wtorek, 6 listopada 2018

Projekt denko - wrzesień i październik

06/11/2018


W tej odsłonie projektu denko dominują produkty, które były w porządku, ale jakoś szczególnie mnie nie zachwyciły. Szkoda, bo najlepiej byłoby trafiać na jak najlepsze produkty... Na szczęście jest też kilka naprawdę dobrych, których z przyjemnością mogę polecić. Zapraszam zatem do zapoznania się z krótkimi recenzjami. 


Yves Rocher - żel pod prysznic. Zapach wanilii w tym żelu był trochę mdły. Samo działanie produktu na plus.

Yves Rocher - szampon do włosów odżywczy. Bardzo dobry, jak wszystkie szampony tej marki. Włosy nawet po zastosowaniu odżywki pięknie pachniały właśnie nim.

Avon - lakier do paznokci, odcień daysie. Bardzo lubię lakiery z tej serii. Mam ich kilka i sprawdzają się bardzo dobrze.


Alterra - żel pod prysznic. Bardzo przyjemny żel, nie przesuszał skóry, pięknie pachniał truskawkami, a jego zapach nie był sztuczny, jak to mają zapachy truskawkowe w zwyczaju. 

Mohani - hydrolat z czystka. Świetny, nie przesuszał mojej skóry, fajnie odświeżał. Ogromny plus za atomizer, który idealnie rozpylał płyn.

Hada Labo Tokyo - próbka kremu na dzień. Nic specjalnego.


Facelle - płyn do higieny intymnej. Świetny i w niskiej cenie.

Mucovagin - próbki emulsji do higieny intymnej. Zużyłam i była ok.

Uriage - krem do twarzy. Nijaki. Stosowałam go na noc. Nawilżał, był bezzapachowy.


Vianek - odżywczy płyn micelarny tonik 2w1. Był w porządku do porannego odświeżenia. Do zmywania makijażu, szczególnie oczu, był zdecydowanie za słaby. Poza tym nie przepadam za produktami 2w1, ponieważ najczęściej nie spełniają dobrze żadnej ze swoich funkcji. I tak zawsze po jego użyciu stosowałam inny tonik.

Bumble and Bumble - spray ochronny do włosów. Trudno powiedzieć czy chronił włosy przed działaniem wysokiej temperatury. Faktem jest, że włosy po jego użyciu wyglądały ładnie.

Yves Rocher - krem na dzień. Przeciętny krem, który szczególnie mnie nie zachwycił, choć pod makijażem spisywał się dobrze.


Isana - płyn micelarny do demakijażu oczu bez oleju. Był dobry, ale wolę produkty dwufazowe, gdyż są skuteczniejsze.

Apis - pasta do zębów. Świetna, bez fluoru, o przyjemnym smaku mięty.

Organique - detoksykująca maska do twarzy, rytuał herbaciany. Nie zrobiła nic, żadnych efektów, nawet chwilowych nie zauważyłam. Męczyłam się z nią dłuuuugo.


Yves Rocher - płyn micelarny łagodzący. Niezbyt się spisał, nie radził sobie całkowicie z makijażem. Trzeba było użyć go bardzo dużo, by spełnił swoją rolę, przez co był bardzo niewydajny.

Avene - emulsja przeciw zaskórnikom. Stosowałam na nos, ale nie zauważyłam zmian.

Ziaja - próbki kremu na dzień. Były w porządku, ale nie na tyle, by kupić pełnowymiarowe opakowanie.


Pantene - odżywka do włosów. Włosy po jej użyciu były miękkie i lśniące. Polecam.

Dove - mydło w kostce. Bardzo wydajne, wcale się nie "ciapało".

L'oreal - próbka peelingu rozświetlającego do twarzy. Nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Rozświetlenia ani oczyszczenia skóry nie zauważyłam. Przeciwnie - mam wrażenie, że skórę zapchał. Niestety mam w zapasie pełnowymiarowy produkt, więc jeszcze raz sprawdzę czy faktycznie jest taki zły.


