poniedziałek, 11 grudnia 2017

Projekt denko - październik i listopad

11/12/2017


Nadszedł czas, by podsumować kolejne dwa miesiące pod kątem tego, o jakie kosmetyki uszczupliła się moja toaletka. Troszkę mi się tych pustych opakowań nagromadziło: zarówno z kolorówki, jak i pielęgnacji. Zapraszam zatem do krótkich recenzji na temat produktów, które dobiły denka w ostatnim czasie.


Linda - mydło w płynie o zapachu białej czekolady z orzechami. Otulające, gęste mydło, pachniało pięknie, idealnie na tą porę roku.

Yves Rocher - energizujące mleczko do ciała cytryna i bazylia. Miało ładny, świeży zapach, lekką konsystencję i dość szybko się wchłaniało.

Wibo - puder bananowy. Świetny, od pierwszego użycia stał się moim ulubionym. Jest bardzo dobrze zmielony. Mam kolejne opakowanie. Kto jeszcze go nie zna - koniecznie musi poznać!



Nuxe - balsam do ust Reve de miel. Bardzo gęsty i treściwy, na bazie miodu. Gdy smarowałam nim usta przed pójściem spać, po przebudzeniu nadal czułam lekką warstwę nawilżenia. To niezbędny produkt dla osób, które borykają się z problemem suchych ust. 

Flos-Lek - żel pod oczy ze świetlikiem lekarskim i rumiankiem. Stosowałam go na dzień. Był w porządku, błyskawicznie się wchłaniał. Nie pomagał, ani nie szkodził. Miał formę żelu, za którą niezbyt przepadam. Generalnie produkt bez szału. Niestety mam jeszcze w zapasie inną jego wersję.

Yves Rocher - krem do twarzy na dzień sensitive vegetal. Przyjemny kremik, ale nie kupiłabym pełnego wymiaru. 


Belleza Castillo - maska w płachcie rozjaśniająca. Nie mam zbyt dużego doświadczenia u używaniu tego typu masek, ale z pewnością mogę powiedzieć, że lepsze wspomnienia mam po maseczce Missha czy Mizon. Ta to nic specjalnego.

Lovely - pomadka w kredce, wykręcana. Jedna z moich ulubionych. Trwała, o ładnym odcieniu brudnego różu. Kredka jest gruba, łatwo się rozprowadza, jest bardzo tania. Z tego co pamiętam był to odcień nr 1. 

Yves Rocher - woda perfumowana Moment de Bonheur. Zapach ładny, myślę, że dość unikatowy. Bardzo trwały. Niestety mnie trochę drażnił, z kolei moja mama go uwielbia. Łączy nuty: geranium, róża, cedr, pachula.


Blisko Natury - hudrolat różany. Stosowałam go zamiast toniku, sprawdził się świetnie.

Catrice - kamuflaż odcień 020 light beige. Mocno kryjący korektor do zadań specjalnych.

Maybelline - korektor Affinitone odcień 01 nude beige. Stosowałam go tylko pod oczy, by ukryć cienie, w tej roli dobrze mi się sprawdzał i dlatego w użyciu mam kolejne opakowanie.


Nivea - żel pod prysznic. Pięknie pachniał, miał dość gęstą konsystencję, nie przesuszał.  

Biochemia Urody - hydrolat z kwiatu pomarańczy. Stosowałam jako tonik, głównie po maseczkach czy peelingu. Sprawdzał się dobrze, nie podrażniał, nie ściągał skóry. 

Biochemia Urody - olejek myjący zielona herbata. Bardzo dobry produkt, którego stosowałam jako pierwszy etap demakijażu. Był to olejek hydrofilny, który mimo olejowej konsystencji dzięki obecności emulgatora, lubił się z wodą i po zmieszaniu z nią świetnie zmywał makijaż. Serdecznie go polecam.

The Body Shop - balsam do ust. Był bardzo wydajny, pachniał naturalnie borówkami, tak samo też smakował. Polecam.


Eo-Laboratorie - tonik odmładzający. Świetny produkt o bardzo dobrym składzie i niewielkiej cenie. Stosowałam go głównie wieczorem. Nie znajduję w nim wad. Oczywiście kupiłam kolejne opakowanie.

