sobota, 29 lipca 2017

Projekt denko - czerwiec i lipiec

29/07/2017


To będzie chyba największa jak dotąd prezentacja moich kosmetycznych zużyć. Tak to czasami jest, że jak się kończy, to wszystko na raz. Zapraszam do zapoznania się z krótkimi recenzjami produktów, które zużyłam w czerwcu oraz w lipcu.


Tołpa - regenerujący płyn do higieny intymnej. Bardzo dobry. Był delikatny, nie podrażniał, plus za opakowanie  z pompką. Pewnie kupię go ponownie.

Golden Rose - krem BB w odcieniu 01 light. Nie mogłam się do niego przekonać. Jego odcień był jasny, delikatnie wpadał w różowe tony, co mi przeszkadzało. Krycie miał dość dobre, można było je stopniować. Niestety miałam wrażenie, że lekko zapychał skórę i podkreślał suche skórki. Plus za SPF 25. Nie jest to bubel, ale na pewno nie kupiłabym go ponownie.

Organique - cukrowa pianka peelingująca do mycia ciała. Działa jak bardzo delikatny peeling. Coś między żelem do mycia a peelingiem. Najpierw trzeba było przemasować nią suche ciało, a następnie zwilżyć wodą i ponownie masować do uzyskania piany. Produkt był w porządku, pachniał jak drink pinacolada, ale dla mnie był to raczej zbędny gadżet. 


Wibo - puder półtransparentny Fixing Powder. Stosowałam go do utrwalania makijażu i do ewentualnego zmatowienia skóry w ciągu dnia. Lubiłam go, dobrze współgrał z kremem BB. Jest on drobno zmielony i tani. To było moje drugie opakowanie. Być może kiedyś kupię go ponownie.

Inglot - próbka kremu BB Beautifier. Jest to nowość w asortymencie marki. Próbka wystarczyła mi aż na cztery użycia, więc mogę stwierdzić, że krem jest wydajny. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Był trwały, krycie miał dobre, ładnie stapiał się ze skórą i ładnie, naturalnie na niej wyglądał. Konieczne było przypudrowanie go, by się nie świecił. Gdybym nie miała innych, skłonna byłabym kupić pełną wersję.

Glamglow - ta błotna maseczka, to była petarda, prawdziwy zabójca dla wszelkich zanieczyszczeń obecnych na skórze. Mogę śmiało o niej powiedzieć, że rzeczywiście działa, widocznie oczyszcza. To była miniatura, może kupię większą wersję, bo warto.


Garnier - płyn micelarny. Tego produktu nie trzeba specjalnie przedstawiać. Ulubieniec od lat. Bez trudu zmywa makijaż, nie podrażnia skóry, jest niedrogi i wydajny. Jeśli jest jeszcze ktoś, kto go nie używał, radzę nadrobić zaległości ;)

Vianek - łagodzący tonik-mgiełka z ekstraktem z owoców róży. Niczym specjalnym się nie wyróżnił oprócz dobrego składu. Nie podrażniał, nie przesuszał. Nie lubię toników, które mają jakąś barwę, ten jest lekko żółty.

Sephora - maseczka w płachcie do twarzy. Tkanina była dobrze dopasowana, i mocno nawilżona, jednak produkt nie zrobił niczego specjalnego, nie zauważyłam żadnego efektu. 


Dr Sante - szampon do włosów osłabionych. Zwykły, niczym mnie nie zachwycił, ale też nie zrobił włosom krzywdy.

Isana - odżywka do włosów brązowych. Bardzo ją lubiłam. Dzięki niej moje naturalne niefarbowane ciemnobrązowe włosy były bardziej lśniące, kolor głębszy i bardziej podkreślony. Z pewnością kupię ją ponownie.

Blisko Natury - olej z zielonej herbaty. Najpierw stosowałam go jako pierwszy etap oczyszczania twarzy olejem, później do olejowania włosów. Był ok.


H&M - balsam do ust. Zużyłam prawie do końca. Wyrzucam, bo mam go zbyt długo. Był to zwykły, parafinowy balsam do ust pachnący wanilią, nic specjalnego.

Vichy - próbka kremu na dzień. Zrobił na mnie dobre wrażenie, ale nie na tyle, by kupić pełen wymiar.

Nacomi - wygładzający peeling do twarzy z korundem, olejem z dzikiej róży i borówką. Był dość mocny, drobno zmielony, widocznie oczyszczał. Niestety nie zużyłam go w całości, ponieważ w bardzo krótkim czasie po otwarciu zmienił kolor i się rozwarstwił.


Biolaven - płyn micelarny. Bardzo dobry produkt. Stosowałam go do porannego odświeżenia skóry. Miał przyjemny, lawendowy zapach. Nie wiem jak sprawdziłby się do zmycia pełnego makijażu. Mam kolejną butelkę, więc tym razem sprawdzę.

Nacomi - maska algowa do cery naczynkowej. Na początku nie byłam z niej zadowolona, ponieważ nie potrafiłam dobrze jej zrobić. Gdy doszłam do tego, jakie proporcje powinnam użyć, maseczka sprawdziła się idealnie. Trzeba pamiętać, by zrobić ją dość gęstą i nałożyć na twarz grubą warstwę - wtedy łatwo będzie ją zdjąć w jednym płacie. Za pierwszym razem nałożyłam zbyt cienką warstwę i zbyt rzadką. Miałam wtedy problem z jej zmyciem, a w niektórych miejscach (na brzegach) podrażniła mi skórę. Poprawnie nałożona sprawiła, że skóra była jaśniejsza, rozświetlona i bardziej nawilżona.