Himalaya - krem odżywczy. Zużyłam go do ciała, nie do twarzy, ponieważ w składzie miał parafinę. Był w porządku, choć ze względu na skład bym go nie kupiła (był w boxie).

Oillan - próbka balsamu przeciw rozstępom. Użyłam i tyle.

Elmex - pasta do zębów. Moja ulubiona pasta od dawna.


Biolaven - żel myjący do twarzy. Jak płyn micelarny z tej serii uwielbiam, tak ten produkt mnie nie zachwycił. Dobrze mył, nie zrobił nic złego, ale ponownie go nie kupię. Szybko się skończył i nie do końca odpowiadał mi jego zapach.

Vichy - krem na dzień. Nie lubiłam go, ponieważ miałam wrażenie, że zapychał.

Provag - próbka emulsji do higieny intymnej. Zużyłam, była ok.

To już wszystkie produkty, w których dosięgnęłam denka podczas dwóch ostatnich miesięcy. Powoli oczyszczam moją kosmetyczkę, choć muszę przyznać, że zapasów mam jeszcze bardzo dużo. Trzymajcie kciuki za kolejny miesiąc :)

środa, 5 września 2018

Projekt denko - lipiec i sierpień

5/09/2018


Dziś przygotowałam kolejną odsłonę projektu denko. W najbliższym czasie nastąpią duże zmiany w moim życiu m.in. przeprowadzka do nowego domu. W związku z tym staram się zminimalizować ilość moich rzeczy, bo wiadomo - im mniejsza ilość przedmiotów podczas przeprowadzki, tym wygodniej. Kosmetyki są tylko kroplą w morzu, ale zawsze to trochę mniej rzeczy do zabrania. Oprócz sukcesywnego zużywania, staram się znacznie ograniczyć zakupy kosmetyczne. W sierpniu kupiłam tylko dwa produkty, co w porównaniu do poprzednich miesięcy, jest sukcesem ;) Zapraszam do krótkich recenzji kosmetyków, które wykończyłam w lipcu i sierpniu.


Yves Rocher - antyperspirant w kulce o zapachu kwiatu bawełny. Nie przepadam za produktami w kulce, ponieważ trzeba czekać aż wyschną, dlatego bardzo długo zajęło mi jego zużycie. Nie mam problemów z potliwością, ale dla osób, które się z nimi borykają, mógłby być za słaby. Czasami zostawiał biały ślad na czarnych ubraniach. 

Too Faced - miniatura bazy pod podkład Hangover. Przyjemnie pachniała kokosem. Używałam jej zamiast kremu pod makijaż. Była w porządku, ale generalnie baz nie używam, zużyłam jako ciekawostkę. 

Clinique - próbka kremu. Świetny: odpowiadał mi formułą i poziomem nawilżenia, jakie dawał. Naprawdę fajny i być może kiedyś skuszę się na pełną wersję.

Aeternum - próbka kremu na noc. Fajny krem, pozostawił pozytywne wrażenie.



Yves Rocher - krem do rąk z arniką. Bardzo dobrze nawilżał dłonie, był wydajny i miał dość bogatą konsystencję. Godny uwagi.

Vianek - normalizująca maseczka do twarzy do cery tłustej i normalnej z glinką zieloną i węglem aktywnym. Saszetka wystarczyła na dwa użycia. Była w porządku. Skóra po jej użyciu wyglądała ładniej, a słowo "normalizująca" idealnie do niej pasuje.

Bielenda - próbki kremu do twarzy przeciw zmarszczkom. Zużyłam je na noc i wrażenie pozostawiły naprawdę pozytywne.



Organique - balsam do ciała z masłem shea. To było bardzo, bardzo gęste masło. Trochę niewygodne w używaniu, ponieważ trzeba było je rozgrzać, by wydobyć i rozsmarować. Ten trud jednak się opłacił, ponieważ bardzo mocno i trwale nawilżało i odżywiało skórę, a ponadto pięknie pachniało.

