sobota, 13 maja 2017

Naturalne zamówienie z bliskonatury.pl

13/05/2017


Nietrudno zauważyć, że w mojej pielęgnacji skłaniam się raczej ku naturze. Lubię produkty o lepszych składach niż te, które bez problemu można kupić w popularnych drogeriach stacjonarnych. Właśnie dlatego bardzo lubię zakupy w sieci. Wybór ciekawych, trudniej dostępnych marek jest o wiele większy. Jednym ze sklepów internetowych, do którego często zaglądam jest bliskonatury.pl. Znaleźć tam można szeroki wybór kosmetyków oraz fajne i częste promocje. 


Tym razem skusiłam się na kilka produktów z pielęgnacji, którymi byłam zainteresowana już od dawna. Z oferty sklepu wybrałam tonik balansujący przeznaczony dla cery normalnej i tłustej. W jego skład wchodzą między innymi olej lawendowy i ekstrakt szałwii. Z tej samej firmy kupiłam też maseczkę oczyszczającą pory marki Dr Konopka's opartą na glince białej, oleju rozmarynowym i ekstraktem z mięty. Do tego kupiłam również rumiankową esencję micelarną marki Polny Warkocz. Przyznajcie, że jej szata graficzna jest przeurocza... Wizualnie zwróciło moją uwagę również mydełko Hagi Cosmetics z olejem z ogórecznika oraz masłem kakaowym dla skóry wrażliwej, suchej i alergicznej - wygląda pięknie, skład też ma piękny :) Do wirtualnego koszyka wrzuciłam też żel do higieny intymnej z Vianka oraz odżywczy szampon do włosów z Banii Agafii. 

Zakupy uznaję za udane. Mam nadzieję, że zakupione przeze mnie produkty powędrują do grona ulubionych. Dajcie znać czy używałyście któregoś z wymienionych kosmetyków.



- post nie jest sponsorowany -

wtorek, 2 maja 2017

Kwietniowe nowości w mojej kosmetyczce

02/05/2017


Dziś zaprezentuję kolejną, niewielką porcję nowości, które sprawiłam sobie w ostatnim czasie. Nie jest ich dużo, więc szybko przechodzę do konkretów. Od dłuższego czasu szukałam lakieru do paznokci w kolorze jasnoszarym. Wszystkie, które widziałam w drogeriach były albo zbyt ciemne albo miały brokatowe drobinki. Ideał zamówiłam w Avonie - ma odcień dokładnie taki, jakiego szukałam (moondust). Nałożyłam go na paznokcie z top coatem (również tej firmy) i całość trzymała się bez żadnych odprysków przez pięć dni - co u mnie się raczej nie zdarza. Z Avonu zamówiłam również tusz do rzęs Luxe oraz balsam do ciała o przepięknym zapachu żółtego tulipana, lilii i karamboli. 


W Tk Maxx upolowałam peeling do twarzy australijskiej marki Sukin. Od dawna byłam ciekawa oferty tej marki, lecz w Polsce można ją znaleźć jedynie w tym sklepie. Do spryskiwania twarzy po wykonaniu peelingu czy maseczki kupiłam wodę termalną Uriage. Na Cocolicie zamówiłam eyeliner L'oreal w kolorze czarnym. Mam go również w odcieniu butelkowej zieleni - jeden i drugi jest świetny. W Rossmanie kupiłam szampon do włosów Alterra nadający połysk z morelą i pszenicą. Ostatnią nowością jest pomadka w płynie Make Up Revolution, z której niestety nie jestem zadowolona. Nie jest długotrwała, a jego aplikator(gąbeczka) od nowości jest felerna albo zepsuta. 

I to już wszystkie nowości, które zamieszkały w mojej kosmetyczce. Dajcie znać czy coś znacie?


sobota, 22 kwietnia 2017

beGlossy My Way i Shiny Box Spełnij marzenia + gąbeczka Blend It! w magazynie Glamour

22/04/2017


W kwietniowym pudełko Shiny Box znalazłam kilka ciekawych produktów, ale są też i takie, które z chęcią wymieniłabym na inne. Ogromny plus za żel do mycia twarz -417 oraz błyszczyk Dr Irena Eris (mnie trafił się bezbarwny). Cieszę się również z czarnego eyelinera Joko. Kremu pod oczy Krynickie SPA i balsamu do twarzy Faberlic nie znam, nic o tych markach nie słyszałam i nie wiem czy ich komuś nie oddam. W pudełku była również próbka szamponu Lab One. Ogólnie pudełko w porządku, jednak mogło być lepiej.  


Na szczęście w tym miesiącu beGlossy stanęło na wysokości zadania. W zasadzie do niczego nie mogę się przyczepić, ponieważ wszystkie produkty mi się przydadzą. Płyn micelarny Biolaven - super. Coś w stylu kremu BB  - nowość w asortymencie Organique - też super. Masełko do ciała Efektima- chętnie przetestuję. Suchy szampon Schwarzkopf - to będzie mój pierwszy produkt tego typu. Żel pod prysznic Nivea- przyda się. Maseczka do twarzy Farmony - zużyję lub oddam mamie. Próbki kremów Biolaven też chętnie przetestuję. Żeby tego było mało, całość  była zapakowana w pojemną kosmetyczkę, co jest fajnym wyjątkiem od tradycyjnych pudełek. Serdecznie polecam tą kwietniową edycję.


I na koniec fajna informacja. Do najnowszego majowego magazynu Glamour dołączona jest gąbeczka do makijażu Blend It! w wersji klasycznej dużej. Od jakiegoś czasu miałam ją na oku, a tu taka niespodzianka. Magazyn kosztuje 10,99, a sama gąbka w sklepie internetowym około 25 zł. Jeśli tego typu gąbeczki są Wam pomocne podczas wykonywania makijażu albo chciałybyście je wypróbować to lećcie czym prędzej do kiosku, bo wydaje mi się, że magazyn szybko zniknie z półek. 

Pozdrawiam !

sobota, 15 kwietnia 2017

Kosmetyczne nowości marca

15/04/2017


W marcu nie poszalałam z zakupami tak, jak w poprzednim miesiącu, ale to dobrze :) Gdyby nie pudełko beGossy (które otrzymałam w prezencie), nowości byłoby naprawdę mało. Przechodzę więc do krótkiej prezentacji produktów, o które w ostatnim czasie wzbogaciła się moja toaletka. 


W stacjonarnym sklepie Organique skusiłam się na maseczkę do twarzy z zieloną herbatą, a mydełko o zapachu guarany otrzymałam gratis. W Yves Rocher kupiłam balsam do ciała o zapachu cytryny i bazylii, a w prezencie dostałam miniaturkę wody perfumowanej Neroli. 


W marcu trafiło do mnie kolejne pudełko beGlossy. Jego zawartość średnio przypadła mi do gustu, ale mam nadzieję, że produkty nie będą takie złe... Z całego zestawu zostawiłam sobie krem do twarzy marki Himalaya, którego zużyję do stóp (w składzie ma parafinę, więc na twarz go nie nałożę), mgiełkę do włosów Beaver, miniaturkę serum do twarzy Auriga, krem Vichy oraz maskę ryżową marki Bandi. Nie miałam dotąd styczności z produktami tych firm, więc fajnie będzie przetestować coś z ich oferty. 


Podczas pojedynczych zakupów w drogeriach do koszyka włożyłam peeling enzymatyczny marki Sylveco, którego planowałam kupić już dawno. Akurat natrafiłam na dobrą promocję w Naturze, więc grzechem było go nie wziąć. W Rossmannie kupiłam odżywkę do włosów Nivea, a na e-kobieca.pl kupiłam nawilżającą odżywkę w sprayu do włosów firmy Iceveda, którą od dawna chciałam wypróbować.


Na tej samej stronie kupiłam również miodową maskę w płachcie marki Missha. W Hebe dorwałam już sprawdzony płyn micelarny z Green Pharmacy. Z kolorówki nowością u mnie jest tusz do rzęsy Deborah, który był/jest dołączony do miesięcznika Glamour. Normalnie kosztuje ponad 30 zł, więc warto kupić go za te 13.  

I to już wszystkie nowości. Ostatnio udało mi się zdenkować dość dużą ilość kosmetyków (zapraszam do poprzedniego wpisu), więc za te zakupy czuję się rozgrzeszona :) Pozdrawiam serdecznie.

sobota, 8 kwietnia 2017

Projekt denko - luty i marzec

08/04/2017


Przyszedł czas na kolejną edycję projektu denko :) Zrobiłam sobie miesiąc wolnego od prezentowania moich zużyć, ale wracam i mam dla Was wpis obejmujący zużyte kosmetyki w dwóch minionych miesiącach. Troszkę się tego nazbierało, bo jak to zwykle bywa: jak się kończy, to wszystko na raz. Zapraszam do zapoznania się  z krótkimi recenzjami produktów, które zużyłam w ostatnim czasie.



Tołpa - orzeźwiający tonik - mgiełka  z serii botanic. Przyjemny tonik, który łagodził i odświeżał skórę. Spełnił swoje zadanie, ale dość szybko się skończył. Nie do końca lubię toniki w sprayu, bo i tak spryskuję nim wacik, nie rozpylam go bezpośrednio na twarz. Nie wiem czy jeszcze go kupię (choć to było już drugie opakowanie), ale polecam wypróbować. Acha- pięknie pachnie białymi kwiatami.

Make Me Bio - krem pod oczy z witaminą E i ekstraktem z ogórka, intensywnie nawilżający. To bardzo lekki krem o naturalnym składzie. Nie jest zbyt bogaty (konsystencja) i nie nawilża jakoś wybitnie. Do pielęgnacji nocnej moim zdaniem za słaby, na dzień w porządku. Ogólnie nie rozumiem dużej popularności tego kremu, ponieważ nie wyróżnia się zbytnio na tle innych (mnie przypominał krem pod oczy z Sylveco, który jest o wiele tańszy).

Farmona - chłodzący koncentrat ujędrniająco-antycellulitowy. Zużyłam, jednak nie zauważyłam żadnego działania. Poza tym do takich produktów podchodzę ostrożnie i w nich nie gustuję. Sama tego produktu bym nie kupiła (był w pudełku beGlossy).




Eveline - korektor kryjąco-rozświetlający pod oczy Art Scenic. Nie lubiłam go, ale z racji tego, że nie lubię marnować kosmetyków - zużyłam. Był średni, ogromny minus za słabe opakowanie, napisy starły się bardzo szybko. U osób, które mają cienie pod oczami kompletnie by się nie sprawdził, ponieważ jego krycie było niewielkie. Jeśli ktoś oczekuje rozświetlenia, to je znajdzie. Zużyłam, ale nie lubiłam.

Dove - odżywka do włosów suchych i puszących się. Bardzo lubię odżywki z tej serii. Włosy po jej użyciu są miękkie, wygładzone, nie puszą się i ładnie pachną. Zawsze chętnie do nich wracam. To już któreś z kolei zużyte opakowanie. Polecam wypróbować.

Klorane - szampon do włosów suchych z wyciągiem z mango. Dobry i wbrew pozorom wydajny. Bardzo gęsty i rzeczywiście nawilżający. Ładnie dociążał włosy, jednak obowiązkowo trzeba go dobrze spłukać, bo w przeciwnym razie mógłby je obciążyć. 

Sylveco - próbki lekkiego kremu nagietkowego. Wystarczyły mi na kilka porannych użyć. Był bardzo lekki, szybko się wchłaniał i dobrze spisywał się pod makijażem. Wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Być może kiedyś się skuszę.


Yves Rocher - szampon dodający blasku. Lubię szampony tej marki i chętnie do nich wracam. Co prawda nie mają one tak dobrego składu, ale mimo to dobrze współpracują z moimi włosami. Dobrze oczyszczał, nie plątał. 

Himalaya - pasta do zębów Complete Care. Dobra, delikatna pasta o niestandardowym smaku. Polecam wypróbować. 

Tołpa - green matowienie, matująca maska normalizująca. Wg producenta oczyszcza, eliminuje błyszczenie, zwęża pory i nawilża. Mimo wielkiej sympatii do tej marki muszę stwierdzić, że ta maseczka była bardzo średnia - ani nie pomogła, ani nie zaszkodziła. Jednak rzeczywiście matowiła skórę. Zużyłam, ale nie kupię ponownie.


Rossmann - krem do stóp. Miał lekką, żelową konsystencję, która błyskawicznie się wchłaniała. Skład słaby, sama parafina, nawilżenie skóry tylko chwilowe. Ogólnie krem okropny, naszpikowany parafiną, a nawilżenia nie dawał w ogóle. Bubel. 

Yves Rocher - nawilżająco-natłuszczające mleczko do ciała z wyciągiem z owsa. Treściwe mleczko, które dobrze nawilżało nawet bardzo suchą skórę. Trzeba było troszkę dłużej czekać aż się wchłonie, to jedyny minus, ale do zaakceptowania. To taki produkt do zadań specjalnych. Polecam. 

Tołpa - próbka odżywczego koncentratu wygładzającego do rąk. Lekki, pięknie pachnący, naprawdę fajny. Myślę, że jak zużyję moje zapasy, to się na niego skuszę.


Melica - dezodorant w kulce rumiankowy. Nie zawiera aluminium, i alkoholu. Niestety nie chronił tak jak powinien. Nie mam problemów z nadmierną potliwością, ale gdy używałam tego produktu, czułam lekki dyskomfort. Stosowałam go tylko w domu, do pracy lub na całodzienne wyjścia się nie nadawał. 

Marks & Spencer - krem do rąk o zapachu magnolii. Wchłaniał się błyskawicznie, był wydajny, ładnie nawilżał dłonie i bardzo przyjemnie pachniał. Lubiłam go. 

Sylveco - próbka balsamu myjącego do włosów z betuliną. Pozostawił pozytywne wrażenie. Spełnił swoją rolę, ale nic więcej po jednym użyciu powiedzieć nie mogę.


Perfecta - cukrowy peeling do ciała o zapachu jagodowej muffinki. Jedyne, co mi się w nim podobało to zapach - słodki jagodowy. Ścierał naskórek, jednak pozostawiał na skórze tłustą warstwę, której nie lubię. Było to spowodowane obecnością parafiny na drugim miejscu w składzie. Nie polecam.

Missy - zmywacz do paznokci do ciemnych lakierów. Bardzo dobrze radził sobie z usunięciem każdego lakieru - nawet ciemnych i tych z brokatem. Nie miał aż tak nieprzyjemnego zapachu i wystarczył mi na bardzo długi czas.

Ec-lab - tonik głęboko oczyszczający. Zdecydowanie lepszy od jego nawilżającego odpowiednika. W przeciwieństwie do tamtego, nie przesuszał, ładnie uspokajał skórę. Myślę, że jeszcze do niego wrócę.


Fitomed - odżywka ekstraziołowa do włosów ciemnych koloryzowanych. Ja włosów nie farbuję, ale stosowałam go w celu podkreślenia mojego naturalnego ciemnego brązu, co się udało. Odżywka zawiera hennę. Robiła na moich włosach ładne refleksy i podkreśla ich kolor. Polecam.

Nuxe - miniaturka żelu do mycia twarzy z serii Reve De Miel. Piękny zapach, żel gęsty, ładnie domywał resztki makijażu i pozostawiał buzię miękką i po prostu ładną. Przyjemność z używania tego produktu była ogromna. Na szczęście mam jeszcze jedną sztukę w zapasie. 

Oceanic - odżywka do rzęs Long 4 Lashes. U mnie naprawdę zdziałała cuda. Przy regularnym codziennym stosowaniu moje rzęsy widocznie się zagęściły i wydłużyły. Wcześniej nie wierzyłam w działanie tego typu produktów, ale już wierzę. Nie używam jej już od miesiąca i nie zaobserwowałam, by stan moich rzęs pogorszył się wraz z jej odstawieniem. Nie zaobserwowałam też żadnych negatywnych skutków jej stosowania.


Ecodenta - ekologiczna wybielająca pasta do zębów w czarnym kolorze zawierająca węgiel drzewny. Dla mnie zbyt mocna, smak miała bardzo ostry, miętowy. Sam fakt mycia zębów czarną pastą - bezcenny.

Yope - mydło w płynie o zapachu werbeny. Dobre, delikatne mydło z dobrym składem. Wydajne i ładnie pachnące, nie wysuszało dłoni. Ogólnie było ok, jednak ze zmyciem z dłoni większych zabrudzeń nie radziło sobie zbyt dobrze. Do częstego, codziennego stosowania serdecznie polecam.

Lovely- eyeliner czarny, matowy to mój niekwestionowany ulubieniec. Zużyłam już trzecią sztukę i pewnie kupię ponownie, ponieważ jest trwały, ma wygodny pędzelek, a jego czerń jest naprawdę czarna.

I to już wszystkie kosmetyki zużyte w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Troszkę pochwaliłam, troszkę ponarzekałam. Mam nadzieję, że te moje krótkie zdanie o wspomnianych produktach będzie Wam pomocne podczas zakupów. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na kolejny post, w którym pokażę moje marcowe zakupy kosmetyczne.


sobota, 4 marca 2017

Ogromny haul kosmetyczny, czyli co nowego w lutym?

4/03/2017


Kolejny miesiąc dobiegł końca, więc tradycyjne prezentuję moje kosmetyczne nowości. Trochę tego jest. Ostrzegam - znów troszkę poszalałam. Zapraszam na spowiedź z moich zakupowych grzeszków :)


W prezencie otrzymałam trzymiesięczną subskrypcję pudełek Be Glossy. Z pierwszego jestem bardzo zadowolona, ponieważ znalazły się w nim produkty "bliższe natury". Oprócz zniżek i próbek w pudełku znalazłam balsam do ciała Organique, pomarańczowy peeling cukrowy do ciała Nacomi, maski do twarzy L'oreal, tonik - mgiełkę do twarzy Vianka i serum antycellulitowe Farmony. Jedynie z ostatniego produktu nie jestem zadowolona, ale zużyję. Ze wszystkich pudełek Be Glossy, jakie miałam, to jest zdecydowanie najlepsze. Oby tak dalej.


Jakiś czas temu z okazji walentynek Shiny Box wypuściło kilka wersji pudełek specjalnych, których zawartość była ujawniona. Jako że w jednym z nich znalazło się serum rozświetlające Iossi (które mam i używam), a jego wartość w tej pojemności to około 49 zł, nie wahałam się. Całe pudełko z powyższymi produktami kosztowało właśnie tyle. Oprócz ulubionego i sprawdzonego serum w pudełku znalazł się łagodzący balsam do ciała marki Vianek (pachnie obłędnie), olejek różany Vis Plantis, szampon odbudowujący Dr Sante i mineralny bronzer Amilie. W zestawie były jeszcze inne kosmetyki, ale rozdałam je komu trzeba :)


Uzupełniłam moje zbiory o kilka niezbędników i kilka produktów, które od dawna mnie ciekawiły. W internetowym sklepie bliskonatury.pl kupiłam odżywkę do włosów z miodem i awokado marki Organic Shop, regenerujący szampon prowansalski Planeta Organica oraz trzech ulubieńców, do których chętnie wracam: płyn micelarny Vianek, maskę drożdżową do włosów z Receptur Babuszki Agafii i tymiankowy żel do mycia twarzy Sylveco. 


W Rosmannie do koszyka włożyłam odżywkę Garnier, żel do higieny intymnej Facelle i brokatowy lakier Lovely. W Ziaji zachęcona próbką kupiłam krem do stóp z 10 % mocznikiem. W Yves Rocher kupiłam odżywkę przywracającą włosom blask, a gratis otrzymałam dwufazowy płyn do demakijażu oczu (można było go otrzymać przy dowolnym zakupie, okazując wiadomość z newslettera). 


Kupiłam też kilka drobiazgów w Avonie. Wybrałam top coat, kredkę do oczu w kolorze khaki, korektor w kremie (jest podobny do tego z Catrice), wodę toaletową i balsam Incandessence oraz paletkę matowych cieni w odcieniach brązu. 


I to już wszystkie nowości. Jak widać, zrobiłam sobie ogromne zapasy, szczególnie do pielęgnacji włosów. Uciekam to wszystko uporządkować :) Pozdrawiam :) 

niedziela, 19 lutego 2017

Styczniowe nowości w mojej kosmetyczce

19/02/2017


Styczeń obfitował w świetne nowości w moim zbiorze kosmetycznym. Wiele z nowych produktów już używam i jestem z nich bardzo zadowolona. Ale po kolei. Zapraszam na małą spowiedź z moich zakupowych grzeszków. 


Natrafiłam ostatnio na bardzo korzystną promocję w drogerii Rossmann. Palety czekoladowe Makeup Revolution można było kupić za niecałe 12 zł! Wybrałam wersję Salted Caramel i zakochałam się w niej już od pierwszego użycia. Kolory ma bardzo przemyślane i pasujące do mnie, pigmentację zaskakująco dobrą i do tego faktycznie pachnie czekoladą. Przy okazji wzięłam też serce z rozświetlaczem za niecałe 8 zł. To się nazywa promocja :)

Nie zabrakło również nowości zapachowych. Z Avonu zamówiłam przepiękny flakonik wody perfumowanej Luck La Vie pachnącej truskawkami, konwalią i drzewem cedrowym. Efekt tej kompozycji jest naprawdę udany, przez co chętnie sięgam po ten zapach na co dzień. Serdecznie go polecam.


Po przeczytaniu recenzji serum rozświetlającego marki Iossi, musiałam je mieć. Używam go już od miesiąca i jestem bardzo zadowolona. Kolejną nowością u mnie jest spray nabłyszczający do włosów z Avonu. Kiedyś już go miałam i na tyle polubiłam, że sięgnęłam po niego ponownie. Czarny lakier z brokatem Delia dostałam od mamy. Średnio przepadam za ciemnymi lakierami, ale może się przekonam?


Odwiedziłam również The Body Shop i skusiłam się na dość popularny balsam do demakijażu, oczywiście w promocyjnej cenie. W Rossmannie kupiłam zapach moich ulubionych antyperspirantów Dove, tym razem nową dla mnie wersję bawełnianą. Zgarnęłam też do koszyka piękne pachnące sole do kąpieli z Isany. Natomiast w Biedronce natrafiłam na mydło do rąk o zapachu białej czekolady z orzechami. Nie mogłam przejść obojętnie...


Zrobiłam również moje pierwsze zamówienie na stronie Biochemia Urody, na której można kupić półprodukty lub gotowe zestawy do samodzielnego wykonania kosmetyków. Wzięłam dwa hydrolaty: z czarnej porzeczki oraz z kwiatu pomarańczy. Tego pierwszego już używam zamiast toniku i bardzo lubię. Kupiłam też bezalkoholowy tonik z kwasem BHA 2%, peeling perłowy drobnoziarnisty oraz olejek myjący z zielonej herbaty, który jest świetny. Uwielbiam naturalne kosmetyki, więc tym bardziej cieszę się z możliwości ich używania. 


I to już wszystkie zakupy, jakie popełniłam na początku roku. Miałyście okazję używać coś z moich nowości?

niedziela, 12 lutego 2017

Styczniowy projekt denko, czyli oczyszczanie kosmetyczki


Dziś kolejna porcja moich kosmetycznych zużyć. Stopniowo pozbywam się produktów, które mam na wykończeniu. Miło, gdy na półce z kosmetykami robi się trochę wolnego miejsca. Powoli, powoli..


Vianek - dwie próbki nawilżającego kremu pod oczy z ekstraktem z lnu. Pozytywnie mnie zaskoczył, a spodziewałam się kremu podobnego do tego z Sylveco. Okazało się, że był nieco inny - ciut gęstszy (choć nadal lekki), ale nadal raczej na dzień, niż na noc. Próbki wystarczyły mi na ponad tydzień stosowania dwa razy dziennie.

Garnier - płyn micelarny. Stały bywalec moich projektów denko. Ulubiony: dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia. Polecam.

Tołpa - próbka żelu micelarnego do mycia twarzy z serii rosacal dla cery wrażliwej i naczynkowej. Konsystencja mi odpowiadała, zapach również, oczyszczał bardzo dobrze. Myślę, że w przyszłości skuszę się na pełną wersję.

Ecolab - tonik nawilżający do skóry suchej i wrażliwej. Bardzo średni. Nie nawilżał, a wręcz przeciwnie: po jego użyciu moja skóra była ściągnięta i wysuszona. Przeszkadzało mi w nim też to, że nie można nim przemywać okolic oczu. Plus za dobry skład, jednak więcej po niego nie sięgnę.

Sephora - maska oczyszczająco-matująca. Ten produkt całkowicie skradł moje serce. Jest to maska błotna o bardzo gęstej konsystencji, którą mimo to łatwo się rozprowadza. Po nadłożeniu dość szybko zasychała, dlatego w trakcie "zabiegu" spryskiwałam twarz wodą termalną. Zapach miała ziemisty, błotny, ale mnie to nie przeszkadzało. Maseczkę trzymałam 15 minut. Zmywało się ją dość ciężko, ale dla efektu jaki dawała, warto było poświęcić minutę więcej. Jej działanie było widoczne od razu po zmyciu. Pory były zwężone, ewentualnych zaskórników mniej, a skóra o wiele gładsza. Mam dość wrażliwą skórę i bałam się, że produkt spowoduje zaczerwienienie czy pieczenie, ale nic takiego się nie działo. Koniecznie sprawię sobie kolejny słoiczek.

Elmex - bardzo delikatna pasta, którą na pewno kupię ponownie.

Blend-a-med - miniaturka pasty. Dawno nie używałam past z drobinami ścierającymi. Raczej wolę delikatniejsze, więc tej nie kupię.


Dove - odżywka bez spłukiwania do włosów farbowanych. Nie farbuję włosów, jednak bardzo lubiłam ten produkt. Spryskiwałam nim po myciu prawie suche włosy i w tej formie służył mi świetnie. Włosy lepiej się układały i wydawało mi się, że są bardziej nawilżone. Ogromny plus za przepiękny zapach. Sięgnę po nią ponownie.

Biosilk - serum do włosów z jedwabiem. Zużywanie tego typu produktów idzie mi bardzo powoli, ale w końcu się udało. Wcierałam go omijając nasadę, ze szczególnym uwzględnieniem końcówek włosów. Nie stosowałam go codziennie, a jedynie około pół godziny przez rozpoczęciem prostowania włosów. Moje włosy są cienkie, lecz gęste i wysokoporowate. Sprawdził się na nich bardzo dobrze.

Klorane - balsam do włosów z wyciągiem z mango do włosów suchych. Produkt był dobry, dobrze nawilżał i odżywiał włosy, jednak był bardzo niewydajny. Konsystencja była gęsta, bogata. Moje włosy po jej używaniu zdecydowanie się poprawiły. Być może kupię ponownie.



Crabtree&Evelyn - krem do rąk o zapachu miodu i brzoskwinii. Bardzo dobry, pomimo gęstej konsystencji, szybko się wchłaniał, co jest dla mnie bardzo ważne. Zapach nie do końca mi odpowiadał, ale gotowa jestem mu to wybaczyć, ponieważ nadrabia działaniem. Rozmiar idealny do torebki.
Resibo - próbka odżywczego balsamu do ciała. Treściwy, ładnie pachnący balsam o dobrym składzie, który ładnie nawilżył skórę. Tyle mogę powiedzieć po jednym użyciu próbka, która wystarczyła na całe ciało.

Garnier - antyperspirant w sprayu - wróciłam do niego po jakimś czasie. Dobry, ale mimo wszystko wolę te z Dove. Dobrze chronił, miał nienachalny zapach i nie zostawiał białych śladów. Godny wypróbowania.


Sephora - tusz do rzęs Outrageous Volume. Spodziewałam się dobrego tuszu, ale niestety... był gorszy od większości o wiele tańszych, których używałam. Największy minus daję mu za opakowanie. Nie jest zwykle odkręcany, tylko trzeba mocno pociągnąć, przez co dużo produktu się marnuje, tusz zasycha. Przez to nie był wydajny. Nie osypywał się, jednak dość długo zasychał na rzęsach przez co zdarzyło mi się mieć lekką "pandę". Ten tusz nie zrobi nam efektu sztucznych rzęs, a jedynie dobrze je podkreśli. Plus za małą, zgrabną szczoteczkę.

Pierre Rene - lakier malinowy nr 505. Ładny, uniwersalny odcień, trwałość dość dobra. Ogólnie mogę polecić.

Wibo - Deluxe Brightener- korektor rozświetlający pod oczy. Nie lubiłam go, miał bardzo małe krycie - nie zakrywał cieni.

Virtual - lakier do paznokci nr 159 I love blue jeans. Był u mnie długo, spokojnie kilka lat i zużyłam go do końca, nic się z nim złego nie działo. Jedna warstwa całkowicie pokrywała płytkę paznokcia, bez prześwitów. Z top coatem utrzymywał się około czterech dni. Producentem tego lakieru był/jest firma Joko.

Dior - próbka podkładu Forever, wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Był trwały, ładnie wyglądał. Polecam, jednak podkładów używam od święta, więc nie kupię.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam w styczniu. Znacie coś? Lubicie?