jeśli planujecie jego zakup, pamiętajcie o niedługiej dacie ważności - trzeba je zużyć w ciągu czterech miesięcy od otwarcia, dlatego moim zdaniem nie ma sensu kupować większej pojemności. Serdecznie polecam.

Make Up For Ever - miniatura tuszu to rzęs Excessive lash. Był bardzo dobry - pięknie rozdzielał, nie sklejał, szczoteczkę miał klasyczną i bardzo wygodną. Efektu sztucznych rzęs nie dałoby się nim uzyskać, ale bardzo dobrze podkreślał i pogrubiał. 


Garnier - płyn micelarny. Ulubieniec, do którego stale powracam. Bez problemu zmywa wszystkie zanieczyszczenia z twarzy. Nie podrażnia i jest niedrogi. Polecam, choć nie wiem czy jest kobieta, która jeszcze go nie używała.

Be Beauty - zmywacz do paznokci w chusteczce o zapachu czarnej porzeczki. Jednak chusteczka wystarcza na zmycie lakieru z 10 paznokci. Nie przesusza, rzeczywiście ładnie pachnie, a pozostawia paznokcie tak jakby naolejowane. Idealne w podróż.

H&M - lakier w kolorze pink macaroon. Dość słaby lakier - żeby w pełni pokryć płytkę paznokcia konieczne było nałożenie aż trzech warstw. Poza tym lakier długo wysychał i szybko pojawiały się odpryski. Nie polecam.


Blend-a-med - pasta do zębów. Zwykła, zużyłam, niczym specjalnym się nie wyróżniała.

Biochemia Urody - tonik bezalkoholowy z kwasem BHA 2%. W jego skład wchodził hydrolat lawendowy, ekstrakt z kory wierzby BHA 10% i kwas glicyryzynowy (ekstrakt z lukrecji). Dobry tonik, stosowałam go wieczorem, co kilka dni. Lekko ściągał skórę, co troszkę mi przeszkadzało. Był ok, jednak nie wrócę do niego.  

Yves Rocher - peeling do stóp. Fajny peeling, który pachnie prawdziwą świeżą lawendą. Polecam.

Vianek - próbka wzmacniającego kremu do twarzy na dzień z ekstraktem z owoców borówki dla cery wrażliwej i naczynkowej. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miał lekką konsystencję, która błyskawicznie się wchłaniała do matu. Może kiedyś kupię pełen wymiar. 


Vianek - odżywcze mleczko do demakijażu z ekstraktem z nasion lnu. Ogólnie nie lubię oczyszczać skóry mleczkiem. To należało zaaplikować na mokrą skórę i masować, następnie zmyć wodą. Mleczko nie domywało makijażu, a przecież to miał być jego główny cel. Konieczne było późniejsze umycie twarzy żelem czy pianką, bo miałam wrażenie, że skóra nie jest dostatecznie oczyszczona. Skład ma dobry, lubię tą markę, jednak nawet to nie przekonało mnie do tego typu produktów. Myślę, że ten produkt mógłby lepiej się sprawdzić u posiadaczek cery suchej, choć też niekoniecznie. 

Missha - maska w płachcie z ekstraktem z miodu. To moja druga maska tego typu. Wypadła lepiej niż poprzednia z Mizona (choć tamta też była dobra). Skóra po tej półgodzinnej przyjemności była odczuwanie bardziej nawilżona i miękka. Myślę, że jeszcze do niej wrócę.

Nuxe - krem do rąk. Ładnie nawilżał i przepięknie pachniał, tak charakterystycznie dla produktów tej marki. Szybko go zużyłam, bo była to miniaturka do torebki. Wrażenie pozostawił bardzo pozytywne.

Wibo - żel do brwi. Fajnie się sprawdzał. Nie był to killer do utrwalenia brwi, jednak dla mnie wystarczająco je ujarzmiał - plus za to, że był bezbarwny. Nie zużyłam całego, ponieważ zgęstniał i miał białe grudki.

Uff... i to już wszystkie produkty, które zużyłam w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Znacie coś z produktów, które wykończyłam? Zgadzacie się z moją opinią na ich temat?




sobota, 27 maja 2017

Kolorówka - nowości z Avonu i Rossmanna

27/05/2017



Promocja na kolorówkę, którą jakiś czas temu zorganizował Rossmann sprzyjała zakupom... Mnie również dopadła pokusa, jednak nie poszalałam jakoś specjalnie mocno - co mnie bardzo cieszy. W planach miałam zakup pudru "biała czekoladka" z Lovely oraz pudru bananowego z Wibo, ale niestety były niedostępne. Pocieszyłam się beżową pomadką z serii Juicy Color z Wibo oraz matową pomadką w odcieniu trendsetter nr 700 marki Rimmel, którą pokochałam już po pierwszym użyciu. Uzupełniłam kosmetyczkę również o produkty już mi znane i sprawdzone tj. tusz do rzęs Lovely Pump Up, bubułki matujące Wibo oraz mały zmywacz do paznokci z Isany. Z rossmannowskich nowości rzucił mi się w oczy pomarańczowy peeling do ust z Evree - nie przeszłam obok niego obojętnie. Róż z Bell kupiłam w Biedronce - mam również inny odcień i bardzo je lubię.

Zamówiłam również kilka drobiazgów z katalogu Avonu. Wybrałam kredkę do brwi w odcieniu dark brown oraz trzy lakiery, które stały się dla mnie totalnymi hitami. Zdecydowałam się na dwa letnie odcienie (daysie oraz periwinkles). Mają dobre krycie. Każdy z nich w duecie z top coatem, który również jest moim ostatnim odkryciem, utrzymuje się około pięciu dni. Wcześniej używałam top coatu z Eveline, ale ten jest nieporównywalnie lepszy - zdecydowanie przedłuża trwałość lakieru i bardzo szybko schnie na paznokciach. Serdecznie polecam. 

I to tyle z zakupów, które popełniłam jeszcze w kwietniu. Wpis bardzo spóźniony, a w kolejce do zaprezentowania czeka już dość spora ilość nowości majowych. Ale przed tym już dziś zapraszam na projekt denko, w którym pokażę produkty zużyte w ciągu dwóch ostatnich miesięcy (żeby bilans się zgadzał ;).

Pozdrawiam serdecznie :)





sobota, 13 maja 2017

Naturalne zamówienie z bliskonatury.pl

13/05/2017


Nietrudno zauważyć, że w mojej pielęgnacji skłaniam się raczej ku naturze. Lubię produkty o lepszych składach niż te, które bez problemu można kupić w popularnych drogeriach stacjonarnych. Właśnie dlatego bardzo lubię zakupy w sieci. Wybór ciekawych, trudniej dostępnych marek jest o wiele większy. Jednym ze sklepów internetowych, do którego często zaglądam jest bliskonatury.pl. Znaleźć tam można szeroki wybór kosmetyków oraz fajne i częste promocje. 


Tym razem skusiłam się na kilka produktów z pielęgnacji, którymi byłam zainteresowana już od dawna. Z oferty sklepu wybrałam tonik balansujący przeznaczony dla cery normalnej i tłustej. W jego skład wchodzą między innymi olej lawendowy i ekstrakt szałwii. Z tej samej firmy kupiłam też maseczkę oczyszczającą pory marki Dr Konopka's opartą na glince białej, oleju rozmarynowym i ekstraktem z mięty. Do tego kupiłam również rumiankową esencję micelarną marki Polny Warkocz. Przyznajcie, że jej szata graficzna jest przeurocza... Wizualnie zwróciło moją uwagę również mydełko Hagi Cosmetics z olejem z ogórecznika oraz masłem kakaowym dla skóry wrażliwej, suchej i alergicznej - wygląda pięknie, skład też ma piękny :) Do wirtualnego koszyka wrzuciłam też żel do higieny intymnej z Vianka oraz odżywczy szampon do włosów z Banii Agafii. 

Zakupy uznaję za udane. Mam nadzieję, że zakupione przeze mnie produkty powędrują do grona ulubionych. Dajcie znać czy używałyście któregoś z wymienionych kosmetyków.



- post nie jest sponsorowany -

wtorek, 2 maja 2017

Kwietniowe nowości w mojej kosmetyczce

02/05/2017


Dziś zaprezentuję kolejną, niewielką porcję nowości, które sprawiłam sobie w ostatnim czasie. Nie jest ich dużo, więc szybko przechodzę do konkretów. Od dłuższego czasu szukałam lakieru do paznokci w kolorze jasnoszarym. Wszystkie, które widziałam w drogeriach były albo zbyt ciemne albo miały brokatowe drobinki. Ideał zamówiłam w Avonie - ma odcień dokładnie taki, jakiego szukałam (moondust). Nałożyłam go na paznokcie z top coatem (również tej firmy) i całość trzymała się bez żadnych odprysków przez pięć dni - co u mnie się raczej nie zdarza. Z Avonu zamówiłam również tusz do rzęs Luxe oraz balsam do ciała o przepięknym zapachu żółtego tulipana, lilii i karamboli. 


W Tk Maxx upolowałam peeling do twarzy australijskiej marki Sukin. Od dawna byłam ciekawa oferty tej marki, lecz w Polsce można ją znaleźć jedynie w tym sklepie. Do spryskiwania twarzy po wykonaniu peelingu czy maseczki kupiłam wodę termalną Uriage. Na Cocolicie zamówiłam eyeliner L'oreal w kolorze czarnym. Mam go również w odcieniu butelkowej zieleni - jeden i drugi jest świetny. W Rossmanie kupiłam szampon do włosów Alterra nadający połysk z morelą i pszenicą. Ostatnią nowością jest pomadka w płynie Make Up Revolution, z której niestety nie jestem zadowolona. Nie jest długotrwała, a jego aplikator(gąbeczka) od nowości jest felerna albo zepsuta. 

I to już wszystkie nowości, które zamieszkały w mojej kosmetyczce. Dajcie znać czy coś znacie?


sobota, 22 kwietnia 2017

beGlossy My Way i Shiny Box Spełnij marzenia + gąbeczka Blend It! w magazynie Glamour

22/04/2017


W kwietniowym pudełko Shiny Box znalazłam kilka ciekawych produktów, ale są też i takie, które z chęcią wymieniłabym na inne. Ogromny plus za żel do mycia twarz -417 oraz błyszczyk Dr Irena Eris (mnie trafił się bezbarwny). Cieszę się również z czarnego eyelinera Joko. Kremu pod oczy Krynickie SPA i balsamu do twarzy Faberlic nie znam, nic o tych markach nie słyszałam i nie wiem czy ich komuś nie oddam. W pudełku była również próbka szamponu Lab One. Ogólnie pudełko w porządku, jednak mogło być lepiej.  


Na szczęście w tym miesiącu beGlossy stanęło na wysokości zadania. W zasadzie do niczego nie mogę się przyczepić, ponieważ wszystkie produkty mi się przydadzą. Płyn micelarny Biolaven - super. Coś w stylu kremu BB  - nowość w asortymencie Organique - też super. Masełko do ciała Efektima- chętnie przetestuję. Suchy szampon Schwarzkopf - to będzie mój pierwszy produkt tego typu. Żel pod prysznic Nivea- przyda się. Maseczka do twarzy Farmony - zużyję lub oddam mamie. Próbki kremów Biolaven też chętnie przetestuję. Żeby tego było mało, całość  była zapakowana w pojemną kosmetyczkę, co jest fajnym wyjątkiem od tradycyjnych pudełek. Serdecznie polecam tą kwietniową edycję.


I na koniec fajna informacja. Do najnowszego majowego magazynu Glamour dołączona jest gąbeczka do makijażu Blend It! w wersji klasycznej dużej. Od jakiegoś czasu miałam ją na oku, a tu taka niespodzianka. Magazyn kosztuje 10,99, a sama gąbka w sklepie internetowym około 25 zł. Jeśli tego typu gąbeczki są Wam pomocne podczas wykonywania makijażu albo chciałybyście je wypróbować to lećcie czym prędzej do kiosku, bo wydaje mi się, że magazyn szybko zniknie z półek. 

Pozdrawiam !