Biolaven - płyn micelarny. To któreś z kolei zużyte opakowanie bardzo dobrego produktu. Zdecydowanie polecam.

Biolaven - krem do twarzy na dzień. Na dzień raczej za tłusty, stosowałam go głównie na noc. Nie przepadam za zapachem lawendy, ale w tym wydaniu był do zaakceptowania. Był ok, nie zrobił mi niczego złego, ale nie zachwycił mnie na tyle, by kupić ponownie.



Colgate - pasta do zębów. Fajna.

Receptury Babuszki Agafii - solna pasta do zębów. Była fajna, ale nie kupię jej ponownie.

Vianek - nawilżający tonik-mgiełka do twarzy. Był dobry, przyjemnie pachniał i dawał poczucie nawilżenia.


Vichy - krem pod oczy. Nie zauważyłam, żeby jakoś specjalnie nawilżał, a gdy przypadkiem dostał się do oczu, potwornie szczypał. Nie polecam.




Nivea - żel pod prysznic. Bardzo przyjemny żel o pięknym zapachu kwiatów wiśni. Dobrze się pienił, był wydajny i nie wysuszał skóry.

Flos-Lek - żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem lekarskim i chabrem bławatkiem. Nie lubiłam tego produktu, ponieważ nie nawilżał skóry, a delikatnie ją ściągał. Zastosowany pod makijaż bardzo się rolował. Nie polecam.

Uriage - olejek do demakijażu. W przeciwieństwie do wspomnianego  niżej olejku Vianka, ten można było zmyć samą wodą. Mimo to i tak później używałam żelu. Generalnie był w porządku.


Sylveco - peeling oczyszczający do twarzy. To już któreś z kolei zużyte opakowanie. Bardzo go lubię za to, że posiada bardzo drobno zmielony korund. Bardzo dobrze oczyszcza skórę i jej nie podrażnia. Nie ma zbyt przyjemnego zapachu, ale to mi nie przeszkadza.

Ecocera - puder ryżowy. Był to bardzo wydajny i mocno matujący puder sypki. Trzeba było uważać, by nałożyć go z umiarem, bo nałożony w nadmiarze lekko bielił skórę (jednak ten efekt był chwilowy). Ja aktualnie nie potrzebuję aż tak dużego zmatowienia, ale dla osób których cera mocno przetłuszcza się w ciągu dnia, może być wybawieniem.

Marion - plaster na nos. W poprzednim denku napisałam, że jest do niczego. Miałam jeszcze jeden w zapasie, użyłam i muszę zwrócić mu honor, ponieważ tym razem naprawdę zadziałał. Myślę, że jeszcze go kupię.



Garnier - płyn micelarny. Chyba nie ma osoby, która nie zna tego produktu. Mój ulubieniec, który nie podrażnia i świetnie zmywa każdy makijaż. Polecam.

Vianek - łagodzący olejek do demakijażu. Stosowałam go jako pierwszy etap demakijażu. Plus za to, że można było nim zmywać również oczy. Sprawdzał się dobrze, był bardzo wydajny, jednak nie ma on w składzie emulgatora i nie zmyjemy go samą wodą, trzeba użyć żelu (co mnie nie przeszkadza, bo i tak bym jeszcze tego produktu do oczyszczania użyła). Nie jest to dla mnie niezbędny krok demakijażu, dlatego kiedy zużyję wszystkie produkty tego typu, raczej z tego kroku zrezygnuję.

Yves Rocher - płukanka octowa z malin do włosów. Stosowałam go przed ostatnim płukaniem. Pachniał przepięknie i ładnie nabłyszczał włosy.

Bielenda - żelowa maseczka ultra nawilżająca. Faktycznie nawilżyła skórę, zrobiła na mnie dobre wrażenie.


Barnangen - masło do ciała. Przyjemny produkt, który szybko się wchłaniał i dobrze nawilżał. Zapachem przypominał trochę krem Nivea. Był fajny, ale szybko mi się znudził.

Be Beauty - chusteczki do demakijażu. Do demakijażu użyłam ich może dwa razy, jednak po nich oczywiście użyłam żelu do mycia twarzy. Były słabo nawilżone, nie dałyby rady usunąć makijażu i dlatego nie mogę ich polecić. Zużyłam do rąk i przetarcia toaletki.

Bielenda - płyn dwufazowy. Ulubiony produkt do demakijażu oczu. Świetnie sobie radzi i nie podrażnia. W zapasie mam kolejny. Polecam.



Nivea - szampon do włosów matowych i pozbawionych blasku. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, mocno się pienił, zdecydowanie spełnił moje wymagania jeśli chodzi szampony.

Facelle - chusteczki do higieny intymnej. Bardzo dobre do odświeżenia się na przykład przed wizytą u lekarza. Nie podrażniały, polecam.

Uriage - żel do mycia twarzy. Świetny żel, gdy zużyję moje zapasy, chętnie kupię pełną wersję.

Uriage - krem pod oczy. Nic specjalnego, dla mnie zbyt słabo nawilżał.


Origins - orzeźwiający peeling do twarzy. Potwornie długo go zużywałam... to była męka. Jako peeling nie sprawdził się w ogóle, był to raczej żel do mycia twarzy z delikatnymi drobinkami czegoś. Używałam do porannego oczyszczenia twarzy. Jedyny jego plus to pomarańczowy zapach. Nie jest warty swojej ceny.

Yves Rocher - peeling do ciała z pudrem z pestek moreli. Bardzo dobrze zmielony peeling, nie bardzo mocny zdzierak, ale do bardziej wrażliwych miejsc typu dekolt, sprawdzał się idealnie. Do tego pięknie pachniał morelami. 

Avene - miniaturka kremu z filtrem 50 dla cery tłustej. Świetny, nietłusty, pod makijażem sprawdził się idealnie. Godny uwagi.



Isana - odżywka do włosów brązowych. Świetna odżywka, którą zużyłam nie pierwszy raz. Włosy po jej użyciu są miękkie i lśniące, a ponadto ich brązowy kolor jest ładnie podkreślony.

Estee Lauder - krem do twarzy. Miał bogatą konsystencję, dobrze nawilżał i odżywiał skórę. Stosowałam go na noc i rano skóra wyglądała bardzo ładnie.


Essence - żel do brwi w odcieniu 02 browny brows. Najlepszy produkt do brwi, jaki dotąd używałam. To drugie zużyte opakowanie, a w użyciu mam kolejne. Lubię go za to, że mogę zastosować go solo i moje brwi wyglądają tak, jak chcę. Ma kolor identyczny z moimi brwiami i jest bardzo tani. 

To już wszystkie produkty zużyte w ostatnim czasie. Dajcie znać czy zgadzacie się z moimi opiniami o nich.

środa, 8 sierpnia 2018

Nowości w kosmetyczce, czyli co kupiłam w lipcu?

8/08/2018


Kolejny miesiąc dobiegł końca, więc czas na prezentację moich kosmetycznych zakupowych grzeszków. Moje lipcowe zakupy nie były spowodowane nagłą potrzebą, bo z zakupem poniższych produktów spokojnie mogłabym poczekać, ale promocje i inne okazje kusiły... Zapraszam zatem do krótkiej relacji z tego, co wpadło do mojej toaletki.


Z kolorówki kupiłam tylko trzy rzeczy. Dawno już nie zagościła u mnie żadna nowa paleta, a w związku z tym, że marka Revolution ostatnio wypuściła wiele ciekawych produktów, skusiłam się na dwie paletki: dużą Soph x (której kolory mnie zachwycają) i słodką malutką czekoladkę (wybrałam wersję nudes). Kupiłam też korektor Lovely w odcieniu 02.





Maseczki marki Missha ciekawiły mnie od dawna. Testowałam już ich maski w płachcie, a tym razem wybrałam wersje kremowe: cytrynową i miodową. Kupiłam też piankę do mycia ciała Spa Secret (dostępną w Rossmannie), która pachnie podobnie do olejku Nuxe. W Hebe w śmiesznie niskiej cenie była dostępna maseczka superwygładzająca z enzymami marki Dermika.


Sprawiłam sobie również nowy zapach marki Avon - nową wersję zapachu Always. Jak pewnie wiecie, lubię markę Iossi, więc postanowiłam wypróbować ich kolejne produkty. Tym razem wybór padł na serum nawilżające oraz krem naffi.


Wśród moich nowości znalazły się też kolejny nowy żel Avon: tym razem kokos i papaja oraz kokosowy peeling pod prysznic Isany. Żel do mycia twarzy Aloesove był dołączony do "Zwierciadła" (być może jeszcze można go dostać).


W TK Maxx natrafiłam na naturalny dezodorant Nature Love, a w Rossmannie kupiłam płyn do demakijażu oczu oraz szampon, który ma bardzo przyjemny skład.


I na koniec ostatnie rzeczy z Rossmanna: masło do ciała, żel pod prysznic oraz peeling do stóp.

I to już wszystkie nowości, które sprawiłam sobie w minionym miesiącu. W następnym wpisie zaprezentuję kolejną odsłonę projektu denko, ponieważ nie ukrywam, że w ostatnim czasie zużyłam bardzo dużo produktów. W najbliższym czasie (może nawet przez kilka miesięcy) będę starała się ograniczyć zakupy kosmetyczne, ponieważ moje zapasy są o wiele za duże. Trzymajcie kciuki za moją silną wolę ;)

piątek, 6 lipca 2018

Dużo nowości w kosmetyczce, czyli co kupiłam w czerwcu?

06/07/2018


Kolejny miesiąc już się rozpoczął, więc czas na prezentację moich zakupowych grzeszków. Muszę przyznać, że trochę ich popełniłam... sami zobaczcie...


Jakiś czas temu beGlossy organizowało dużą wyprzedaż swoich pudełek. Zestawy były pomieszane i można je było kupić w naprawdę atrakcyjnej cenie. Poza tym fajne było to, że zawartość pudełek była z góry znana, więc nie kupiłam kota w worku. Za wszystkie produkty umieszczone na trzech zdjęciach zapłaciłam łącznie 70 zł, więc myślę, że bardzo się ten zakup opłacał. W moim pudełku znalazł się żel do mycia twarzy Biolaven, wznacniające serum Vianek, odżywka Schwarzkopf, suchy szampon i odżywka Aussie.


W skład zestawu wchodził też peeling do rąk Vianek, ampułka do włosów Pantene, próbka różu mineralnego Pixi, pomadka Pierre Rene oraz próbka peelingu L'oreal.


W pudełku znalazły się też maseczki L'oreal i Farmony, emulsja nawilżająca Bandi, krem Himalaya, peeling do ciała Efektima, serum Aurigia i kilka próbek kosmetyków Uriage. Większość produktów bardzo mnie ciekawi, więc czeka mnie miłe testowanie :)


Kupiłam również rozświetlający krem do twarzy Resibo, o którym słyszałam bardzo wiele dobrego. Maj to miesiąc, w którym obchodzę urodziny. Niektóre marki, informują posiadaczy swoich kart o możliwości odbioru urodzinowego prezentu. Takim to sposobem od Yves Rocher otrzymałam płyn micelarny, a przy dowolnym zakupie w Sephorze  - maseczkę. Miłe gesty.


W Drogerii Natura wyprzedawano produkty Freedom Makeup. W bardzo artakcyjnych cenach kupiłam puder bananowy (10 zł) oraz paletkę pomadek (19 zł).


Na jasnoczerwoną pomadkę (odcień 06 abrico dabra) Bourjois spoglądałam już od dawna, więc przy jakiejś dobrej promocji w końcu się na nią skusiłam. Kupiłam też miniaturkę pomadki Clinique (odcień 13 love pop) oraz kolejne opakowanie kremu bb Misshy, w którym jestem zakochana. 


Szczególnie podczas słonecznych dni należy chronić skórę, więc kupiłam krem spf 50 Avene. Ta mała wersja jest dostępna w wielu aptekach. Zaopatrzyłam się też w dwóch ulubieńców: odmładzający tonik Eco-Lab oraz żel do brwi Essence.


Tym razem z katalogu Avon zamówiłam dwa błyszczyki powiększające usta (plumping pearl oraz pink pout). Szczególnie spodobał mi się ten pierwszy, który nie ma koloru, ale za to miliony drobinek i pięknie wygląda na matowych pomadkach. Z mojej ulubionej serii zamówiłam też lakier (odcień marvelous) oraz już dobrze mi znany top coat.


Jeśli planujecie rozpoczęcie przygody z makijażem kosmetykami mineralnymi, świetnym pomysłem jest zakup próbek. Ja zdecydowałam się na próbkę kryjącego podkładu mineralnego w odcieniu golden fair oraz pięknie zapakowanego zestawu szesnastu próbek, wśród których znajdują się korektory (light, medium, dark), pudry (rozświetlający i matujący), primer, róże (rose, coral, honey, nude, sunrise, romantic) oraz cienie do powiek (ice cream, chocolate, vanilla, cappuccino). Zestaw jest dostępny na stronie Annabelle Minerals w cenie 39,90.

Jak widać czerwiec obfitował u mnie w nowości kosmetyczne. W lipcu nie planuję zakupów, a jeśli się takowe zdarzą, to będą niewielkie. Co sądzicie o moich nowościach?

PS wczoraj w kiosku rzucił mi się w oczy najnowszy, sierpniowy numer "Zwierciadła" ze świetnym dodatkiem: żelem do mycia twarzy z najnowszej serii Aloesove marki Sylveco w cenie 7,99. Oczywiście wzięłam :) Jeśli jesteście zainteresowane tym produktem, to spieszcie do sklepu, bo coś czuję, że szybko znikną z półek.

piątek, 29 czerwca 2018

Projekt denko - maj i czerwiec


29/06/2018


Za chwilę koniec miesiąca, więc tradycyjnie, przyszedł czas na kolejną odsłonę projektu denko. Tym razem zaprezentuję produkty, które wykończyłam w maju i czerwcu. Staram się na bieżąco używać kosmetyki, które mam już otwarte, dzięki temu w każdym miesiącu udaje mi się zebrać troszkę pustych opakowań. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami zużytych przeze mnie produktów.



Vianek - nawilżający żel do higieny intymnej z ekstraktem z liści mniszka. Bardzo dobry, miał świetny skład, nie podrażniał, spełniał swoje zadania bez zarzutu, przyjemnie pachniał, był niezwykle wydajny i wygodny w użyciu, dzięki obecności pompki. Z pewnością kupię go ponownie.

Tołpa - nawilżający krem matujący. Kiedyś zużyłam dwa opakowania, w tej chwili jest on już nie do kupienia, ponieważ został wycofany. Matował, a jednocześnie nawilżał. Lubiłam go, jednak kiedyś lepiej się u mnie sprawdzał - teraz stawiam na większe nawilżenie. Ponadto miałam wrażenie, że lekko moją skórę zapychał, ale nie jestem tego pewna. Stosowałam go na dzień i na noc, zamiennie z innymi kremami.

Uriage - miniatura żelu do mycia twarzy. Bardzo dobry, mam aktualnie w użyciu jego większą wersję. 


Yope - zimowe mydło w płynie. Było bardzo wydajne, nie przesuszało dłoni. Miało bardzo dobry skład. Nie pieniło się zbyt dobrze, ale mnie to nie przeszkadzało. Pachniało ładnie, choć dość delikatnie. O dziwo ten świąteczny zapach migdałów, kokosa, cynamonu i pomarańczy nie przeszkadzał mi podczas upalnych dni.

Organique - miniatura odmładzającego kremu na dzień. Ogromne zaskoczenie, ponieważ ostatnio za jaki produkt tej marki się nie wezmę, to się nie sprawdza. Tutaj przeciwnie - świetnie sprawdzał się na dzień pod krem BB Misshy. Solo nie pozostawiał tłustej warstwy, naprawdę fajny.

Cosnature - maseczka odżywcza do twarzy z rokitnikiem. Myślę, że sprawdzi się u osób, które potrzebują bardzo odżywczych i nawilżających produktów. Dla mnie była aż za bardzo "bogata", ale osoby z cerą suchą byłyby zadowolone. Dwie saszetki wystarczyły na cztery użycia.



Yves Rocher - energizujący żel pod prysznic malina i mięta pieprzowa. Bardzo fajny żel o rzadkiej, ale dobrze się pieniącej konsystencji. Zapach świeży, w sam raz na lato.

Neobio - pasta do zębów. Przyjemna pasta bez fluoru, z ksylitolem i wyciągiem z oczaru wirginijskiego i rozmarynu.

Bielenda - próbki mleczka do ciała z ostropestem i szałwią lekarską. Miało ładny, świeży zapach. Zrobiło na mnie dobre wrażenie.



Yves Rocher - szampon przywracający blask. To miniaturka, ale zużyłam już wcześniej dwa opakowania tego produktu. Dobrze mył, włosy po jego użyciu ładnie wyglądały. Godny polecenia.

Marion - oczyszczający plaster na nos. Tani, ale nic nie warty. Nie zadziałał, nie oczyścił skóry na nosie wcale.

Yves Rocher - balsam pod prysznic. Miał konsystencję balsamu/kremu. Nie lubię tego typu produktów, choć ten nie był zły.



Avon - płyn do kąpieli o zapachu róży. Świetny. Super się pienił, a piana nie znikała, tylko utrzymywała się w wannie do końca kąpieli. Piękny różany zapach roznosił się po całej łazience.

KTC - woda różana. Wielofunkcyjny produkt, którego używałam zamiast toniku lub do zmywania maseczek. Moja skóra bardzo się z nią polubiła.

Eveline - lakier do paznokci nr 914. Miał ładny, elegancki, bardzo jasny odcień rozbielonego różu. Żeby wyglądał ładnie trzeba było nałożyć dwie warstwy. Był trwały i miał wygodną szczoteczkę.


Avon - żel pod prysznic jaśmin i zielona herbata. To mój pierwszy zużyty żel tej marki i jestem zaskoczona, ponieważ bałam się, że może przesuszać. Na szczęście nic takiego się nie stało, sprawdzał się świetnie. Miał dość wodnistą konsystencję, ale pienił się bardzo dobrze. Połączenie zapachów również na przypadło mi do gustu.

Papoutsanis - mydło greckie oliwkowe. Naturalne, o niezbyt przyjemnym zapachu, ale spełniło swoje zadanie. Używałam do mycia rąk i pędzli. 

Yves Rocher - żel pod prysznic migdał i kwiat pomarańczy. Bardzo fajny żel, miał rzadką konsystencję, ale bardzo dobrze się pienił. Ta wersja zapachowa nie jest moją ulubioną, ale nie jest też zła.  



Nivea - olejek w balsamie. Bardzo miło mnie zaskoczył. Pachniał pięknie, ładnie nawilżał, miał konsystencję mleczka do ciała. O dziwo, nie ma w składzie parafiny.

Cien - chusteczki nawilżane. Mój niezbędnik do torebki. Sprawdzają się do odświeżenia dłoni poza domem, ale też do przetarcia butów. Obie wersje były w porządku, a do tego kosztują mniej niż 1 zł. 

Aquafresh - pasta do zębów. Bardzo dobra pasta.



Sylveco - nawilżający balsam na rozstępy. Stosowałam go do pielęgnacji ciążowego brzuszka i biustu. Rozstępy są zwykle kwestią genów i nie za bardzo mamy wpływ na ich powstanie, ale używam tego typu produktów, by ewentualnie im zapobiec. Ten sprawdził się świetnie.

Biolaven - przeciwzmarszczkowe serum do twarzy z olejem z pestek winogron i olejkiem lawendowym. Jak to u mnie zwykle bywa, nie jestem w stanie zużyć olejków do twarzy w całości. Jedyny, który mi się udało, to rozświetlający marki Iossi. Mimo, że tego stosowałam dość regularnie wieczorami, jego termin ważności już minął. Produkt był przyjemny w użyciu, ale raczej nie wrócę.

Rimmel - żel do brwi Brow This Way w odcieniu 004 clear. Ogromny bubel. Może i utrwalał brwi, ale po zaschnięciu tworzył na nich widoczny, biały osad. Wyrzucam, bo po prostu nie da się go używać. 


Pilomax - odżywka do włosów zniszczonych normalnych i grubych, jednominutowa. Nie lubiłam tej odżywki, miała dawać wygładzenie i połysk, a mam wrażenie, że działała wręcz odwrotnie. Plątała i obciążała włosy.

Vianek - płyn micelarny rewitalizujący dla cery dojrzałej. Był w porządku, jednak zapach miał zbyt intensywny. Mam jeszcze jeden w zapasie.

Schwarzkopf - olejek do włosów. Stosowałam go na końcówki. Pięknie pachniał i ładnie wygładzał włosy.


Tołpa - orzeźwiający żel peelingujący do mycia twarzy. Bardzo przypadł mi ten żel do gustu. Stosowałam go podczas wieczornego oczyszczania twarzy, po oleju do demakijażu, w dni kiedy miałam na twarzy makijaż. Po jego użyciu miałam pewność, że skóra jest porządnie oczyszczona.

Pantene - magiczna ampułka do włosów. Świetny produkt, po jej użyciu było widać wyraźną różnicę w wyglądzie włosów, oczywiście na plus. Polecam.

Estee Lauder - próbka podkładu w odcieniu 1w2 sand. To moje pierwsze spotkanie z tym kultowym produktem i muszę potwierdzić pochwały na jego temat. Wygląda bardzo ładnie, dobrze kryje i jest długotrwały, jednak nie jest mi potrzebny tak mocny podkład.

My Secret - cień do powiek nr 505. Mój ulubiony cień, który nakładam jako pierwszy na całą powiekę i pod łuk brwiowy. Ma idealny, bazowy odcień i jest bardzo dobrze napigmentowany. Można go kupić jako pojedynczy cień, mój "rozbroiłam" i miałam go w palecie magnetycznej. Wypróbujcie koniecznie, bo to najlepszy bazowy cień, z jakim miałam do czynienia.



Inglot - puder matujący. Świetny puder, który faktycznie utrzymywał mat na skórze przez wiele godzin. Ponadto sprawiał, że skóra była jakby "jedwabista" w dotyku. Niestety był dość niewydajny. Mimo to jest godny uwagi.

Marion - bibułki matujące. Bardzo przydatny gadżet do zebrania nadmiaru sebum w ciągu dnia. Te akurat są bardzo ekonomiczne, ponieważ kosztują mało, a jest ich w opakowaniu aż sto sztuk. 

Deborah - tusz do rzęs Lash Creator volume& care. Bardzo dobry i bardzo wydajny. Miał tradycyjną szczoteczkę. Bardzo pogrubiał rzęsy.

I to już wszystkie produkty, które zużyłam w ostatnim czasie... znacie coś?