Nova Kosmetyki - krem pod oczy odżywczo - wygładzający. Plus za dobry skład, jednak ten krem wg mnie nic nie robił. Był bardzo lekki, za bardzo. Na dzień jeszcze w miarę się nadawał, na noc potrzebuję czegoś bardziej nawilżającego. Nie polecam.

Astor - czerwona pomadka nr 203. Była delikatna, lekko czerwona z połyskiem. Średnio trwała, ale ją lubiłam. Na pewno nie jest już dostępna, chyba że w innym opakowaniu.

Mincer Pharma - próbka kremu pod oczy i okolice ust, cera sucha i normalna. Podobny do opisanego powyżej. Nic specjalnego.


Essence - tusz do rzęs. Na początku się u mnie nie sprawdzał. Takiej pandy nie robił mi dotąd żaden tusz. Dopiero po jakimś czasie gdy nie był już tak mokry, był w porządku. Miał fajną, dość grubą szczoteczkę, widocznie pogrubiał rzęsy.

Sylveco - lekki krem brzozowy na dzień. Świetny - być może się skuszę na pełen wymiar.

Aurigia - serum do twarzy Flavo-C przeciwzmarszczkowe. Stosowałam je na noc, nie potrafię ocenić jego działania, choć wrażenie pozostawił  dość dobre.


Planeta Organica - szampon prowansalski regeneracyjny do wszystkich rodzajów włosów. Składniki aktywne: olej z pestek winogron, 6 ziół prowansalskich, mięta. Dobry szampon, ale nie kupię ponownie. Myślę, że trochę za słabo oczyszczał. Fajnie, że miał pompkę.

Biolaven - próbki kremu na noc. Był w porządku, ale nie wiem czy kupiłabym produkt pełnowymiarowy.

Be Beauty - zmywacz do paznokci. Już nie raz o nim pisałam. Ma formę chusteczki, przez co idealnie sprawdzi się podczas wyjazdów. Jedna sztuka wystarczy na zmycie lakieru ze wszystkich paznokci. Warto wspomnieć, że produkt ma bardzo ładny, porzeczkowy zapach, a do tego pozostawia płytkę paznokcia jakby naolejowaną.


Receptury Babuszki Agafii - drożdżowa maska do włosów. Moja ulubiona maseczka, już nawet nie wiem które to opakowanie. Pięknie wygładza włosy, ma ładny zapach i dobry skład. Koniecznie wypróbujcie.

Purederm - maska złuszczająca do stóp. Skarpetki zastosowałam zgodnie z zaleceniami producenta, po wymoczeniu stóp. Trzymałam około godziny. Po około czterech dniach zaczęła mi schodzić skóra, byłam w szoku, że to faktycznie działa. Polecam.

Sylveco - próbka lekkiego kremu nagietkowego. Fajny, lekki, szybko się wchłaniał, tyle.


Himalaya - fajna, delikatna pasta do zębów o lekko cynamonowym smaku. 

Sensodyne - pasta do zębów. Również świetnie się sprawdziła.

Sylveco - płyn do płukania jamy ustnej. W składzie ma miętę pieprzową, szałwię lekarską, rozmaryn lekarski. Świetny płyn, ma przyjemny smak, delikatny (w przeciwieństwie do większości płynów tego typu, które są bardzo mocne). Kupiłam już wielką butlę.

I to już wszystkie produkty, które skrupulatnie zużywałam w ostatnim czasie. Dajcie znać, jak Wam idzie zużywanie kosmetyków? Zużywacie na bieżąco czy może w Waszych kosmetyczkach zalegają dawno otwarte opakowania?


7 komentarzy:

  1. Wow jakie duże denko! Widzę tu moje ulubione skarpetki złuszczające.

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam ten zmywacz w chusteczce ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, dużo świetnych produktów. Dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  4. Od dawna korci mnie ten Nuxe, ale nie wiem czy się zmotywuje, bo takiej formy aplikacji nie lubię :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę kilku dobrych znajomych w Twoich użyciach :)
    A poza tym tydzień temu założyłam kwasowe skarpety i... nadal nic! Czekam i czekam i nic się nie łuszczy. Pierwszy raz mi się coś takiego przydarzyło i się zastanawiam, o co chodzi hmmm

    OdpowiedzUsuń
  6. wiele pomysłów postaram sie wykorzystać dziękuje :)

    OdpowiedzUsuń