Le Chatelard 1802 - to były trzy mydełka w kostce, które zużyłam do mycia rąk. Dobrze domywały, nie przesuszały i ładnie pachniały. Dostępne są różne warianty zapachowe. Mój zestaw zawierał mydełko: fiołkowe, lawendowe i różane.


Yves Rocher - szampon przywracający blask z wyciągiem z nagietka. Bardzo ten szampon lubię i chętnie do niego wracam. Dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy, ładnie pachnie. Polecam.

Dove - antyperspiranty Dove sprawdzają się u mnie najlepiej. Wystarczająco chronią przez cały dzień. Zawsze mam choć jeden w moim kosmetycznym zbiorze. Najbardziej lubię wersję original, ale ten też był w porządku.


L'oreal - czarna maseczka oczyszczająca. Bardzo mnie zaskoczyła, fajnie oczyściła skórę twarzy. Miałam wcześniej saszetkę z maseczką w wersji zielonej, ale ta lepiej się u mnie sprawdziła, ponieważ była mniej inwazyjna.


Make Up For Ever - miniatura tuszu do rzęs Excessive Lash. Wrzucam go do listy zużyć ponownie, ponieważ wykorzystałam go jeszcze do rozczesywania rzęs, ponieważ jego szczoteczka jest świetna. Być może zostawię ją sobie i wykorzystam brwi.

Givenchy - Noir couture volume mascara- tusz do rzęs. Dobrze rozdzielał rzęsy, nie sklejał ich, nie osypywał się. Dobry, jednak nie dało się nim uzyskać efektu wachlarzu sztucznych rzęs, raczej podkreślał to co jest, dawał naturalny efekt. Kształt szczoteczki był niewygodny. Opakowanie przepięknie, aż żal wyrzucić. 

Lovely - matowa pomadka w płynie. Bardzo trwała o ładnym odcieniu brudnego różu. Utrzymywała się na ustach nawet kilka godzin. Za tą cenę - wypróbujcie koniecznie.


Bania Agafii - maska dziegciowa oczyszczająca. Świetna i bardzo tania. Dla cer mieszanych i tłustych myślę, że jest idealna. Po jej użyciu skóra wyglądała o wiele lepiej, była widocznie bardziej oczyszczona, a pory zwężone. Polecam.


Wibo - bibułki matujące. Bardzo przydatny gadżet, który zawsze mam w podręcznej kosmetyczce. Używam tych bibułek do ewentualnego pozbycia się nadmiaru sebum ze strefy T. Trochę szkoda, że w opakowaniu jest tylko 40 sztuk.

Joanna - balsam do suchych miejsc. Nie zdążyłam zużyć go w całości przed upływem daty ważności, ale produkt bardzo przydał mi się zimą podczas przeziębienia, na suche łokcie oraz czasami usta. Pięknie pachniał pomarańczami.


Sylveco - próbka łagodzącego kremu pod oczy. Kiedyś zużyłam już pełen wymiar. Jest to dobry, naturalny krem. U mnie sprawdził się dobrze podczas porannej pielęgnacji. Nie podrażniał, był delikatny i miał lekką konsystencję, zbyt lekką na noc.

Too Faced- baza pod cienie. Świetny produkt. Przed rozpoczęciem używania tej bazy uważałam tego typu produkty za zbędne. Zastępował mi je korektor. Teraz widzę, że różnica jest kolosalna. Cienie trzymają się na powiekach przez cały dzień, nie zbierają się w załamaniu, a właśnie takie mam wymagania względem baz. Jestem zachwycona tym produktem. To jest miniatura, która wystarczyła mi na bardzo długo. Kupiłam również pełen wymiar. Nie jest tania, ale wydajna, więc wystarczy na długi czas.

Organique - żel do mycia twarzy. Wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Miał żelową konsystencję, dobrze domywał resztki makijażu, jak i idealnie odświeżał skórę rano. Nie podrażniał i nie przesuszał skóry. Produkt godny polecenia.

La Roche-Posay - miniatura kremu z filtrem SPF 50. Moja skóra bardzo się po jego użyciu świeciła. Miałam też wrażenie, że lekko ją zapchał. Mam jeszcze kilka takich małych próbek, więc ponownie go przetestuję. Ogólnie ma on bardzo dobre opinie, więc nie chcę go skreślać zbyt pochopnie.


Natura Siberica - balsam regenerujący do włosów z serii Loves Estonia. Był w porządku, konsystencją przypominał mi maskę mleczną Kallos - była dość rzadka. Zużyłam, jednak nie zauważyłam żeby zrobił coś specjalnego z włosami, ale też nie zaszkodził.

Himalaya - pasta do zębów. Dobra, delikatna, polecam.


Rimmel - puder transparentny Match perfection. Mój ulubieniec. Matowił skórę na około pół dnia. Ładnie zgrywał się z innymi produktami. Nie tworzył efektu pudrowości i był bardzo drobno zmielony. Kiedyś jeszcze go kupię.

I to już wszystkie produkty, które dobiły denka w ciągu ostatnich dwóch miesięcy. Ciekawa jestem czy miałyście styczność z tymi kosmetykami? A może do zakupu któregoś z nich Was zainspirowałam lub zniechęciłam? 

5 komentarzy:

  1. U nas też zebrała się niezła kolekcja zdenkowanych kosmetyków;))

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne produkty znalazły się w denku :) Mam tylko tonik z Vianka i na razie jestem zadowolona :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciekawy zestaw. Mnie również czekają porządki w kosmetykach za niedługo bo trochę się tego nazbierało :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawe produkty, zapraszam tutaj https://wedlugliska.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń