wtorek, 22 października 2019

Avon Distillery - nowa seria do pielęgnacji twarzy

22/10/2019


Niedawno otrzymałam do przetestowania w ramach programu Hot Noty produkty marki Avon z nowej serii Distillery. Produkty są o tyle ciekawe, że znacznie różnią się od tych dostępnych dotąd w ofercie katalogowej. Marka wprowadziła serię produktów do pielęgnacji twarzy, które są wegańskie, bez alkoholu, bez substancji zapachowych, bez filtrów chemicznych, bez olejów mineralnych. Dziś przedstawię moje pierwsze wrażenie po tygodniowym stosowaniu tychże produktów. Jeśli chcecie wiedzieć więcej na ich temat to zajrzyjcie TUTAJ.



Nawilżający krem do twarzy spf 25 z filtrem mineralnym - krem po nałożeniu delikatnie bielił skórę, jednak po kilku minutach nie było to widoczne. Zgodnie z obietnicami producenta krem matował skórę: zaobserwowałam to bez problemu, gdyż stosowałam go solo, nie nakładałam makijażu. 

Głęboko nawilżający eliksir na noc z gliceryną roślinną - ten produkt zajmuje u mnie drugie miejsce. Ma żelową przezroczystą konsystencję, pachnie delikatnie, przyjemnie. Po pierwszym nałożeniu  chwilowo czułam lekkie mrowienie skóry, w kolejnych dniach to nie wystąpiło. Rano po przebudzeniu skóra była wyraźnie nawilżona, wyglądała ładnie.


Detoksykujący olejek do twarzy - nie przepadam za nakładaniem olejów na twarz i tutaj raczej nie będzie inaczej. Moja skóra nie lubi tak tłustych produktów. Po raz kolejny czułam, że produkt zapycha moją skórę, więc prawdopodobnie oddam go mamie.


Skoncentrowana 100 % witamina C w pudrze - należy wymieszać na dłoni miarkę tego produktu z kremem do twarzy. Niestety nigdzie nie jest podane, ile dokładnie powinno się tego proszku dodać. Ciekawy produkt, z którym dotąd się nie spotkałam. 


Balsam oczyszczający do twarzy z ekstraktami roślinnymi - ten produkt przypadł mi do gustu najbardziej, gdyż na co dzień zawsze stosuję olejek jako pierwszy etap demakijażu, a ten balsam, choć ma inną formę niż olejek, doskonale wpasował się w moją pielęgnację. Należy wmasować go w skórę, po czym zamienia on się w mleczną piankę. Przyznać trzeba, że całkowicie makijażu nie usuwa, jednak nie wyobrażam sobie stosowania tego typu produktu jako jedyny etap demakijażu i oczyszczania. Zawsze i tak używam płynu micelarnego i żelu do mycia twarzy. Będę chętnie po niego sięgać.

Nie ukrywam, że byłam bardzo ciekawa tych nowości, więc cieszę się, że mogę je testować. Dajcie znać czy również ciekawią Was te kosmetyki, a jeśli ich używałyście, to jakie jest Wasze zdanie na ich temat.

wtorek, 15 października 2019

Projekt denko: sierpień i wrzesień

15/10/2019


Dziś przychodzę z kolejną odsłoną projektu denko, w którym prezentuję opakowania po produktach kosmetycznych, jakie zużyłam w ostatnim czasie. Będzie dużo ulubieńców... Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami...


Korean Energy - plastry oczyszczające na nos. Naprawdę podziałały, a były bardzo tanie (2,50). Kupiłam je w Biedronce, szkoda, że już nie są dostępne, bo chętnie zaopatrzyłabym się w kilka opakowań.

Yope - żel pod prysznic o zapachu chińskiej herbaty yunnan. Nie przypadł mi do gustu zapach, dla mnie był nieprzyjemny. Działanie żelu było w porządku, choć konsystencja bardzo lejąca. 

Golden Rose - próbka bazy matującej. Zużyłam, jednak na co dzień baz pod makijaż nie stosuję. Są dla mnie zbędne. Ta nie przekonała mnie, by zmienić zdanie i zacząć stosować takie produkty.

New Look - zmywacz do paznokci. Był bardzo dobry, ładnie pachniał i miał pompkę. Super!

Freedom - puder bananowy. Miał bardzo żółty kolor, jednak po nałożeniu na skórę nie było to widoczne. Był w porządku, jednak mnie nie urzekł. Ma w środku takie sitko, przez które bardzo niewygodnie się go aplikowało.


Vianek - płyn micelarny & tonik 2 w 1 z ekstraktem z nagietka. Bardzo dobrze się u mnie sprawdził, dobrze zmywał makijaż. Jako tonik go nie stosowałam.

Maybelline - pomadka nr 620 bare to be bold. Bardzo jasny nudziak. Strasznie jej nie lubiłam, gdyż była dla mnie za jasna. Jednak jako że nie lubię, gdy mi się coś marnuje, zużyłam całą. Nie będę się przyznawać jak długo mi to zajęło, nie ma się czym chwalić.  

Lancome - próbka wody perfumowanej Idole. Zapach intensywny, słodki, dość mocny, nie do końca trafia w mój gust.

Eo Laboratorie - peeling do ciała. Świetny!!! Pięknie pachniał kawą, na pewno jeszcze go kupię. Czyszczenie po jego użyciu prysznica to inna sprawa ;)

Dermika - maseczka do twarzy multiwitaminowa. Nie zrobiła na mnie większego wrażenia.

Astor - pomadka w odcieniu 003 caramel envy. Zużyłam w całości (dumna ;) Był to delikatny nudziak w odcieniu moich ust z milionem mieniących się drobinek. Wyglądała jak błyszczyk, ale się nie kleiła i długo utrzymywała. Nie wiem czy jest gdzieś jeszcze do dostania, bo miałam ją zdecydowanie za długo, ale jeśli tak, to polecam.


Dove - odżywka do włosów zniszczonych. To już któreś z kolei zużyte opakowanie. Za każdym razem utwierdzam się w przekonaniu, że jest to  dla moich włosów jedna z najlepszych odżywek.

Lovely - puder HD. Świetny. Matujący, transparentny. Skóra wyglądała po jego nałożeniu świetnie. To najlepszy puder jakiego dotąd używałam.

Be Beauty - żel pod prysznic o zapachu bzu i białych kwiatów. Bardzo dobry i wydajny żel z Biedronki. Warto się rozglądać podczas zakupów, bo warto.


Himalaya - pasta do zębów. Bardzo dobra, polecam.

Sense of Nature - próbki żelu pod prysznic. W porządku, jednak nie zachwyciły.

Dermika - maseczka głęboko oczyszczająca. Jest to jedna z siedmiu, które można kupić w zestawie na każdy dzień tygodnia. Ta była świetna, skóra po jej użyciu była wyraźnie oczyszczona.

Garnier - próbka lekkiego żelu nawilżającego. Wystarczyła na kilka użyć, jednak nie jest to produkt dla mnie. Miałam wrażenie, że zapychał moją skórę. 


Eveline - płyn micelarny. Świetny! Polecam.

Yope - szampon do włosów mleko owsiane. Nie sprawdził się u mnie. Był niewydajny, żeby porządnie umyć włosy trzeba było bardzo dużo go użyć. Trzeba było też bardzo dokładnie go zmyć. Ja najwyraźniej zrobiłam to niewystarczająco i moje włosy obciążył, już drugiego dnia wyglądały nieświeżo. Zapach też mi się nie podobał. 

Avon - maseczka w płachcie rozświetlająca. Najlepsza z trzech z tej serii. Skóra po jej użyciu była ładnie rozświetlona i nawilżona.  Podobnie jak w innych, płachta była bardzo mocno nawilżona. Polecam. 


Babydream - oliwka pielęgnacyjna. Świetnie sprawdziła się do pielęgnacji Maluszka, jak i do ciążowego brzuszka. Ma też dobry skład. Polecam.

Cien - chusteczki nawilżane. Idealne do torebki, a do tego bardzo tanie. Wracam do nich regularnie i polecam.

Aquafresh - pasta do zębów. Bardzo dobra.

Avon - nawilżająca maseczka w płachcie. Płachta była bardzo mocno nawilżona i dobrze pasowała do mojej twarzy. Z trzech, które użyłam, ta sprawdziła mi się najmniej.


Alterra - szampon chroniący kolor włosów. Nie mam włosów farbowanych, ale szampon sprawdził się u mnie. Lubię szampony tej marki, jednak wersja morelowa sprawdziła mi się lepiej. Minus za małą wydajność.

Golden Rose - pomadka nr 01. Przepiękna matowa pomadka, która na ustach utrzymywała się bardzo długo. Nie wysuszała ust. Kolor też miała przepiękny. Godna polecenia. 

Be Beauty - chusteczka do higieny intymnej. Pojawiają się w każdym denko, świetne.

Avon - odmładzająca maseczka w płachcie. Fajna, zrobiłam ją rano, przed nałożeniem makijażu. Esencji było tak dużo, że po jej zdjęciu nie musiałam już nakładać kremu. 

Yankee Candle - wosk peony. Bardzo ładny zapach i dość mocny.

Yankee Candle - wosk black cherry. Mój ulubiony zapach tej marki, z jakim miałam do czynienia. Przepiękny i intensywny.

I to już wszystko, co udało mi się wykończyć w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Każde kolejne zużyte opakowanie bardzo mnie cieszy, gdyż mogę zacząć testować kolejne produkty z moich niemałych zapasów... Znacie coś z moich denek? 

poniedziałek, 9 września 2019

Nowy tusz Avon: 5 in one lash genius

9/09/2019


Dziś przychodzę z recenzją tuszu marki Avon 5 In One Lash Genius Mascara 5 In One Lash Genius Mascara. Avon stworzył tusz, który ma być tuszem genialnym. Ma łączyć w sobie wszystkie cechy tuszu idealnego. Ma pogrubiać, wydłużać, rozdzielać, unosić i mieć głęboki kolor.



Moje wrażenia po tygodniowym używaniu tego tuszu są następujące:
- od razu był gotowy do użycia: nie lubię, gdy tusz jest zbyt mokry, ponieważ zawsze podczas aplikowania gdzieś mi się rozmaże. Z tym nie było tego problemu;
- szczoteczkę ma sylikonową, dość dużą. Górne rzęsy maluje się nim łatwo, przy dolnych trzeba uważać;
- nie osypywał się, po całym dniu wyglądał tak samo;
- widocznie pogrubiał i wydłużał.



Tusz nie jest drogi, w aktualnie obowiązującym katalogu kosztuje 24,99. 

Dotąd oprócz wspomnianego wyżej, używałam trzech innych tuszów tej marki: z serii Luxe (złote opakowanie), True Color (zielone opakowanie) oraz Mark (czarne opakowanie z niebieską końcówką). Tego umieściłabym na drugim miejscu zaraz za tym z serii Luxe, z tego względu, że tamten miał mniejszą, bardziej klasyczną szczoteczkę.  



niedziela, 1 września 2019

Nowości w kosmetyczce: czerwiec, lipiec, sierpień

01/09/2019


Dziś przychodzę z porcją kolejnych nowości, jakie pojawiły się u mnie w ostatnich trzech miesiącach. Jak zawsze przeważają kosmetyki do pielęgnacji, ale małe kolorówkowe akcenty również się tu znalazły. Zapraszam :)


Na początek oczywiście żele pod prysznic: nowości, które ostatnio pojawiły się w Rossmannie.


Kilka produktów marki Yope: szampon do włosów oraz zestaw miniaturek: szampon, odżywka, balsam oraz żel.


Tutaj kilka produktów, które były dołączone do czasopism.


Kilka produktów z katalogu Avon.


Różności: niektóre kupiłam, inne dostałam.


I nowości z zamówień internetowych, które wrzuciłam do koszyka przy okazji innych zakupów, które doszły do mnie dosłownie wczoraj.

I to tyle... wybaczcie, że tak krótko, ale czasu brak... Znacie coś z moich nowości? Lubicie?

środa, 21 sierpnia 2019

Nowości w kosmetyczce: maseczki marki Avon

21/08/2019


Dziś chciałabym Wam zaprezentować kilka produktów z oferty marki Avon. Ostatnio otrzymałam je do przetestowania i dziś przychodzę z moim pierwszym wrażeniem o tych kosmetykach. Są to produkty do pielęgnacji twarzy, głównie maseczki. Istotny jest fakt, że jest to moje pierwsze spotkanie z produktami do twarzy tej marki. 

Pewnego pięknego wieczoru jako pierwszą postanowiłam wypróbować  odżywczo-nawilżającą maseczkę z platyną Anew Platinum Precious Metal Mask. Zgodnie z zaleceniami nałożyłam grubą warstwę i zostawiłam na twarzy 15 minut. Po tym czasie wyglądała tak samo, nie zaschła. To była moja pierwsza maseczka metaliczna, więc efekt milionów drobinek brokatu w kolorze jasnoniebieskim bardzo mnie rozweselił. Zmycie jej z twarzy było dość kłopotliwe, choć myślałam, że przez taką ilość drobinek będzie jeszcze trudniej. Po jej zmyciu twarz była bardziej nawilżona i rozświetlona. 



Jako kolejny poszedł w ruch regenerujący krem-maska na noc. Nałożyłam go wieczorem dość grubą warstwą, po czym wmasowałam w skórę twarzy. Rano nadal czułam jego obecność na twarzy. 



Następnego dnia wieczorem zastosowałam odmładzającą maseczkę peel-off ze złotem. Ta też miała wiele drobinek, ale nie było problemu z jej zmyciem, ponieważ zastygała na twarzy i bez problemu ją ściągnęłam. Ta maska to wg mnie maseczka do nałożenia najlepiej przed większym wyjściem. Widocznie rozświetliła cerę i zauważyłam, że mocno zwężyła pory. 

Na temat emulsji na noc ze złotem się nie wypowiem. Nie mam zamiaru jej używać, ponieważ jest przeznaczony raczej dla starszych kobiet. Muszę jednak powiedzieć, że jest to ulubiony krem mojej mamy i cioci. Obie używają go już od kilku lat i są bardzo zadowolone. Mało tego, nie wyobrażają sobie zmiany na inny. Moja mama twierdzi, że gdy zastosuje jakiś inny, twarz rano wygląda o wiele gorzej. 



Jeśli chodzi o maseczki w płachcie, to każda z nich była dobrze wycięta i bardzo mocno nasączona. Tak mocno, że spokojnie można było użyć ich dwa razy. Po ich ściągnięciu wklepywałam w skórę pozostałą esencję, po czym nakładałam makijaż. Nie musiałam już nakładać kremu, bo nie było takiej potrzeby, a makijaż ładnie wyglądał. Najbardziej przypadła mi do gustu wersja rozświetlająca. 



Więcej informacji o tych i innych produktach marki Avon znajdziecie TUTAJ .

piątek, 2 sierpnia 2019

Projekt denko - czerwiec i lipiec

2/08/2019


Dziś przychodzę z prezentacją moich śmieci. Tym razem będą to krótkie recenzje produktów, które udało mi się wykończyć w czerwcu i lipcu. Jestem zadowolona, że jest tego dość dużo oraz że mało wśród nich produktów słabych. Zapraszam do zapoznania się... 


Isana - żel pod prysznic o zapachu waniliowym. Właściwości myjące miał ok, ale jego zapach był dla mnie nie do zniesienia. Był okropnie mdły i sztuczny. Jakoś się z nim przemęczyłam, bo nie lubię wyrzucać niezużytych produktów, ale niesmak pozostał.

Be Beauty - chusteczki odświeżające. Świetne na co dzień do torebki. Przydawały się do różnych celów np. przetarcia butów.

Perfecta - booster. Skuszona pozytywnymi opiniami w sieci kupiłam ten produkt, choć nie wierzyłam, że kosmetyk z niezbyt dobrym składem u mnie się sprawdzi. A tu niespodzianka. Używałam z przyjemnością rano pod makijaż, który pięknie wyglądał aż do wieczora. A do tego rozświetlenie cery i piękny zapach pomarańczy... super.

Yankee Candle - wosk summer scoop. Zapach miał ładny, choć bardzo słodki i w nadmiarze mogący przytłoczyć. Ja jestem z grupy miłośników zapachów bardziej kwiatowych niż jedzeniowych.


Sense of Nature - próbka szamponu. Był ok.

Too Faced - baza pod cienie. To już moje drugie zużyte opakowanie. Baza była świetna i bardzo wydajna. Wszystkie cienie trzymały się na niej bez zarzutu, nie zbierały się w załamaniach i wyglądały dobrze przez cały dzień. Serdecznie polecam.

Tołpa - odnawiająca maska- peeling złuszczająca. Po jej użyciu zauważyłam, że skóra jest bardziej oczyszczona. Fajna maska.

Avon - woda toaletowa Perceive. To klasyk tej marki, który kojarzy chyba większość kobiet. Mnie się już znudził, choć jest ładny, kojarzy mi się z czystością. Wyrzucam połowę, bo mam go już długo i po aplikacji nie pachnie już tak jak wcześniej, chyba się zepsuł.


Bania Agafii - momentalna maska do włosów. Nie przypadła mi do gustu. Włosy po jej użyciu były lekko splątane i szorstkie. Niewarta uwagi.

Bania Agafii - regenerujący peeling do stóp, redukcja zgrubień i nagniotków. Był bardzo słaby i zbyt delikatny do peelingu stóp. Zużyłam, ale działania nie widziałam żadnego. 

Organic Shop - bananowy krem do ciała. Zużycie 450 ml opakowania było dla mnie nie lada wyczynem, ale się udało. Masło dobrze się rozprowadzało, nawilżało skórę, miało dobry skład i przyjemnie pachniało bananem. Mimo tych plusów raczej nie zdecydowałabym się ponownie na tak duże opakowanie, bo tego typu produkty szybko mi się nudzą. 


Be Beauty - chusteczka do higieny intymnej. Bardzo dobra. Fajnie, że pakowane są po jednej sztuce.

Vichy - próbka kremu. Miałam wrażenie, że lekko zapchał moją skórę. To już któraś z kolei próbka jakiegoś produktu tej marki i za każdym razem zachwytu nie ma.

Dermika - maseczka z zestawu na każdy dzień tygodnia. Ta była z białą i żółtą glinką i masłem shea. Była fajna, a skóra po jej użyciu była bardziej rozświetlona.

Missha - krem bb nr 21. Świetny. Utrzymuje się i wygląda na mojej skórze ładnie przez cały dzień. Jest lekki, więc na lato idealny, ma też wysoki spf. W użyciu mam kolejne opakowanie, lecz w ciemniejszym odcieniu.

Miya - esencja. Miała jeden z najpiękniejszych zapachów, jaki spotkałam w kosmetykach. Stosowałam ją zamiast toniku. Niestety jej działanie nie zachwyciło mnie, ponieważ go nie zauważyłam. Skóra po jej użyciu była lekko ściągnięta, a tego efektu nie lubię. 


Blend-a-med - dobra pasta do zębów.

Biochemia Urody - olejek myjący o zapachu zielonej  herbaty. Stosowałam go jako pierwszy etap demakijażu. Nalewałam odrobinę na zwilżone dłonie i masowałam skórę twarzy. Delikatnie zmywał makijaż. Ma w składzie emulgator, więc można było zmywać go tylko wodą, ale ja i tak zawsze po jego użyciu dla pewności używałam płynu micelarnego i żelu do mycia twarzy (i zawsze jeszcze na waciku znajdowały się resztki makijażu). Produkt sam w sobie świetny, w użyciu mam kolejny, tylko w innej wersji zapachowej.

Isana - żel pod prysznic z ekstraktem z plumerii. Świetny, a zapach boski. Idealny na lato, w 100% trafia w mój zapachowy gust.

Vianek - nawilżający żel do higieny intymnej z ekstraktem z liści mniszka. Dobry, nieagresywny, naturalny. Czego chcieć więcej?


Organic Shop - peeling do ciała. Bardzo dobry peeling cukrowy. Świetnie peelingował skórę, cukier nie rozpuszczał się od razu, nie miał w składzie parafiny, więc nie pozostawiał nieprzyjemnej tłustej warstwy.

Bielenda - żelowa maseczka normalizująco - matująca. Była ok, choć większego efektu po jej użyciu nie zauważyłam.

Vianek - odżywcza pomadka ochronna z olejem z pestek moreli. Przyjemna, naturalna pomadka, którą stosowałam przed snem. Ładnie pachniała i nawilżała usta. Niestety nie zdążyłam jej zużyć, gdyż bardzo szybko zjełczała.

Ziaja - tonik ogórkowy. Przeciętny. Ani dobry, ani zły. Fajny do przemycia twarzy, ale nic nie robił.

L'oreal - maseczka detoksykująco - rozświetlająca. Typowa maska glinkowa. Jakiegoś specjalnego działania nie zauważyłam, ale krzywdy też nie zrobiła. Bardzo trudno było ją zmyć.

Ecocera - puder ryżowy. Miałam kiedyś ten puder w formie sypkiej, ale ten prasowany sprawdzał mi się o wiele lepiej. Stosowałam go na strefę T, pod oczy był zbyt matujący. Trzeba aplikować go z umiarem, bo nałożony w nadmiarze może lekko bielić skórę. Ogólnie puder godny uwagi.

Biotherm - próbka kremu. Miał żelową konsystencję, szybko się wchłaniał, a jednocześnie nawilżenie było nadal wyczuwalne. Użyłam dwa razy na noc. Pachniał jakby pokrzywą, nie wiem... czymś zielonym, świeżym. Zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie.


Isana - kremowe mydło o zapachu róży. Dobre, nie przesuszało moich dłoni. Polecam, choć nie do końca tą wersję zapachową (bardzo słodka).

Make Me Bio - woda różana. Nie przypadła mi do gustu. Nie podobał mi się jej sztuczny zapach i fakt, że skóra po jej użyciu była za każdym razem ściągnięta. Niezbędne było użycie czegoś jeszcze.

Yves Rocher - próbka wody perfumowanej Oui a l'amour. Na początku zapach mi się nie spodobał, ale zostawiłam nasączoną chusteczkę w pokoju i przyjemny zapach był wyczuwalny przez dwa dni.  

Babydream - żel do kąpieli i szampon. Był delikatny i przyjemnie pachniał. Dodatkowy plus za pompkę. Świetnie sprawdził się u mojego Maluszka. W użyciu mamy już kolejne opakowanie.

Cosnature - krem do twarzy z solanką. Był dość tłusty i gęsty, przez co trudno się rozprowadzał i wolno wchłaniał. Był bardzo wydajny i ładnie pachniał. Dobry krem nawilżający, który sprawdzał się zarówno na dzień pod cięższy podkład, jak i na noc. Fajny, ale nie kupię ponownie.

La Roche-Posay - żele do mycia twarzy. Były dość mocne, więc nie można było z nimi przesadzać. Stosowane codziennie mogłyby wysuszyć skórę. 


Bourjois - róż do policzków w odcieniu 03 brun cuivre. To moje drugie opakowanie tego produktu. Kupiłam ponownie ze względu na ładny odcień, ale niestety znów działo się z nim to samo. Róż jakby "zasychał", robiła się na nim jakby warstwa, przez co aplikacja była prawie niemożliwa. Wyrzucam, bo nie chce mi się z nim dalej męczyć.

Estee Lauder - serum. Stosowałam je solo na noc i moja skóra rano wyglądała naprawdę ładnie. Mimo to myślę, że taki efekt można uzyskać za niższą cenę. Tą miniaturkę można dostać w Douglasie w zestawie z kremem z tej samej serii za 50 zł, więc warto wypróbować.

Nuxe - suchy olejek. Stosowałam do twarzy, włosów i ciała. Nie przepadam za olejami, ale ten był ok. Największy plus za obłędny zapach. Chyba kiedyś sprawię sobie perfumy o tym zapachu, bo marka ma takowe w swojej ofercie.

Yankee Candle - wosk flowers in the sun. Wosk pięknie pachniał latem, łąką, kwiatami. Zapach nie przytłaczał.

I to już wszystkie zdenkowane przeze mnie w ostatnim czasie produkty. Wg Was to dużo? Mało? Znacie coś?


wtorek, 25 czerwca 2019

Projekt denko - kwiecień i maj

25/06/2019


Już prawie koniec czerwca, a ja dopiero przychodzę z prezentacją zużyć kwietnia i maja. No ale lepiej późno niż wcale ;) Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami.


The Body Shop - antyperspirant truskawkowy w kulce. Nie przepadam za kulkami, dlatego może ten produkt niezbyt mi podpasował. Poza tym  niestety pachniał dość sztucznie. Nie zostawiał białych śladów i dobrze chronił, choć ja nie mam większych problemów z potliwością. 

Iossi - krem nawilżający. Świetny! Stosowałam go na noc i nawilżenie było faktycznie widoczne. Rano skóra wyglądała bardzo ładnie. Myślę, że kiedyś ponowię zakup. 

Biały Jeleń - naprawcza maska do twarzy pozbawionej wigoru. Była do maska, którą można zostawić na noc. Ja takowych nie lubię, więc nie przypadła mi do gustu. 



Isana - szampon przeciwłupieżowy. Był bardzo dobry, świetnie oczyszczał a do tego jest bardzo tani. Polecam.

Bioderma - płyn micelarny. Był w porządku, ale niczym nie różnił się od drogeryjnych, o wiele tańszych. 

Himalaya - pasta do zębów. Fajna.

Sense of Nature - mini mydełka do rąk. Nie ciapciały się i nie przesuszały rąk, więc były ok.



Wibo - żel do brwi. Bardzo dobrze się u mnie sprawdzał. Z natury mam ciemne brwi, które nie potrzebują dodawania koloru. Ten był bezbarwny, więc w sam raz dla mnie. Niestety nie sposób zużyć go do końca, gdyż zmienia kolor. To drugie opakowanie i w poprzednim było tak samo.

Bielenda - próbka kremu nawilżającego olej z konopi i szafran. Był fajny, ale próbka za mała, by powiedzieć coś więcej. 

Yves Rocher - próbka perfum. Próbki perfum w formie nasączonej chusteczki nie do końca mi odpowiadają.

Lierac - tak nijakiego produktu dawno nie używałam. Był tak przeciętny i nie dawał żadnego efektu, że aż żal, ponieważ nie jest tani.



Lirene - ujędrniający olejek do ciała i biustu przeciw rozstępom. Nie wierzę w działanie tego typu produktów, ale ten był fajny i bardzo ładnie pachniał.

Eveline - płyn micelarny. Był świetny, może nawet lepszy od ulubieńca z Garniera. Tak mi się spodobał, że kupiłam ostatnio na wypróbowanie trzy inne tej marki.

Avon - tusz do rzęs. Nie był zły, ale szczoteczkę miał tak wielką, że trudno było nim malować rzęsy. Poza tym nie osypywał się i był w porządku.



Vianek - peeling do rąk. Dla mnie to produkt zbędny, gdyż moje dłonie są w bardzo dobrej kondycji. Użyłam może dwa razy, przeterminował się.

Iossi - serum nawilżające. Bardzo dobre serum, którego używałam solo na noc. Na równi dobre, jak jego rozświetlający kolega. 

Vichy - próbki kremu pod oczy. Na noc był bardzo fajny, z kolei nie nadawał się pod makijaż, ponieważ mocno się rolował.


Uriage - woda termalna. Najlepsza, ponieważ nie trzeba jej osuszać. Stosowałam ją głównie po peelingu lub maseczce. 


Cetaphil - emulsja do mycia ciała i włosów dla dzieci. Była w porządku, maluszkowi nie zaszkodziła, ale mamy już innego ulubieńca z tej kategorii, który zostanie z nami na dłużej.

Nivea - pianka do mycia ciała. Bardzo dobra gęsta i pianka o świetnym zapachu. Używałam ją też do golenia i w tej roli również sprawdziła się świetnie.


Ziaja - próbka mleczka do ciała dla dzieci i niemowląt. Zużyłam ją ja, ponieważ nie użyłabym dla maluszka produktu z nie do końca dobrym składem. Nic specjalnego.


Colgate - pasta do zębów. Była dobra.

Lovely - tusz do rzęs. Jeden z ulubionych. To już któreś z kolei zużyte opakowanie. Fajnie rozdziela, wydłuża i nie skleja rzęs. Kto nie próbował, koniecznie musi nadrobić :)

Cien - chusteczki nawilżane. Do kupienia w Lidlu. Idealne do torebki, bo przydają się do wielu rzeczy.


Dove - antyperspirant. Był bardzo dobry, jak z resztą wszystkie tej marki, jakich do tej pory używałam. Polecam.

Be Beauty - chusteczki do higieny intymnej. Miały dobry skład i są oddzielnie pakowane, więc w sam raz do torebki.

Clinique - próbka kremu na dzień. Był bardzo fajny.

Yankee Candle - wosk zapachowy white gardenia. Zapach śliczny, choć na dłuższą metę może przyprawiać o ból głowy, szczególnie palony w małym pomieszczeniu.


Alterra - pasta do zębów. Super.

L'oreal - maseczka oczyszczająca. Była dobra, skóra po jej użyciu wyglądała na bardziej oczyszczoną i rozświetloną.

Bielenda - próbki kremu przeciw zmarszczkom z opuncją figową i aloesem. Bardzo dobry, może kiedyś kupię pełen wymiar.


Yves Rocher - kremowy olejek do mycia twarzy. Należało go wmasować w suchą twarz do momentu zmiany konsystencji w oleistą. Byłam z niego bardzo zadowolona. Świetnie się sprawdzał jako pierwszy etap wieczornego oczyszczania cery. Polecam.


Bielenda - fluid matujący naturalny beż 02. Nie przypadł mi do gustu.

Sephora - maseczka do twarzy oczyszczająco - matująca. To już drugie zużyte opakowanie. Pierwsze było duże, ale to opłaca się zdecydowanie bardziej, gdyż przy nieregularnym stosowaniu produkt może zaschnąć. Maska była świetna, robiła to, co do niej należało. Trochę ciężko było ją zmywać, ale wysiłek był wart efektu ;)



Le Petit Marseiliais - żel pod prysznic. Miał jeden z piękniejszych zapachów, z jakim miałam do czynienia. Nie przesuszał, super!

Aussie - 3minutowa odżywka intensywne odżywienie. Moje włosy lubią niezbyt dobre składy. Wyglądały po jej użyciu bardzo dobrze.

Isana - mydło w płynie mango & pomarańcza. Fajne, nie wysuszało dłoni. 

To już wszystkie produkty, które udało mi się zużyć w ostatnim czasie. Na szczęście już kilka pustych opakowań, które zużyłam w czerwcu czeka na swoją kolej do zaprezentowania się... Mój projekt denko trwa nadal i dopóki będzie istniał ten blog, denko zawsze będzie :)